„W niczym nie przeszkadza” vs. „klienci z nas drwili”. Pół roku systemu kaucyjnego

5 godzin temu

System kaucyjny działa w Polsce od niespełna sześciu miesięcy. Choć idea redukcji ilości odpadów opakowaniowych w środowisku i ponownego wykorzystania surowców, raczej nie budzi sprzeciwu, kontrowersyjne są dostępność, zarządzanie i szczelność systemu. Zauważa to ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, która w wywiadzie dla Radia ZET przyznała, iż „jest do poprawy logistyka”. Według danych resortu, w pierwszych miesiącach funkcjonowania systemu, trafiło do niego 530 mln opakowań. Odzyskano 28 mln sztuk.

O tym, iż system wymaga korekty mówią też przedstawiciele strony społecznej. – Obecny system kaucyjny służy korporacjom, a nie obywatelom. W praktyce w Polsce mamy dziś do czynienia nie Rozszerzoną Odpowiedzialnością Producenta [ROP], a z rozszerzoną odpowiedzialnością konsumenta, czyli raczej ROK – słyszymy w trakcie prac nad tekstem.

Nawiązanie do Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta jest oczywiste, bo to ona ma doprowadzić do przeniesienia kosztów gospodarowania odpadami na tych, którzy wprowadzili je do obrotu. Dziś te opłaty uiszczamy my, płacąc coraz więcej za odbiór odpadów, a także samorządy, które przyznają, iż już sobie nie radzą.

  • Czytaj także: Kaucje już działają. Koniec z przerzucaniem kosztów, ale szkło jednorazowe poza systemem

Pierwsze pół roku systemu kaucyjnego

Odpowiedzią na zaśmiecenie i nadmiar opakowań jest system kaucyjny, który w Polsce obowiązuje od października 2025 r. Od tego dnia kupując butelki i puszki, ponosimy także koszty kaucji, która później, z założenia, ma nam zostać zwrócona.

Otrzymujemy ją z powrotem, gdy oddajemy butelki plastikowe, szklane oraz puszki, które podlegają kaucji. Niektóre sklepy pozwalają także na zwrot tych opakowań, które nie są objęte systemem kaucyjnym. Ten nie zawsze działa tak, jak byśmy sobie życzyli. Część konsumentów narzeka na problemy z maszynami, ich awarie i liczne wyłączenia. Wykluczeni często czują się mieszkańcy mniejszych miejscowości, osoby starsze i niemobilne.

Zasady systemu kaucyjnego, źródło: Ministerstwo Klimatu i Środowiska

Kasjerzy i mieszkańcy o systemie kaucyjnym

– A niech się pani rozejrzy, co leży pod automatem, w każdym rogu parkingu, pod naszymi śmietnikami. Szkło. Wszędzie potłuczone albo rzucone butle po wódce i piwie. Nie mogą za to odzyskać kaucji, to rzucają – mówi nam rozgoryczona pracownica dolnośląskiego dyskontu. – Jeszcze niedawno mieliśmy w sklepie pudło na to, co do zwrotu. Klienci zwyczajnie z tego drwili i rzucali do nas uwagi. Tak jakby to była moja wina, iż nie ma automatu albo iż coś nie działa.

Teraz kaucjomat stoi na sklepowym parkingu. – Jak tylko coś się zepsuje, zaraz jest jazda. Klienci z pretensjami do nas, a przecież ja nie mam nic do tego. Poza tym mam co robić w pracy. Przy każdej tej maszynie powinien stać pracownik, ale osobny, specjalnie od tego, a nie sprzedawca ze sklepu.

Inne zdanie ma pracownik znanego, typowo osiedlowego sklepiku franczyzowego. – Raczej nie mam nic przeciwko temu. Ludzie chętnie oddają butelki, czasem przychodzą dzieciaki i mają z tego rozrywkę. Tylko nie mam na to miejsca na zapleczu, to jest trochę utrudnienie – opowiada pan Tomek, sprzedawca.

– Nam system kaucyjny w niczym nam nie przeszkadza, bo ze względu na to, iż mieszkamy w malutkiej wsi, musimy planować wyjazd na zakupy. Robimy to raz w tygodniu i zawsze autem, a do tego w domu mamy dużo miejsca na przechowywanie butelek czy puszek. Zabieramy je ze sobą w każdą sobotę, gdy jedziemy do marketu – mówi nam pani Ewa, mieszkanka opolskiej wsi pod Kluczborkiem.

Jej sąsiedzi, którzy nie są zmotoryzowani, często samotni seniorzy, nie oceniają systemu tak dobrze. – Oni rzeczywiście trochę się skarżą, bo do miasta jeżdżą busem, a worek z opakowaniami, których przecież nie można zgnieść, to dodatkowy kłopot. Chcieliśmy im pomóc, więc razem z mężem przywozimy im czasem te cięższe wody butelkowane itp., a potem zabieramy ze sobą i zwracamy w automatach. Dzięki temu odzyskują kaucję.

Kaucjomaty miały ułatwić Polakom dbanie o środowisko. W praktyce nie zawsze działają i są dostępne. Fot. K. Urban

„Kilka kilometrów do automatu”

Nie każdy może liczyć na sąsiedzką pomoc czy kogoś bliskiego, kto go wyręczy.

– Mieszkam w centrum Wrocławia, a napoje w puszkach i butelkach kupuję bardzo rzadko. jeżeli już to są to piwa na jakieś okazje i wtedy wybieram te w butelkach zwrotnych, bo ekologia jest dla mnie ważna. Ale wiadomo, iż nie każdy tak to postrzega – mówi nam pan Paweł, Wrocławianin. – Moi dziadkowie mieszkają na granicy województwa dolnośląskiego i wielkopolskiego. Do najbliższego sklepu, gdzie jest automat i można wygodnie odzyskać kaucję, mają ładnych parę kilometrów. Narzekają, iż to niewygodne i czekają aż u nich na wiosce stanie taki automat – dodaje.

W marcu wiceministra klimatu i środowiska Anita Sowińska w wywiadzie dla Faktu, powiedziała, iż realną skuteczność systemu będzie można ocenić po roku jego funkcjonowania. Nie obyło się bez pytań o szkło jednorazowe i małpki, których w Polsce codziennie przedaje się choćby 3 mln.

– Osobiście uważam, iż powinniśmy włączyć do systemu kaucyjnego również szkło jednorazowe, a na pewno szkło wielokrotnego użytku i opakowania standardowe – mówiła ministra Sowińska. – Natomiast daliśmy sobie czas, tak mniej więcej do czerwca tego roku, żeby zobaczyć, jak działa ten system dla puszek i dla butelek PET. Wtedy podejmiemy decyzję o dalszym rozwoju – dodała. Przyznała, iż procedura nie jest prosta, a „ilość opakowań diametralnie rośnie z tygodnia na tydzień”. – Dlatego iż wymaga to inwestycji i opracowania odpowiednich systemów logistycznych, a przede wszystkim stanowi wyzwanie dla sklepów, które będą musiały te opakowania zbierać – dodała.

„System w wielu krajach Europy to najskuteczniejsze narzędzie”. U nas do tego daleko

Jacek Werder, niezależny analityk gospodarki odpadami, uważa system za „niegotowy”.

– Wciąż, po prawie pół roku, jest daleki od sprawnego funkcjonowania. Regularnie pojawiają się informacje o braku, lub niedziałających kaucjomatach. Wydaje się, iż opieszałość operatorów w ich instalacji i generalnie zniechęcanie ludzi do systemu kaucyjnego może mieć drugie dno (im mniej zwróconych opakowań, tym więcej pieniędzy zostaje na organizację systemu) – zauważa pytany przez SmogLab. Zwraca uwagę na pięty Achillesowe obecnego systemu:

  • brak infrastruktury,
  • problemy techniczne,
  • brak należytej komunikacji,
  • dezinformacja

Werder ubolewa, iż nie edukuje się konsumentów, po co to wszystko: – System, który w wielu krajach Europy jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi gospodarki o obiegu zamkniętym, w Polsce zaczyna być przedstawiany jako kolejny absurd. A to bardzo zła wiadomość. Bo jeżeli system kaucyjny się nie powiedzie, Polska będzie miała ogromny problem z osiągnięciem wymaganych przez UE poziomów zbiórki opakowań. Nie dlatego, iż system jest zły. Tylko dlatego, iż wdrożono go chaotycznie i bez przygotowania.

– Nie tłumaczy się rzeczy elementarnych: po pierwsze – opakowania oddaje się przy okazji kolejnych zakupów, po drugie – system kaucyjny pozwala uzyskać znacznie czystszy surowiec do recyklingu. Co ważne, kraje z systemem kaucyjnym osiągają ponad 90 proc. zbiórki opakowań – wymienia Werder.

Interesujące obserwacje mają też społecznicy i ekolodzy, którzy od lat organizują akcje sprzątania. – Teraz w naszych workach lądują przede wszystkim jednorazowe opakowania szklane i już mogę powiedzieć, iż jest ich więcej, niż w latach ubiegłych. To oznacza, iż konsumpcja sprzedawanych w nich płynów jest ogromna. Na czele są oczywiście małpki i bezzwrotne butelki po piwie. Ich ilość jest masakryczna – mówi nam Dominik Dobrowolski, ekolog i społecznik, który od kilku lat sprząta okolice Odry i polskie plaże.

– Zbieramy też puszki aluminiowe i butelki PET, ale teraz już raczej te bez oznaczenia, iż podlegają kaucji. W tym miesiącu nie wrzuciłem do worka ani jednego opakowania z takim znakiem. To, co zebrałem, było już nadgryzione zębem czasu.

Społecznicy domagają się włączenia „małpek”

Powszechne zaśmiecenie małolitrażowymi butelkami na mocne alkohole widać gołym okiem, ale są na to twarde dane. Nowe badanie opinii publicznej przeprowadzone przez Yotta dla Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA ujawniło, iż po wiosennych roztopach, w ogólnodostępnej przestrzeni, poza psimi odchodami, najbardziej przeszkadzają nam porzucone szklane butelki – wskazało je 60 proc. badanych. Wśród nich najczęściej wymieniane są butelki po alkoholu, w tym tzw. małpki oraz butelki po piwie. W badaniu wyprzedziły choćby niedopałki papierosów. W okresie przedwiośnia i roztopów 46 proc. badanych deklaruje, iż zalegające szklane śmieci (np. butelki) spotyka często. Odpowiedź „bardzo często” częściej pada w dużych i wielkich miastach: 25 proc. wobec 14 proc. na wsi – czytamy w komunikacie.

Irytacja spowodowana porzuconymi butelkami po alkoholu rośnie wraz z wiekiem. – To już nie jest drobny problem estetyczny, ale symbol kultury jednorazowości i bezkarnego zaśmiecania wspólnej przestrzeni. Każda taka butelka to nie tylko odpad, ale też realne zagrożenie dla ludzi, zwierząt i miejskiej zieleni. Dlatego małpki i inne jednorazowe butelki szklane powinny zostać objęte systemem kaucyjnym – tam, gdzie działa kaucja, opakowania przestają zalegać na ulicach, bo po prostu zaczynają mieć wartość – komentuje Paweł Pomian, wiceprezes EKO-UNII.

Dobrowolski cieszy się, iż system kaucyjny wszedł w życie i przynosi pierwsze efekty, choć widzi jego „szczątkowość”. – On jest niepełny i bezwzględnie trzeba go rozszerzyć o szklane opakowania po napojach alkoholowych, tak, jak zrobiły to inne kraje. Wyłączanie czegokolwiek z systemu jest nieskuteczne i tylko zwiększa chaos. Do systemu należy za to włączać kolejne opakowania.

– Polska zdecydowała się na bardzo kapitalistyczny model systemu kaucyjnego, pozwalając na działanie wielu operatorów. Możliwość konkurencji jest z jednej strony dobra, ale nie wszyscy odpowiednio się do tego przygotowali – mówi Dobrowolski i chwali działania sieci marketów powiązanych z gospodarką niemiecką. – Oni wiedzą, jak to robić i pomagają konsumentowi.

Nie wszystkie sieci się przygotowały

– Problemem jest jakość automatów i ich działanie. Niektóre znane sieci zachowały się wręcz antyedukacyjnie, nie przygotowując się logistycznie i rozstawiając w sklepach kartony, do których klienci mieli wrzucać opakowania. Ale te 60 proc. zbiórki butelek PET wprowadzonych na rynek uznaję za sukces naszego systemu kaucyjnego, bo to więcej, niż osiągają gminy – przyznaje Dobrowolski.

Widzi, iż w niewielkich miejscowościach zagęszczenie automatów jest znacznie mniejsze, ale jego zdaniem, wszystko będzie się rozwijać. – Podam przykład malutkiego sklepiku z Bytomia Odrzańskiego, dosłownie o powierzchni 30 m2. Jego właścicielka nie przystąpiła do systemu, ale niedaleko jest dyskont, w którym jej klienci mogą oddać butelki i puszki. Dla mnie najważniejsze jest to, iż system kaucyjny pomaga nam edukować konsumentów, bo to gigantyczny projekt edukacyjny.

Jako wzór do naśladowania podaje Estonię, która bryluje w europejskich rankingach skuteczności systemu kaucyjnego. Estończycy osiągnęli dzięki niemu 90-procentowy zwrot opakowań.

Joanna Kądziołka, była prezeska Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste (PSZW), mówi nam o plusach i niedociągnięciach systemu. – Rośnie zrozumienie samej idei recyklingu. Kaucja sprawia, iż opakowanie przestaje być „śmieciem”, a staje się surowcem, czymś, co warto oddać do obiegu. Na plus działa również sam prosty bodziec ekonomiczny. Kaucja skutecznie motywuje do zwrotu i ogranicza zaśmiecanie przestrzeni publicznej (widać to po nagłówkach donoszących o rekordzistach, którzy oddali kilkaset opakowań).

Piotr Barczak z PSZW mówi o rosnącej świadomości i chwali sam fakt wprowadzenia systemu. – Najważniejsze, iż on wystartował. Jedną z luk w systemie jest brak szkła jednorazowego, ale uważamy, iż w ciągu kilku miesięcy, najpóźniej roku, to szkło powinno być włączone. Więcej strumieni oznacza lepszą efektywność ekonomiczną, ale musi za tym iść technologia i kooperacja wszystkich stron.

Wśród rzeczy do poprawy Kądziołka widzi logistykę i przygotowanie. – Problem jest z implementacją systemu. Szwankuje logistyka, komunikacja, opór detalistów. Ze strony konsumentów słychać głosy o niedziałających automatach, często spotykam się z tym, iż ludzie nie wiedza, iż przysługuje im zwrot gotówki. Problem jest także ze pracownikami sklepów, którzy nie zostali odpowiednio przeszkoleni.

„Służy korporacjom, a nie obywatelom”, czyli rozszerzona odpowiedzialność… konsumenta

Niedociągnięcia systemu wypunktowuje Hubert Pietrzak z Częstochowskiego Alarmu Smogowego (CzAS), który od lat organizuje oddolną, społeczną akcję sprzątania #JurabezPlastiku. – Problem wszechobecnych śmieci jest mi bardzo dobrze znany od wielu lat – mówi społecznik. – Koncentrujemy się przede wszystkim na sprzątaniu rzek i ich okolic. Takich działań było już 16 i każde z nich pokazało, iż z rzek wyławiamy głównie małpki i butelki po piwie, które nie podlegają kaucji.

Wyłączenie małolitrażowych butelek na napoje alkoholowe oraz specjalne traktowanie browarów uważa za „przeciwskuteczne i zupełnie nielogiczne”. – Mam wieki żal do decydentów, iż całkowicie pominęli te rodzaje odpadów – przyznaje.

W rzece znajdują się głównie butelki po napojach, w tym alkoholowych. Fot. Hubert Pietrzak/CzAS/JurabezPlastiku

Jak mówi, obecny kształt systemu nie rozwiązuje problemu. – Należało pójść śladem innych krajów, jak sąsiednie Niemcy, w których nie ma takich wykluczeń. Przebywam tam bardzo często i chętnie korzystam z ich przejrzystego, wygodnego systemu zwrotu opakowań. U nas nie jest to tak proste i przyjemne dla klienta.

– Ja oczywiście oddaję butelki, bo troska o środowisko leży mi na sercu, ale jestem zmuszony przemieszczać się na inną dzielnicę, żeby znaleźć kaucjomat. Jest ich za mało na peryferiach oraz w małych miejscowościach. Tak być nie może – mówi Pietrzak.

Postuluje o zwiększenie dostępności zwrotomatów i włączenie do systemu małpek oraz wszystkich innych butelek po napojach alkoholowych, ze względu na koszty środowiskowe i społeczne. – Przecież ROP ma na celu przerzucenie kosztów gospodarowania odpadami na przedsiębiorstwa, które wprowadziły produkty do obiegu. One bardzo często są firmami-gigantami.

– Obecny system kaucyjny służy korporacjom, a nie obywatelom. Do tej pory to Polacy i gminy ponoszą te koszty, czyli ROP jest w praktyce rozszerzoną odpowiedzialnością, ale konsumenta. To musi się zmienić – mówi bez ogródek. – Dopóki to się nie stanie, ten niewydolny system będzie sromotną porażką. I mówię to z perspektywy osoby, która regularnie sprząta po innych – podsumowuje Pietrzak.

Zdjęcie tytułowe: ShapikMedia/Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału