Kiedy François Bayrou zwołał swoich ministrów w poniedziałek o 15:30, niewielu wiedziało, co się stanie.
Francuski premier François Bayrou zaskoczył wielu swoich sojuszników, publicznie ogłaszając, iż zamierza wnioskować o wotum zaufania w parlamencie.
Pakiet oszczędnościowy Bayrou o wartości 44 miliardów euro, mający na celu opanowanie rosnącego deficytu Francji, spotkał się z chłodnym przyjęciem. Premier zaryzykował, licząc na to, iż jego przeciwnicy woleliby utrzymać go na stanowisku, niż narazić się wyborcom, przyczyniając się do pogłębienia niepewności co do finansów publicznych.
Mylili się. Ruch Narodowy Marine Le Pen ze skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) oraz Socjaliści gwałtownie ogłosili, iż zagłosują przeciwko niemu, zamykając drogę do kompromisu.
W środę (27 sierpnia) wieczorem Bayrou wystąpił w mediach publicznych, gdzie ostrzegł, iż w przypadku upadku jego rządu Francji grozi „stan niepewności”. Jak dodał, liczy na to, „że opozycja zmieni zdanie”.
Taki obrót spraw wydaje się jednak bardzo wątpliwy. Sondaż Toluna Harris Interactive wykazał, iż dwie trzecie francuskich wyborców chce, aby parlamentarzyści zagłosowali przeciwko wnioskowi o wotum zaufania.
Strategia, na jaką zdecydował się Bayrou, budzi powszechne wątpliwości choćby wśród sprzymierzonych z nim centrystów, którzy określają ją jako „delikatnie mówiąc, nieprzygotowaną”.
– To był moment ogromnego szoku – powiedział anonimowo jeden z wyższych rangą urzędników francuskich z partii Odrodzenie prezydenta Emmanuela Macrona.
– Byliśmy przekonani, iż to odważny ruch, ale potem zorientowaliśmy się, iż z nikim się tak naprawdę w tej kwestii nie skonsultowano (…). I wtedy wszystko się zawaliło – dodał urzędnik.
Elektrowstrząs
Również anonimowo wypowiedział się długoletni doradca Macrona, stwierdzając, iż manewry Bayrou tylko pogłębiają poczucie chaosu.
– Bayrou obawiał się całkowitego rozdrobnienia budżetu, więc zdecydował się na „elektrowstrząs”. Zamiast budować kompromis lub koalicję – na co zawsze stawiał – nie docenił ani swojego braku popularności, ani brutalności francuskiej polityki – powiedział doradca.
Wśród ministrów Bayrou niewielu broniło go osobiście, koncentrując się raczej na potrzebie uchwalenia budżetu.
Macron według Bayrou popierał jego propozycję. Mimo to czekał aż trzy dni, zanim oficjalnie udzielił poparcia premierowi. Komentując ten ruch rzeczniczka rządu Sophie Primas stwierdziła lakonicznie, iż „prezydent popiera podejście” szefa rządu. W rzeczywistości jednak, jak twierdzi urzędnik, Bayrou „jest sam”.
By znaleźć stronników premiera, należy spojrzeć w stronę Brukseli. Nathalie Loiseau, europosłanka z partii Horyzont, przyznała co prawda, iż Bayrou pominął partnerów koalicyjnych, ale stanowczo broniła jego podejścia.
– Bardzo wyraźnie przedstawił potrzebę przywrócenia finansów publicznych, a postawa opozycji była godna pożałowania – powiedziała Loiseau w rozmowie z EURACTIV.
– Tak, jego metody mogły być bardziej otwarte na dialog, ale zadajmy sobie przede wszystkim pytanie, czy ktoś po drugiej stronie był gotowy do rozmowy? Brak odpowiedzialności za państwo nie leży wyłącznie po stronie Bayrou – oceniła.
Nie improwizacja, a odwaga
Sojusznicy Bayrou twierdzą, iż ryzyko wynika zarówno z odwagi premiera, jak i z jego przekonania, iż swojej decyzji nie podjął pochopnie.
– François jest człowiekiem refleksyjnym, a nie impulsywnym – powiedziała Marie Pierre Védrenne, europosłanka z Ruchu Demokratycznego (MoDem), partii Bayrou.
– Zawsze stawiał odpowiedzialność jako centrum polityki. Podjął ryzyko, mówiąc o tym bezpośrednio do Francuzów i prosząc deputowanych, aby stanęli na wysokości zadania. To nie improwizacja, to odwaga – oceniła eurodeputowana.
Kolejne rozwiązanie parlamentu lub zmiana premiera mogłaby utorować drogę skrajnej prawicy do objęcia stanowiska prezydenta w 2027 roku.