Trwa kolejna odsłona wojny PiS z unijną polityką klimatyczną. Przemysław Czarnek zapowiedział złożenie projektu ustawy o wyjściu Polski z ETS. To reakcja na odrzucenie przez Senat wniosku prezydenta o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum ws. unijnej polityki klimatycznej. Działanie PiS spotkało się z ostrą reakcją naukowców. Polska od kilkunastu lat doświadcza narastającego problemu z suszą, a badania pokazują, iż zdecydowana większość Polaków obawia się globalnego ocieplenia. Czemu więc Czarnek idzie w innym kierunku?
Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) bywa postrzegany jako obciążenie dla krajowej gospodarki. Rzeczywistość jest bardziej złożona. W ciągu ostatnich lat ETS przyniósł Polsce konkretne korzyści finansowe i strukturalne. Budżet państwa oraz dedykowane fundusze celowe zostały zasilone miliardami złotych.
Mimo iż Polska ponosi dziś koszty powolnej transformacji energetycznej, budżet, a więc obywatele, również na tym korzystają. Jak podaje Instytut Reform, w latach 2012–2025 polski rząd i polskie podmioty otrzymały z systemu EU ETS ponad 200 mld zł.
Warto zwrócić uwagę na to, iż pieniądze generowane przez system ETS wspierają realizację celów klimatycznych i modernizację sektora energetycznego oraz ciepłowniczego. W latach 2019–2024 środki powiązane z systemem handlu emisjami i funduszami europejskimi stanowiły średnio ok. 7 proc. całkowitych rocznych nakładów inwestycyjnych w Polsce, stymulując rozwój odnawialnych źródeł energii
Czarnek i PiS na wojnie z ETS
Takie fakty jednak niespecjalnie przekonują niektórych polityków, m.in. właśnie Przemysława Czarnka. To były minister, znany z mocnych wypowiedzi uderzających w transformację energetyczną, który zasłynął wypowiedzią o „oze-sroze”. Czarnek zamierza złożyć projekt ustawy o wyjściu Polski z systemu ETS.
Powodem jest odrzeczenie przez Senat kolejnego proponowanego przez prezydenta Nawrockiego referendum. Nawrocki postawił pytanie:
Czy jest Pani/Pan za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej? W reakcji na to Czarnek poinformował, iż do Sejmu trafi projekt ustawy o wyjściu Polski z ETS.
PiS walczy z ETS głównie posiłkując się przekonaniem, iż ETS powoduje wzrost cen energii elektrycznej. ETS nakłada na emitentów CO2 obowiązek posiadania uprawnień do emisji. Elektrownie węglowe muszą więc uwzględniać koszt CO2 w kosztach produkcji prądu. Im wyższa cena uprawnień, tym większa presja na wzrost kosztu energii produkowanej z węgla.
Owszem, ETS powoduje, iż koszty produkcji energii z wysokoemisyjnych źródeł są wyższe, ale skala tego wpływu jest związana m.in. z emisyjnością krajowego miksu energetycznego. Zadaniem ETS jest stworzenie ekonomicznej zachęty do odchodzenia od wysokoemisyjnej energetyki i przyspieszenia transformacji.
Jeśli więc kogoś winić to wszystkie kolejne rządy, które – zamiast modernizować polską elektroenergetykę, udawały, iż problemu nie ma i jakoś to będzie. Byli to ci sami politycy – z różnych stron krajowej sceny, którzy dziś przekonują o szkodliwości ETS i budują na tej krytyce swoje poparcie.
Ustawa Czarnka z argumentacją z poprzedniego wieku
O ile można na przykładzie Polski, z takim, a nie innym miksem energetycznym, polemizować i szukać kompromisu, o tyle zapisy dotyczące klimatu są niepodważalne w oczach naukowców. Najbardziej kontrowersyjny fragment ustawy Czarnka brzmi: Człowiek nie ma żadnego wpływu na naturalne cykle klimatyczne, a poziom CO2 w atmosferze ziemskiej jest aktualnie krytycznie niski, a nie alarmująco wysoki.
Jest to rażące kłamstwo, które spotkało się mocno krytyką ze strony naukowców specjalizujących się w tematyce zmian klimatycznych.
- Wpływ człowieka na klimat jest faktem udowodnionym naukowo, a powodem zmiany klimatu jest emisja gazów cieplarnianych do atmosfery – reaguje prof. Bogdan Chojnicki, klimatolog, prof. Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. – Papier przyjmie wszystko, ale zapisanie fałszu, półprawd i manipulacji choćby w najbardziej dostojnym druku nie zmieni praw fizyki. Decydenci powinni to rozumieć po tym, jak Polskę i Europę dotknęły w tym roku bezprecedensowe fale upałów.
– Kwestia unijnych regulacji to jedno, a zgodność z faktami – drugie. Ustawa o tak rażąco niezgodnym z wiedzą naukową uzasadnieniu to stan trudny do zaakceptowania – uważa fizyk atmosfery, prof. Szymon Malinowski, współautor książki Nauka o klimacie. – 7 września odbędzie się Narodowa Debata o Bezpieczeństwie Klimatycznym Polek i Polaków pod patronatem pana marszałka Sejmu Czarzastego. Mam spore wątpliwości, czy w momencie gdy w tym gmachu będzie odbywało się takie historyczne wydarzenie, równolegle komisje powinny zajmować się na poważnie tego typu projektami – dodaje.
Ludzie boją się globalnego ocieplenia
Działania PiS idą w kontrze do tego, co myślą Polacy. Według sondażu More in Common, coraz więcej Polaków uważa, iż polityka klimatyczna Unii Europejskie doprowadzi do spadku cen energii. 43 proc. Polaków wskazało, iż będzie to wzrost, podczas gdy 44 proc. postawiło na spadek. Zdania są podzielone, ale rok temu 51 proc. badanych mówiło o wzroście, a tylko 37 proc. o spadku.

Warto też zwrócić uwagę na wyniki badań, które w zeszłym roku opublikowała Climate Opinion Research Exchange (CORE). 2/3 obywateli uważa, iż realizacja polityki klimatycznej może przynieść korzyści gospodarcze, co stoi w kontrze z tezami Czarnka i jego partyjnych kolegów.
Przeprowadzone przez tę samą instytucję badanie pokazuje, iż mamy powody do obaw.

Niemal trzy czwarte Polaków w mniejszym lub większym stopniu obawia się postępującej zmiany klimatu. I nie ma w tym nic dziwnego, skoro od lat doświadczamy suszy i coraz większych problemów z wodą.
– Zmiana klimatu wciąż martwi Polaków i to widać gołym okiem, bo nie sposób pominąć negatywnych jej skutków – stwierdził na łamach tego badania prof. Chojnicki.
„Łatwiej sięgnąć po populistyczne hasła i straszyć”
Skoro Polacy tak myślą, to dlaczego politycy chcą podążać w innym kierunku? To dość ważna kwestia, gdyż obywatele mogą mieć różne powody, by głosować na takie czy inne partie. Z reguły tak jest, iż klimat jest niszowym tematem kampanii wyborczych. Górę biorą sprawy socjalne, służba zdrowia i wypominanie afer partii, która wcześniej rządziła. Potem zmienia się władza i całe działania na rzecz transformacji idą w łeb.
– Niektórzy politycy idą po prostu na łatwiznę. Transformacja energetyczna to pokoleniowy projekt, szansa na kolejny polski skok rozwojowy. Na szali nie jest przecież tylko ochrona klimatu i środowiska, ale przede wszystkim zabezpieczenie dobrobytu Polek i Polaków na kolejne dekady – odpowiada zapytany przez SmogLab Adam Traczyk, dyrektor zarządzający More in Common Polska. – Ale to wymaga wysiłku, mobilizacji zasobów państwowych, budowy społecznego poparcia – dodaje.
Od lat problemem polskiej polityki jest populizm i gra emocjami obywateli.
– Łatwiej sięgnąć po populistyczne hasła, straszyć i udawać, iż wszystko rozwiąże się samo. Gdy premierem był Mateusz Morawiecki widać było, iż Prawo i Sprawiedliwość starało się łączyć te dwa żywioły – z jednej strony rozpoczęto duże inwestycje w odnawialne źródła energii, z drugiej stawano w obronie węgla – mówi Traczyk. – PiS Przemysława Czarnka nie zdradza jednak ambicji do bycia partią prorozwojową, ale wybiera czysty populizm – dodaje.
A może edukacja klimatyczna w Sejmie?
Czy naukowcy nie powinni więc edukować polityków? – Nawoływania naukowców nie pomogą, gdy polityk cynicznie obiera kurs na polaryzację i radykalizm – odpowiada nasz rozmówca.
Nie znaczy to, iż nic nie da się w takiej sprawie zrobić.
– Odtrutką na to może być jednak mądrze zaprojektowana transformacja, stawiająca na odpowiedzialny rozwój i sprawiedliwe rozłożenie jej kosztów. W takiej transformacji drzemie duży potencjał polityczny. Widać, iż Polacy myśląc o przyszłości energetyki stawiają na odnawialne źródła energii i energię atomową, a nie na węgiel – uważa Traczyk.
– To do tej większości należy się odwoływać – dodaje.
–
Zdjęcie tytułowe: fot. gov.pl

46 minut temu












