Pojawił się spreparowany dowód? Proces karny byłego dyrektora MOPS-u w Bieruniu

23 godzin temu

Przed Sądem Rejonowym w Tychach od maja 2021 roku toczy się proces karny przeciwko Piotrowi Ć., byłemu już dyrektorowi Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bieruniu. W sporządzonym przez prokuraturę akcie oskarżenia jest mowa o psychicznym znęcaniu się nad podwładnymi oraz złośliwym i uporczywym naruszaniu ich praw pracowniczych. Oskarżony nie przyznaje się do winy. 9 stycznia 2026 roku odbyła się kolejna rozprawa. Zeznania kontynuował Marcin K., mąż jednej z pokrzywdzonych kobiet. Oświadczył on m.in., iż przedstawiony mu przez adwokat oskarżonego dokument oceny pracy żony, na podstawie której nie przedłużono jej umowy, został spreparowany.

Odpowiadając na pytania pełnomocnik pokrzywdzonych, Marcin K. mówił, iż jego żona Joanna J.-K. wielokrotnie pytała kierownika Michała K. i dyrektora Piotra Ć. o to, czy jej umowa o pracę zostanie przedłużona na czas nieokreślony. Była trzymana w niepewności, aby w ostatni dzień obowiązującej umowy na czas określony dowiedzieć się, iż nie będzie już pracownicą MOPS-u.

Świadek: opinia jest spreparowana

Kiedy Magdalena Zapatka, adwokat oskarżonego, okazała świadkowi Marcinowi K. dokument, w którym kierownik K. stwierdza, iż nie rekomenduje przedłużenia umowy Joannie J.-K. (widniała tam też pieczęć i podpis dyrektora), świadek stwierdził, iż jest to dokument spreparowany.

Marcin K. zeznał, iż znajdująca się w aktach pracowniczych ostatnia ocena pracy żony wyglądała zupełnie inaczej. Była tam tabela, w której Joanna J.-K. dokonywała autooceny, były uwagi kierownika i jego adnotacja, aby umowę o pracę przedłużyć. Był też podpis żony, iż zapoznała się z treścią dokumentu.

Adwokat pokrzywdzonych Aleksandra Witeszczak stwierdziła, iż opisany przez świadka dokument (z tabelą, aprobujący dalsze zatrudnienie pokrzywdzonej – przyp. red.) od początku znajduje się w aktach sprawy jako dowód. Natomiast dokument przedstawiony przez obronę oskarżonego został złożony jako dowód dopiero w 2025 r. Dostarczył go obronie oskarżony. – W jaki sposób miał do niego dostęp, skoro wtedy nie był już dyrektorem? – pytała A. Witeszczak.

Adwokat Zapatka przedstawiła chronologię powstawania dokumentów skutkujących finalnie o dalszym niezatrudnianiu Joanny J.-K., w którą czasowo wpisuje się opinia, określona przez świadka jako „spreparowana”.

Fazy dyrektora, czyli ekspres w toalecie

Świadek zeznał, iż stres, który żona przeżywała w okresie pracy w MOPS-ie odbił się na ich relacjach małżeńskich. Był to bardzo nerwowy okres.

Kiedy Joanna J.-K. zwierzyła się świadkowi, iż atmosfera w pracy jest zła, ten postanowił porozmawiać o tym, co dzieje się w MOPS-ie z Barbarą D., pracownicą ośrodka, ich sąsiadką (zeznawała jako świadek w procesie). To m.in. od niej Marcin K. dowiedział się, iż dyrektor ma często tzw. fazę. Oznaczało to, iż przechodził swoistą sinusoidę nastrojów. Wpadał wtedy też w furię. Potrafił np. drzeć pisma służbowe czy zerwać roletę okienną. Przeniósł też ekspres do kawy z aneksu kuchennego do toalety, bo – według świadka – nie chciał, żeby pracownicy rozmawiali ze sobą podczas parzenia kawy.

Burmistrz: żona miała za długi język

Kiedy Joannie J.-K. dyrektor nie przedłużył umowy o pracę. Marcin K. postanowił porozmawiać z ówczesnym burmistrzem Bierunia Krystianem G. Prywatnie to mąż kuzynki Marcina K.

W trakcie telefonicznej rozmowy z burmistrzem Marcin K. skonstatował, iż walka żony o dobre imię w pracy i o to, aby była tam dobrze traktowana , obróciła się przeciwko niej. Wówczas burmistrz powiedział mu, iż „ma podziękować koleżankom żony” za brak kontynuacji zatrudnienia w MOPS. Żona „zawdzięcza” to również swojemu zbyt długiemu językowi.

Według świadka takie wypowiedzi burmistrza miały przerzucić ciężar winy za złą atmosferę w MOPS-ie z oskarżonego na pokrzywdzone pracownice, które zaczęły sygnalizować nieprawidłowości.

Zachowanie dyrektora ośmielało kierownika Michała K.

Marcin K. pytany był przez adwokat pokrzywdzonych o swoją wiedzę o niewłaściwych zachowaniach dyrektora (o których wcześniej zeznawali na rozprawie inni świadkowie) potwierdził, iż słyszał o nich od żony.

Dyrektor miewał „fazy”, których ofiarą była właśnie m.in. Joanna J.-K. – Kiedy żona wchodziła do jego gabinetu ze sprawą służbową, potrafił całkowicie ją ignorować, grając w gry na telefonie – mówił Marcin K.

Świadek mówił, iż dyrektor zmusił jego żonę do napisania krytycznej notatki na temat pracy jednego z kuratorów sądowych współpracujących z MOPS-em. To był mąż koleżanki żony z pracy. W ten sposób dyrektor je skłócił.

Marcin K. zeznał, iż innym razem dyrektor poinformował jego żonę, iż miał on pobić mężczyznę, który był podopiecznym żony (była pracownicą socjalną, która jeździła w teren do rodzin). – Żona zadzwoniła do mnie z awanturą, co ja wyrabiam. Oczywiście zaprzeczyłem, iż do czegoś takiego doszło. Aby wyjaśnić tę kwestię z dyrektorem, musiałem napisać oficjalne pismo, iż chcę się z nim spotkać. Kiedy w końcu doszło do rozmowy, dyrektor wyparł się, iż mówił o pobiciu przeze mnie tego człowieka – zeznał świadek.

Mąż Joanny J.-K. mówił, iż zachowanie dyrektora ośmielało do niewłaściwych zachowań jego podwładnego – kierownika Michała K. – Do mojej żony potrafił powiedzieć „otwórz dziobka”. A kiedy jechali razem do podopiecznego rzucał w samochodzie hasła typu: „zobacz, jaki bajer ci teraz włączę. Tu są podgrzewane fotele, będzie ci ciepło w dupkę”.

Odważył się kandydować na burmistrza. Przypadek Adama M.

Marcin K. mówił też o sprawie Adama M., pracownika MOPS-u, który w 2018 roku zaangażował się w wybory samorządowe w Bieruniu. Kandydował na burmistrza, będąc rywalem urzędującego włodarza Krystiana G. Jak wcześniej zeznawali inni świadkowie, to miało nie podobać się dyrektorowi MOPS-u. Oskarżony miał wtedy dawać do zrozumienia pracownikom, iż należy głosować na urzędującego burmistrza.

– Adam M. założył wówczas stronę w mediach społecznościowych i publikował tam materiały krytyczne wobec władz Bierunia. Moja żona pracowała w jednym pokoju z Adamem M. W tym przedwyborczym okresie kierownik Michał K. poprosił żonę, żeby dokumentowała treści, które w Internecie publikuje Adam M. i przekazywała je kierownikowi. Potem otrzymywał je prawdopodobnie dyrektor. Oni sami chyba nie mieli dostępu do tych treści – mówił Marcin K. Świadek tłumaczył, iż jego żona wypełniała polecenie kierownika, bo bała się, iż straci pracę. Zależało jej na niej.

Adam M. został niedługo zwolniony z pracy.

Idź do oryginalnego materiału