Na Tuvalu – niewielkim wyspiarskim państwie na Oceanie Spokojnym – żyje niespełna 10 tys. osób. Za kilkadziesiąt lat wskutek rosnącego poziomu oceanów wyspy będą niezdatne do zamieszkania. Właśnie dlatego, w ramach traktatu Falepili Union, rozpoczął się exodus pierwszych 280 obywateli Tuvalu do Australii. W tym samym czasie naukowcy próbują ratować jeden z najbardziej niestabilnych lodowców Antarktydy – Thwaites, nie bez przyczyny nazywany Lodowcem Zagłady.
Globalny poziom oceanów systematycznie się podnosi. Powody są dwa. Po pierwsze – wzrost temperatury wody morskiej prowadzi do jej rozszerzalności cieplnej. Oznacza to, iż wraz ze wzrostem temperatury cząsteczki wody poruszają się szybciej i zajmują więcej miejsca, przez co ta sama masa wody zwiększa swoją objętość.
Po drugie – topnieją lądolody Grenlandii i Antarktydy. Szczególnie istotne jest destabilizowanie lodowców szelfowych, które działają jak naturalne „korki” hamujące spływ lądolodu do oceanu. Gdy tracą stabilność, przyspiesza odpływ lodu z kontynentu do morza.
Wykres pokazujący tempo wzrostu globalnego poziomu oceanów w latach 1993-2025. Źródło: AVISO Satellite
Altimetry Data.Pomiary satelitarne prowadzone od początku lat 90. pokazują wyraźne przyspieszenie wzrostu poziomu mórz. Jeszcze kilkanaście lat temu tempo wynosiło około 3 mm rocznie. w tej chwili jest to już około 4 mm rocznie, a trend ma charakter rosnący.
Dla mieszkańców Polski zmiany te wydają się niewielkie – nasze wybrzeża w większości wznoszą się kilka–kilkanaście metrów nad poziom morza. Nie oznacza to jednak braku zagrożenia. Rosnący poziom Bałtyku, w połączeniu z silniejszymi sztormami, przyspiesza erozję klifów i niszczenie linii brzegowej. Szczególnie wrażliwe pozostają Żuławy Wiślane – obszar położony częściowo poniżej poziomu morza.
Australia otwiera drzwi
Australia, która sama ma ogromne problemy z globalnym ociepleniem, w 2023 roku podpisała z władzami Tuvalu traktat – Falepili Union. Słowo Falepili w języku tuvalu to określenie tradycyjnych wartości: dobrego sąsiedztwa, troski i wzajemnego szacunku.
W ramach tego traktatu do końca tego roku do Australii ma trafić 280 obywateli Tuvalu. To niewielka liczba, która nie wynika z tego, iż Australia ma opory przed przyjmowaniem uchodźców. Po prostu Tuvalu wciąż istnieje i nie zniknie z dnia na dzień.
Obie strony nie chcą też doprowadzić do tego, by w szybkim czasie całe Tuvalu opustoszało. Samo wydawanie specjalnych wiz dla Tuwalczyków ma charakter losowy, a to rodzi krytykę.
Kontrowersyjny system przyznawania wiz dla Tuwalczyków
Niektórzy eksperci krytykują losowy charakter Falepili Mobility Pathway – systemu wydawania wiz. Dr Yvonne Su ze Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda zwraca uwagę, iż ten system wizowy został tylko częściowo stworzony, by pomóc ludziom znajdującym się w kryzysie klimatycznym.
– Zmiany klimatyczne nie są przypadkowe. Niestety, zmiany klimatyczne nie dotykają wszystkich w równym stopniu. Jako iż zmiany klimatyczne nie są przypadkowe, przeraża mnie fakt, iż pozwoliliśmy na wydanie wiz tym osobom, które, muszę powiedzieć, zostały uznane za odporne na zmiany klimatyczne, a mówiąc o mobilności klimatycznej i twierdząc, iż chronimy je przed zmianami klimatycznymi, sugerujemy, iż może to być przypadek – powiedziała w wywiadzie dla SBS News.
Oznacza to, iż według krytyków ludzie chcący udać się do bezpiecznego azylu, jaką jest Australia, są dyskryminowani i wystawiani tym samym na zagrożenie. Australijskie władze odpierają tę krytykę.
Minister ds. Pacyfiku, Pat Conroy, powiedział, iż losowy charakter wydawania wiz ma najważniejsze znaczenie dla zapobieżenia swego rodzaju drenażowi mózgów. Inaczej mówiąc, chodzi o masową emigrację wysoko wykwalifikowanych i wykształconych osób z Tuvalu.
– Gdyby nie wprowadzono systemu opartego na losowym wyborze, ostatecznie pierwszeństwo w uzyskaniu wizy mieliby ludzie z najwyższym wykształceniem i kwalifikacjami zawodowymi w Tuvalu, co doprowadziłoby do drenażu mózgów – uważa Conroy.
- Czytaj także: Ich wyspy mogą zatonąć. Mieszkańcy się nie poddają, minister z nietypowym wystąpieniem
Próba ratowania Lodowca Zagłady
Tymczasem naukowcy nie czekając na postępy na drodze do neutralności klimatycznej, chcą zrealizować gigantyczny geoinżynieryjny projekt na Antarktyce. Międzynarodowa grupa naukowców, inżynierów i ekspertów przedstawiła niedawno ambitny plan budowy gigantycznej bariery, która ma zatrzymać, a przynajmniej znacznie spowolnić przepływ ciepłych wód oceanicznych pod czoło lodowca Thwaites.
Schemat pokazujący wpływ podwodnej kurtyny na przepływ wód Oceanu Południowego w bezpośrednim sąsiedztwie lodowca Thwaites. Źródło: UArctic.Powyższy schemat pokazuje efekt realizacji inicjatywy Seabed Curtain Project. Kurtyna ma mieć długość 80 km oraz wysokość 150 m, zakotwiczona na głębokości około 650 m przed czołem Lodowca Zagłady. Zbudowana z lekkich, elastycznych paneli odpornych na kolizje z górami lodowymi ma zatrzymywać dopływ coraz cieplejszych wód.
Oceany pochłaniają ogromne ilości ciepła, o czym niedawno pisaliśmy. To ciepło nie tylko powoduje wzrost globalnej temperatury, ale ingeruje też w antarktyczne lodowce. Woda podmywa lodowiec od spodu, w wyniku czego po pewnym czasie utraci on stabilność. jeżeli proces nie zostanie zatrzymany, to przednia część lodowca Thwaites oderwie się i wpadnie do wody. Wtedy dojdzie do zsunięcia się lądowej części lodowca do oceanu. Zadziała prawo Archimedesa i poziom światowego oceanu podniesie się o 60–70 cm. To będzie koniec atoli koralowych, nisko położonych wysp, a być może także polskiego wybrzeża – w tym Żuław.
- Czytaj także: To już pewne: „lodowiec zagłady” sprowadzi nam zagładę
Kontrowersje wokół projektu
Koszt? Od 40 do 80 mld dolarów plus miliardy rocznie na utrzymanie. Według pomysłodawców projekt wart realizacji.
– Tylko dlatego, iż jest to niezwykle trudne, nie jest to wymówka, żeby nie próbować – powiedziała Marianne Hagen, współkierująca projektem Seabed Curtain, w rozmowie z IFLScience. – Dla mnie to oczywista oczywistość. jeżeli możliwe jest wyeliminowanie globalnego wzrostu poziomu mórz o 65 centymetrów, i to dzięki jednej, ukierunkowanej interwencji w jednym miejscu, jestem gotowa to rozważyć. Uważam, iż mamy obowiązek to zrobić.
Nie wszyscy podzielają ten entuzjazm. Część klimatologów ostrzega przed nieprzewidywalnymi skutkami geoinżynierii. 41 naukowców w swoim opracowaniu sprzeciwia się takim karkołomnym projektom geoiżynieryjnym. Według nich takie ingerencje mogłyby mieć niezamierzone konsekwencje dla oceanicznych prądów, ekosystemów morskich czy formowania lodu i iż prawdziwym rozwiązaniem problemu jest szybkie ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Surowo wobec tego typu projektów wypowiedział się ostatnio prof. Martin Siegert z Uniwersytetu w Exeter.
– Są niesprawdzone. Kosztowałyby fortunę. W rzeczywistości nie działają. Powodują niezmierzone szkody w systemach naturalnych. Są ślepe na zasady zarządzania i protokoły środowiskowe, zwłaszcza na Antarktydzie. Te idee są niebezpieczne, iluzoryczne i rozpraszające – powiedział dla Sky News.
–
Zdjęcie tytułowe: domena publiczna

2 godzin temu















