Tusk, Merz, Macron jak trzej muszkieterowie. Jest tu tylko jedno "ale"

1 godzina temu
Wizyta Friedricha Merza, Donalda Tuska i Emmanuela Macrona w Mołdawii była wyrazem wsparcia dla proeuropejskiego rządu. Gazety komentują.


"Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Francji Emmanuel Macron oraz premier Polski Donald Tusk wystąpili wspólnie w ramach Trójkąta Weimarskiego, wyrażając uznanie dla prezydent Mołdawii Mai Sandu za jej proeuropejski kurs" – pisze "Süddeutsche Zeitung". Jesienią ubiegłego roku Sandu ogłosiła referendum, którego celem było zakotwiczenie w konstytucji dążenia Mołdawii do członkostwa w Unii Europejskiej. "Wizyta na wysokim szczeblu pokazała nie tylko, jak mocno Unia Europejska popiera ten cel, ale przede wszystkim, o jak wielką stawkę toczy się dziś gra w Mołdawii" – stwierdza komentator.

Rosja rozgrywa małą republikę, która niegdyś wchodziła w skład Związku Radzieckiego (a jej zbuntowany region Naddniestrze pozostaje pod rosyjskim wpływem), jak mało które państwo w Europie. Dodatkowo Mołdawia, która nie należy do NATO i graniczy z Ukrainą, od początku rosyjskiej agresji jest szczególnie narażona. "Mołdawia walczy z problemami typowymi dla wielu państw Europy Południowo-Wschodniej: korupcją, skostniałymi strukturami władzy oraz potrzebą reform w sądownictwie. Do tego dochodzą spowolnienie wzrostu gospodarczego, rosnące ceny energii oraz ogólna sytuacja życiowa, która zmusza wielu Mołdawian do szukania szczęścia za granicą. Winę za to przypisuje się partii rządzącej i jej proeuropejskiemu kursowi. Istnieje obawa, iż wybory parlamentarne mogą stać się głosowaniem przeciw systemowi, a tym samym także przeciw Europie".

"Czy dzięki wsparciu Merza, Macrona i Tuska Mołdawia zdoła wyłonić prozachodnią większość w parlamencie? – zastanawia się berliński dziennik "Junge Welt". I komentuje: "Kto to wie. Nieco pikantne jest jednak to, iż trio infernale, które w Kiszyniowie aktywnie prowadziło kampanię – Merz zdołał choćby powiedzieć kilka słów po rumuńsku – nie przekonuje choćby własnego społeczeństwa. Merz osiągnął ostatnio to, co Macronowi udaje się od dawna: obniżył swoje wskaźniki poparcia wśród opinii publicznej do poziomu poniżej 30 procent. Również Tusk niedawno odnotował spadek poparcia w sondażach. Fakt, iż do Mołdawii przybywa właśnie trójka najmniej popularnych ‘muszkieterów' Unii Europejskiej, by wspomóc w wyborach swoją protegowaną Maię Sandu, która cieszy się poparciem nieco ponad 30 procent, jest z pewnością niezamierzonym, ale tym trafniejszym komentarzem na temat kondycji UE".

W podobnym tonie komentuje "Märkische Oderzeitung": "Wizyta Merza, Macrona i Tuska w małej Mołdawii miała być wyraźnym sygnałem. Na kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi stawką jest ni mniej ni więcej przyszły kierunek polityczny tego kraju. Czy przez cały czas będzie się skłaniać ku UE, której kandydatem do członkostwa jest od trzech lat? Czy też ulegnie wpływom Kremla, który nieustannie stara się przyciągać państwa do swojej strefy wpływów w regionie, który uznaje za własny teren działania. UE już doświadczyła po drugiej stronie Morza Czarnego, co może się stać, gdy państwo zwraca się w stronę Rosji. W Gruzji prorosyjski rząd wstrzymał negocjacje w sprawie członkostwa w UE do 2028 roku. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się je wznowić. UE nie może pozwolić sobie na taki krok wstecz w przypadku Mołdawii".

Opracowanie: Alexandra Jarecka


Idź do oryginalnego materiału