Kuriozalny kult Nawrockiego. To jest niepoważne!

1 tydzień temu

W polskiej debacie publicznej coraz częściej pojawia się kuriozalny kult Karola Nawrockiego.

Media przedstawiają go w roli „ważnego negocjatora” w kontaktach międzynarodowych, jakby jego opinia mogła przesądzać o losach Europy. Tymczasem to Donald Tusk stoi w centrum realnej polityki, a jego odpowiedzialność za bezpieczeństwo Polski nie podlega dyskusji. Nawrocki, choć uprzejmie wysłuchiwany przez amerykańskiego prezydenta, pozostaje figurantem. Warto to wprost nazwać: chwalenie jego „rozmów z Trumpem” jest groteskowe, a osoby, które starają się w ten sposób zyskać wpływy, świadomie uczestniczą w propagandowej farsie.

Ostatnie spotkanie Trumpa z Nawrockim na Alasce, mimo medialnego rozgłosu, nie przyniosło żadnych konkretnych ustaleń. To, iż prezydent USA chciał wysłuchać polskiego „prezydenta” w sprawach bezpieczeństwa, nie oznacza, iż Polska zyskała jakikolwiek realny instrument wpływu. Jest to raczej dowód, iż Amerykanie traktują Nawrockiego z grzeczności, a nie z powodu strategicznego znaczenia jego stanowiska. Każdy, kto oczekuje, iż jego słowa zdecydują o losach Ukrainy czy Europy Środkowej, żyje w świecie złudzeń.

Mimo propagandy medialnej PiS, fakty są nieubłagane: to rząd Donalda Tuska prowadzi polską politykę, a odpowiedzialność za nasze bezpieczeństwo spoczywa wyłącznie na jego barkach. To Tusk wypracowuje kanały komunikacji z kluczowymi partnerami, to on decyduje o taktyce w kontaktach z NATO i Stanami Zjednoczonymi. Nawrocki jest jedynie sygnalistą, który w najlepszym wypadku przekazuje informacje z marginesu, a w najgorszym staje się narzędziem politycznych pokazówek.

Warto zestawić tę sytuację z rzeczywistością historyczną i geopolityczną. Spotkania z Trumpem, choćby jeżeli pozornie istotne, nie zmieniają fundamentalnej sytuacji w Europie Wschodniej. Rosja wciąż rozbudowuje swoje siły zbrojne, mobilizuje miliony ludzi i utrzymuje gospodarkę na torach wojennych. Żadna kurtuazyjna rozmowa Nawrockiego nie powstrzyma agresora. Polska może liczyć tylko na konsekwentną politykę i realistyczne decyzje – a te wymaga pełnej kontroli nad aparatem państwowym, czego symbolem pozostaje Tusk.

Kuriozalny jest też kontekst medialny. Komentatorzy i politycy, którzy gloryfikują Nawrockiego, zachowują się tak, jakby udział w „rozmowach z Trumpem” dawał im cokolwiek więcej niż pretekst do autopromocji. Ci, którzy starają się zabiegać o względy figurek pokroju Nawrockiego, nadają powagi procesom, które w rzeczywistości są marginalne. To zabawne, gdy oglądamy ludzi dorabiających ideologię do każdego jego słowa, podczas gdy rzeczywiste decyzje zapadają w gabinetach Tuska, a nie na Alasce.

Nie można też ignorować geopolitycznych konsekwencji. Amerykanie w obecnej sytuacji świadomie angażują Polskę w procesy strategiczne, konsultując stanowisko Tuska przed i po kluczowych spotkaniach. To jest efekt spójnej, przemyślanej polityki, a nie jednorazowego „prezydenckiego wysłuchania” ze strony Nawrockiego. Każdy, kto nie dostrzega tej różnicy, pozwala sobie na iluzje i wprowadza opinię publiczną w błąd.

Podsumowując, należy zachować chłodną perspektywę. Karol Nawrocki jest postacią drugoplanową, medialną maską, której znaczenie zostało sztucznie wyolbrzymione. To Donald Tusk, posiadający mandat polityczny i kompetencje, decyduje o realnych losach Polski w polityce międzynarodowej. Osoby zachwycone „rozmowami z Trumpem” powinni uświadomić sobie, iż angażowanie się w takie gierki nie wpływa na bezpieczeństwo kraju, a jedynie podnosi poziom absurdalnej komedii politycznej. Polska potrzebuje powagi i skuteczności, a nie urojeń i medialnych poklasków.

W tej perspektywie łatwo dostrzec, kto rzeczywiście działa, a kto gra w teatrze pozorów. Tusk odpowiada za bezpieczeństwo i pozycję Polski w świecie; Nawrocki może co najwyżej liczyć na słuchaczy z grzeczności. A ci, którzy pozwalają sobie mylić role i gloryfikować drugoplanowego aktora, stają się świadomymi uczestnikami tej farsy.

Idź do oryginalnego materiału