Dlaczego zamykane są kąpieliska nad Bałtykiem? To nie zawsze wina sinic

1 godzina temu
Zdjęcie: kąpieliska


W środku sezonu wakacyjnego nad niejednym kąpieliskiem powiewa czerwona flaga, która oznacza zakaz wchodzenia do wody. Przyzwyczailiśmy się do skojarzenia, iż jest to skutek zakwitu sinicowego. Nie zawsze jest to jednak rzeczywisty powód. Jakość wody w kąpielisku to nie tylko kwestia zakwitów, a dopuszczenie do korzystania z niego dotyczy nie tylko jakości wody.

Raport Europejskiej Agencji Środowiska, czyli każdy kij ma dwa końce

W połowie czerwca Europejska Agencja Środowiska opublikowała raport o klasyfikacji kąpielisk. W założeniu miał być on optymistyczny, co podkreślały liczby: 96 proc. z nich spełnia kryteria jakości z dyrektywy kąpieliskowej, a jakość ich wód sklasyfikowano jako doskonałą w 85 proc. Informację dla mediów wspierał wykres, który w Polsce wzbudził konsternację. Nasz kraj znalazł się na miejscu trzecim od końca, bo kąpieliska z doskonałą klasą stanowiły ledwo połowę wszystkich uwzględnionych w podsumowaniu. Czy polskie kąpieliska rzeczywiście mają słabą jakość i dlatego są tak często zamykane?

Aby poznać odpowiedź, trzeba wgłębić się nieco w europejski, a więc i polski, system monitorowania i klasyfikacji kąpielisk. Klasa, którą otrzymuje kąpielisko, w istocie zależy od jakości wody, ale zależność ta jest złożona, a bywa, iż choćby kąpielisko ze słabą oceną nie jest z tego powodu zamykane. Dzieje się tak, bo klasa przydzielana jest dopiero na koniec sezonu kąpielowego. Co więcej, nadawana jest na podstawie kilku lat monitoringu. Gdy wczytać się w treść raportu, można zauważyć, iż Polska ma wyjątkowo duży udział kąpielisk niesklasyfikowanych, a nie tych niedostatecznych jakościowo. Po prostu wiele kąpielisk otworzono – od zera lub po przerwie – mniej niż cztery lata temu i nie można ich jeszcze sklasyfikować.

Może cię zainteresować: Czysta woda, czyli jaka?

Państwowa Inspekcja Sanitarna – monitoring wód kąpieliska

To, iż jakość wód w kąpielisku nie jest sklasyfikowana na potrzeby raportów EAŚ, nie znaczy, iż nie jest monitorowana na bieżąco. Zajmuje się tym Państwowa Inspekcja Sanitarna. Mimo iż jest to monitoring wody wykonywany przez państwową służbę, formalnie nie wchodzi on w skład państwowego monitoringu środowiska prowadzonego przez Inspekcję Ochrony Środowiska. To może wywoływać pewną konsternację, gdyż te dwie inspekcje oceniają jakość wód na podstawie zupełnie innych kryteriów, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Bywa, iż jednolita część wód ma bardzo dobry stan ekologiczny, a jej woda nie nadaje się do kąpieli i odwrotnie – kąpielisko z wodą zdatną do kąpieli może nie spełniać kryteriów bardzo dobrego stanu ekologicznego.

Bieżąca ocena wykonywana przez inspekcję sanitarną ma na celu przede wszystkim ochronę zdrowia i bierze pod uwagę czynniki, na jakie narażone są osoby przypadkowo połykające niedużą ilość wody. Dlatego nie ma w nich analiz substancji toksycznych w dłuższej perspektywie, jak ma to miejsce w przypadku oceny jakości wody pitnej. Oceniane jest występowanie sinic (bez oznaczenia dokładnego składu gatunkowego) oraz bakterii kałowych – enterokoków i pałeczki okrężnicy (Escherichia coli).

W polskich warunkach sinice, m.in. z takich rodzajów jak Microcystis, Aphanizomenon czy Raphidiopsis oraz Nodularia (ta w Bałtyku), są podstawową grupą glonów wydzielających toksyny zagrażające ludziom. Inne toksyczne glony, znane np. z Morza Śródziemnego, Australii czy Zatoki Meksykańskiej jeszcze do nas nie trafiły. Dlatego to właśnie wystąpienie zakwitu sinicowego jest wskaźnikiem zagrożenia.

Doświadczona osoba potrafi rozpoznać je bez analizy mikroskopowej, co wystarczy do natychmiastowego zamknięcia kąpieliska. Ponieważ nigdy nie wiadomo, czy dany szczep wydziela toksyny, na wszelki wypadek decyzję o zamknięciu podejmuje się bez dokładniejszych badań. Ryzyko jest zbyt duże. Zresztą, choćby gdy dany szczep nie wydziela mikrocystyn, nodularyn czy saksytoksyn, niosących ryzyko poważnego zatrucia, to często wydziela substancje mniej groźne, ale drażniące, wywołujące kaszel czy wysypkę.

Bakterie kałowe nie objawiają się jako zakwit, więc aby je rozpoznać i policzyć należy użyć mikroskopu. choćby o ile same nie muszą być groźne, to ich obecność jest wskaźnikiem zanieczyszczenia ściekami bytowymi, mogącymi zawierać groźniejsze mikroorganizmy, jak np. salmonellę. Im ich zagęszczenie jest większe, tym większe zagrożenie, więc wyznaczono wartości dopuszczalne, po przekroczeniu których kąpielisko musi zostać zamknięte.

Warto przeczytać również: Psychologiczne skutki toksycznego zakwitu – lekcja z Australii

Jak często bada się jakość wód i gdzie się ogłasza wyniki

Założenie jest takie, iż woda w kąpielisku nie jest zanieczyszczona, więc przepisy nakazują wykonywanie jej badań nie rzadziej niż co miesiąc. Kiedy zajdą okoliczności budzące podejrzenia, inspekcja nie czeka do wyznaczonego terminu i niezwłocznie wykonuje dodatkowe badanie. Tak się dzieje na przykład po miejskich powodziach, gdy ścieki bytowe mogły trafić do kanalizacji burzowej. Również zauważenie zakwitu czy innego nietypowego zabarwienia wody jest sygnałem do działania dla służb monitorujących. Po stwierdzeniu zanieczyszczenia mikrobiologicznego lub zakwitu sinicowego badania są wykonywane częściej, aby stwierdzić, czy zagrożenie minęło.

Państwowa Inspekcja Sanitarna publikuje wyniki swoich badań w serwisie kąpieliskowym (https://sk.gis.gov.pl/). Znajduje się w nim lista 718 oficjalnie działających w Polsce w tym sezonie kąpielisk. Wygodniej jest znaleźć je na mapie. Kąpieliska aktualnie dopuszczone do użytku są zaznaczone zielonymi pinezkami, kąpieliska zamknięte – czerwonymi. Po kliknięciu w nie można przeczytać informacje ogólne (organizator, nadzorująca powiatowa stacja sanitarno-epidemiologiczna, infrastruktura), jak również oceny z lat poprzednich i aktualne. o ile pinezka jest czerwona, podawany jest również powód zamknięcia.

Zamykane kąpieliska – bezpieczeństwo nie tylko sanitarne

Zielona pinezka nie jest jednak gwarancją otwarcia kąpieliska. Może się zdarzyć, iż inspekcja sanitarna dopuszcza kąpiel, bo woda spełnia jej wymagania, ale organizator zamyka obiekt z innych przyczyn. Powodem może być niebezpieczeństwo innego rodzaju: silny wiatr, wysoka fala, prąd wsteczny. Wtedy na plaży i tak wywiesza się czerwoną flagę. Mimo iż nie jest to decyzja inspekcji sanitarnej, informacja o niej wyrażona ikoną czerwonej flagi pojawia się również na stronie kąpieliska w serwisie Głównego Inspektoratu Sanitarnego, choć widać ją dopiero po wejściu w zieloną pinezkę.

W wyjątkowych sytuacjach kąpielisko może zostać tymczasowo zamknięte choćby z takiego powodu, jak brak dostępnego ratownika. Należy pamiętać, iż regulacje wynikające z przepisów unijnych i krajowych są rygorystyczne i bezpieczeństwo jest nadrzędną zasadą, choćby gdy amatorzy kąpieli widzą je jako dmuchanie na zimne. Bywa też, iż organizatorzy (zwykle władze gminy) postrzegają je jako nadmierne obciążenie biurokratyczne. Stąd popularność rozwiązania leżącego pomiędzy kąpieliskiem sformalizowanym a dzikim – miejsca okazjonalnie wykorzystywanego do kąpieli. Jednak w ciągu ostatnich lat liczba kąpielisk wyznaczonych zgodnie z dyrektywą rośnie – prawdopodobnie wraz ze wzrostem świadomości, iż taki status jest gwarantem jakości i bezpieczeństwa. Dzikiego kąpieliska nikt nie zamyka z powodu sinic, silnego wiatru czy choroby ratownika, ale też nikt nie czuwa nad bezpieczeństwem jego użytkowników.

zdj. główne: naturfreund_pics/Pixabay

Idź do oryginalnego materiału