Głośne zapowiedzi Donalda Trumpa i promowanie paliw kopalnych na wszelkie możliwe sposoby nie wyrzuciły z torów „zielonej” energii w USA. Od niedawna głównym źródłem energii elektrycznej w Stanach stnowi już nie gaz, ale OZE.
Zagraniczne media obiegła właśnie informacja o pozwie złożonym przez siedem stanów przeciwko administracji Donalda Trumpa. Powodem jest marcowa decyzja prezydenta USA. Trump postanowił zapłacić blisko 1 miliard dolarów firmie TotalEnergies za to, iż wycofa się z rozwoju projektów morskiej energetyki wiatrowej na wybrzeżu Stanów, a uzyskane pieniądze przeznaczy na projekty paliwowe.
„Wywieranie presji na zagraniczną firmę, by zrezygnowała z planowanych projektów morskich na rzecz wiercenia gazu i ropy, to oburzający nadużycie pieniędzy podatników” – komentuje w „Financial Times” Kathy Hochul, gubernator stanu Nowy Jork, który pozwał administrację Trumpa.
Donald Trump vs klimat
To jedno z dziesiątek działań, po które sięgnął prezydent USA, by osłabić krajową politykę klimatyczną.
Wśród jego wielu kontrowersyjnych działań znajdują się m.in.:
- wycofanie USA z „Porozumienia paryskiego”,
- anulowanie celów klimatycznych Stanów na kolejne lata,
- wycofanie dziesiątek miliardów dolarów z projektów wspierających rozwój odnawialnych źródeł i transportu elektrycznego, które wprowadził Joe Biden,
- zlikwidowanie ulg podatkowych i innych zachęt fiskalnych wspierających transformację
- ograniczenie limitów zanieczyszczeń nakładanych na przemysł,
- osłabianie kompetencji Agencji Ochrony Środowiska (EPA) i innych instytucji publicznych,
- nachalne promowanie inwestycji w paliwa kopalne (również poprzez przekierowanie kompetencji instytucji publicznych z ochrony obywateli na ochronę biznesu).
Nic więc dziwnego, iż koncerny paliwowe i energetyczne wychwalają Trumpa pod niebiosa. I to dosłownie, bo w lutym przedstawiciele branży wręczyli mu nagrodę „Niekwestionowanego Mistrza Pięknego Czystego Węgla”. Zrobiono to w Białym Domu, podczas – a jakże by inaczej – podpisywania przez prezydenta dokumentu nakazującego Pentagonowi zakup energii z paliw kopalnych.
Trump robi więc wszystko, by unicestwię transformację energetyczną. Ale ta, mimo wszystko, zachodzi.
- Czytaj także: Za wojnę Trumpa zapłacimy droższymi wakacjami. Linie lotnicze ostrzegają
USA: gaz przegrywa z OZE
Trump wrócił do Białego Domu pod koniec stycznia 2025 r. W poprzednim roku ponad 90 proc. wszystkich przyłączonych mocy do sieci elektroenergetycznej stanowiły projekty niskoemisyjne. Podobny odsetek zapowiadany jest również na rok 2026 – z prognozowanych nowych za aż 93 proc. odpowiadają fotowoltaika, wiatraki i magazyny energii.
„Nie ma prawdy w śmierci branży czystej energii w Stanach Zjednoczonych. Jest wręcz przeciwnie – i pokazuje to praktycznie każdy możliwy wskaźnik” komentuje w rozmowie z „The Guardian” Peter Davidson, dyrektor generalny Aligned Climate Capital, inwestora z sektora OZE.
Być może najlepszym dowodem na potwierdzenie jego słów był marzec. To pierwszy miesiąc w historii USA, gdy odnawialne źródła energii (wiatr, słońce, woda, biomasa) wygenerowały więcej energii elektrycznej (35 proc.) niż gaz ziemny (34,5 proc.). Był to również trzeci miesiąc w historii, gdy źródła niskoemisyjne (OZE i atom) zapewniły ponad połowę prądu w USA. Co ciekawe, wszystkie trzy miały miejsce… za czasów ponownych rządów Trumpa.
Jak zauważa Marcin Popkiewicz, badacz megatrendów i jeden z najważniejszych ekspertów w Polsce w zakresie energetyki, w tej chwili już żaden rozwinięty kraj nie inwestuje w elektrownie węglowe. W tym USA. Choć z gazem pozostało inaczej, to jednak i on przegrywa rywalizację.
„Republikańska administracja Trumpa, zblatowana z koncernami paliw kopalnych, obcięła subsydia i ulgi dla nowych instalacji OZE, blokuje farmy wiatrowe na morzu i jawnie faworyzuje gaz i ropę. Mimo to USA biją rekordy w inwestycjach w OZE, i to od Kalifornii po Teksas. Robią to wbrew administracji federalnej, bo po prostu są to najtańsze źródła prądu, a do tego najszybsze w budowie, co dla deweloperów stawiających masowo centra danych ma najważniejsze znaczenie” – mówi Popkiewicz dla SmogLabu. I podsumowuje: „Fundamenty rynkowe okazują się silniejsze od polityki.”
- Czytaj także: „CPN” czyli jak wszyscy zrzucamy się na paliwo dla najbogatszych
Trump mocno zaszkodzi…
To wszystko nie oznacza jednak, iż propaliwowa kampania Trumpa niczego nie zmienia. Zmienia, i to bardzo dużo.
Jak w 2025 r. szacowała analityczna firma Oxford Economics, polityka Trumpa sprawi, iż w 2030 r. emisje dwutlenku węgla USA wyniosą 4,2 mld ton. Za czasów Bidena prognozy te wynosiły 3,6 mld. Możliwe więc, iż na koniec dekady emisje Stanów będą o ok. 15 pkt. proc. wyższe, niż byłyby bez Trumpa.
Z kolei portal Carbon Brief jeszcze przed wygraną kandydata republikanów szacował, iż łączne emisje USA mogą być za jego kadencji o 4 mld ton wyższe niż w przypadku wygranej Kamali Harris. To równowartość łącznych rocznych emisji UE i Japonii razem wziętych – lub też dwa razy więcej niż wyniosły redukcje emisji osiągnięte dzięki globalnemu wdrażaniu OZE w ciągu wcześniejszych pięciu lat.
Po pierwszych miesiącach rządów skrajnie prawicowego prezydenta Carbon Brief zwiększył prognozy do 7 mld ton CO2, bo walka z polityką klimatyczną Trumpa okazała się ostrzejsza niż sądzili. Globalne straty klimatyczne, które wywoła jego polityka, oszacowano zaś na 1,6 biliona dolarów.
- Czytaj także: Pieniądze, ropa i polityka. Anatomia ostatnich ruchów Donalda Trumpa
… ale nie zatrzyma
W otoczeniu oddalonym od Trumpa przekaz jest jednak dość spójny: obecny prezydent może spowolnić transformację, ale jej nie zatrzyma.
Wynika to z kombinacji przynajmniej kilku czynników. Te najważniejsze to silne trendy rynkowe (spadające koszty OZE, popyt na tani prąd, rozwój centrów danych) oraz utrzymująca się rolą stanów, miast i biznesu, które kontynuują inwestycje w transformację mimo wrogiej polityki federalnej. Kalifornia, Nowy Jork i inne stany nie tylko pozywają Trumpa, ale i utrzymują a choćby zaostrzają własne cele OZE i standardy emisyjne.
„Nie mogą już zmienić trajektorii. Mogą spróbować to opóźnić, ale walka o wytwarzanie energii elektrycznej dobiegła końca, a odnawialne źródła energii i magazynowanie energii wygrały” – mówi Davidson o polityce administracji Trumpa.
„Nawet gdy administracja Trumpa stwarza przeszkody w budowie OZE, najważniejsze fakty wciąż będą obowiązywać: USA potrzebuje więcej energii elektrycznej, a odnawialne źródła energii są najłatwiejszym sposobem na jej zdobycie. Innymi słowy, nie ma co oczekiwać, iż marzec będzie ostatnim miesiącem, w którym OZE pokonają gaz” – podsumowuje portal „Canary Media”.
Prognozy Carbon Brief wskazują, iż polityka Trumpa nie doprowadzi do wzrostu emisji USA. Analitycy portalu oceniają, iż w kolejnych latach będą one na podobnym poziomie, a do końca 2030 r. spadną o ok. 3 proc. W rezultacie będą o ok. 20 proc. niższe niż w 2005 r., który przyjęto za punkt bazowy. Dla porównania poprzednia polityka USA zakłada, iż energia elektryczna będzie już w 100 proc. niskoemisyjne do 2035 r., a redukcja emisji do 2030 r. wyniesie ok. 50 proc.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Rawpixel.com

1 godzina temu






![Nie tylko stadion. O mundialu, pieniądzach i ludziach poza kadrem [ROZMOWA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/06/Meksyk-mundial-Guadalajara-1.jpg)






