Ekonomia państwa kurczącego się

wiernipolsce1.wordpress.com 1 godzina temu

Jak zaprojektować gospodarkę, gdy ludzi jest coraz mniej?

Proces, który już trwa

Polska nie stoi przed problemem, który pojawi się za dwadzieścia czy trzydzieści lat. Proces

kurczenia się społeczeństwa już zmienia gospodarkę, przestrzeń i sposób funkcjonowania

państwa. Nie jest prognozą. Jest rzeczywistością.

Znikają niektóre wsie. Słabną małe miasta. Zmniejsza się liczba mieszkańców części dużych

ośrodków. Jednocześnie coraz trudniej znaleźć ludzi do wykonywania konkretnych, niezbędnych

zawodów.

To nie jest wyłącznie problem demograficzny. To zmiana warunków funkcjonowania całej

gospodarki, wymagająca przemyślenia na nowo podstawowych założeń, na których przez dekady

budowano politykę gospodarczą, społeczną i przestrzenną.

Dotychczasowe strategie rozwojowe zakładały mniej lub bardziej świadomie, iż będzie więcej

uczniów, więcej pracowników, więcej podatników i większy rynek wewnętrzny.

Ten fundament przestaje istnieć.

Równanie, które zmienia wszystko

Podstawowe równanie jest proste:

PKB = liczba pracujących × produktywność pracy.

Przez dziesięciolecia wzrost PKB był podstawowym miernikiem rozwoju i sprawności gospodarki.

Im szybciej rosła produkcja, tym silniejsze wydawało się państwo.

Problem nie polega na tym, iż PKB jest niewłaściwym miernikiem. Problem polega na tym, iż w

nowych warunkach jest miernikiem niewystarczającym.

PKB mierzy wartość wytwarzanych dóbr i usług, ale nie odpowiada samodzielnie na pytania:

-jak państwo funkcjonuje przy malejącej liczbie ludzi,

-jak efektywnie wykorzystuje technologię,

-jak produktywny jest pojedynczy pracownik,

-ile kosztuje utrzymanie infrastruktury w przeliczeniu na mieszkańca,

-jak duże obciążenie demograficzne przypada na osoby pracujące.

Możemy mieć jednocześnie:

mniej mieszkańców + mniej pracujących + mniejsze PKB

i:

większą produktywność + większy majątek na mieszkańca + wyższy poziom życia.

Możliwa jest również sytuacja odwrotna: PKB rośnie, ale rosną także koszty utrzymania państwa,

infrastruktury i systemu świadczeń, a dobrobyt mieszkańców nie poprawia się proporcjonalnie.

Dlatego państwo kurczące się potrzebuje szerszego zestawu mierników niż samo PKB.

Powinniśmy mierzyć między innymi:

-produkcję i dochód na mieszkańca,

-produkcję na osobę pracującą,

-majątek i kapitał przypadający na mieszkańca,

-stopień automatyzacji i robotyzacji,

-dostępność kluczowych kompetencji,

-relację osób aktywnych zawodowo do ekonomicznie zależnych,

-koszt utrzymania infrastruktury na mieszkańca,

-wydajność administracji i usług publicznych,

-zdolność państwa do utrzymania podstawowych funkcji przy malejącej liczbie pracowników.

PKB pozostaje ważnym miernikiem wielkości gospodarki. Nie powinien jednak być

samodzielnym miernikiem sprawności państwa.

W epoce automatyzacji, robotyzacji, sztucznej inteligencji, starzenia się i depopulacji musimy

odpowiedzieć na szersze pytanie:

Nie tylko ile gospodarka produkuje, ale jaką zdolność do utrzymania i rozwoju cywilizacji

daje mniejszej liczbie ludzi.

Nowe równanie gospodarki

Przez ostatnie dekady Polska korzystała w dużej mierze z modelu ekstensywnego: więcej ludzi

wchodziło na rynek pracy, więcej godzin pracowano, rosły zasoby kapitału.

Ten model się wyczerpuje.

Państwo kurczące się musi przejść od logiki:

więcej ludzi + więcej pracy + więcej kapitału

do logiki:

większa produktywność + automatyzacja + robotyzacja + lepsze wykorzystanie istniejącego

kapitału.

Jeżeli liczba pracujących maleje, gospodarka może utrzymać, a choćby zwiększyć produkcję tylko

wtedy, gdy odpowiednio gwałtownie rośnie produktywność.

Nie ma tu drogi na skróty.

Ale z tego wynika kolejny, fundamentalny wniosek:

Nie tylko ile gospodarka produkuje, ale jaką zdolność do utrzymania i rozwoju cywilizacji

daje mniejszej liczbie ludzi.

Nie wystarczy kupić roboty i wdrożyć sztuczną inteligencję. Trzeba mieć ludzi, którzy potrafią

te technologie tworzyć, wdrażać, obsługiwać, naprawiać i wykorzystywać do zwiększania

Technologia bez kompetentnych ludzi jest złomem.

Najdroższy robot, którego nikt nie potrafi zaprogramować, wykorzystać ani naprawić, nie rozwiązuje problemu braku pracowników.

Dlatego problem demograficzny prowadzi bezpośrednio do problemu edukacji.

Edukacja jako narzędzie kompensowania demografii

W państwie kurczącym się edukacja przestaje być wyłącznie kwestią rozwoju indywidualnego czy

społecznej mobilności.

Staje się jednym z głównych narzędzi kompensowania ubytku demograficznego i elementem

bezpieczeństwa gospodarczego.

Szkoła nie może być projektowana przede wszystkim dla gospodarki, w której większość ludzi

wykonuje powtarzalną pracę biurową lub prostą pracę usługową.

Musi przygotowywać ludzi do gospodarki, w której człowiek współpracuje z maszyną, robotem i

systemem AI – wykorzystuje je, programuje, projektuje, nadzoruje i naprawia.

Potrzebujemy większego nacisku na:

matematykę, nauki przyrodnicze, informatykę, programowanie, automatykę, robotykę,

elektronikę, mechatronikę, energetykę, projektowanie i praktyczne umiejętności techniczne.

Szkoła średnia powinna znacznie częściej umożliwiać zdobycie konkretnego zawodu i

praktycznych kompetencji, a nie być wyłącznie przygotowaniem do kolejnych lat edukacji

akademickiej.

Nie chodzi o likwidację humanistyki, ekonomii, psychologii czy socjologii. Te dziedziny są

potrzebne.

Chodzi o zmianę proporcji i dostosowanie struktury kształcenia do potrzeb gospodarki

przyszłości.

Nie każdy musi zostać inżynierem. Ale znacznie więcej ludzi musi rozumieć technologię i potrafić się nią posługiwać.

Im mniej ludzi mamy, tym więcej musi potrafić każdy z nich.

To powinno stać się jedną z podstawowych zasad polityki edukacyjnej na najbliższe dekady.

Nie liczba ludności, ale liczba pracujących

Samo zmniejszenie liczby mieszkańców nie musi prowadzić do katastrofy.

Znacznie ważniejsza jest relacja między osobami aktywnymi zawodowo a osobami korzystającymi z transferów i usług publicznych.

Starzenie społeczeństwa oznacza:

mniej pracujących → mniejszą bazę podatkową → większe obciążenie systemu emerytalnego i

zdrowotnego.

Państwo będzie więc musiało:

-zwiększać produktywność pracy,

-wydłużać aktywność zawodową,

-rozwijać automatyzację tam, gdzie brakuje ludzi,

-racjonalizować system świadczeń.

Nie chodzi wyłącznie o podnoszenie wieku emerytalnego. Chodzi o stworzenie warunków

zdrowotnych, organizacyjnych, technologicznych i prawnych, w których ludzie w wieku 55, 60 czy 65 lat będą mogli i chcieli pozostawać aktywni zawodowo.

Depopulacja zmienia geografię państwa

Nie powinniśmy zakładać, iż każdą wieś, każde małe miasto i każdą istniejącą strukturę osadniczą

należy za wszelką cenę utrzymać.

Cywilizacje się zmieniają. Miasta powstają i znikają. Szlaki gospodarcze się przesuwają. Osady tracą znaczenie, gdy zmieniają się warunki, które je stworzyły.

Problemem nie jest samo znikanie miejscowości. Problemem jest brak zdolności państwa do

dostosowania się do nowej struktury ludności.

Niektóre miejscowości będą się rozwijać. Inne pozostaną małymi ośrodkami. Jeszcze inne mogą z

czasem niemal całkowicie zniknąć.

Rolą państwa nie powinno być konserwowanie każdej istniejącej struktury, ale zarządzanie zmianą tak, aby nie marnować ograniczonych zasobów.

Nie oznacza to automatycznej likwidacji lokalnych usług. Oznacza odejście od zasady, iż każda

istniejąca struktura musi być utrzymywana w dotychczasowym kształcie niezależnie od liczby

mieszkańców i rzeczywistych potrzeb.

Trzeba zacząć myśleć w kategoriach regionów, funkcji i sieci, a nie wyłącznie granic

administracyjnych.

Najcenniejszym zasobem stają się kompetencje

Już dziś coraz trudniej znaleźć ludzi do pracy, której nie można łatwo zautomatyzować:

elektryków, hydraulików, mechaników, automatyków, mechatroników, operatorów maszyn,

techników, inżynierów i wyspecjalizowanych fachowców.

To pokazuje, iż depopulacja nie oznacza po prostu „mniej pracy”.

Może oznaczać brak ludzi zdolnych wykonywać określone rodzaje pracy.

Dlatego kapitałem strategicznym państwa stają się kompetencje.

Nie tania siła robocza.

Nie sama liczba mieszkańców.

Kompetencje – umiejętność tworzenia, wdrażania, obsługiwania i naprawiania technologii oraz rozwiązywania konkretnych problemów.

Automatyzacja jako konieczność, nie wybór

W gospodarce rosnącej robotyzacja zwiększa konkurencyjność.

W gospodarce kurczącej się jest czymś więcej:

staje się sposobem kompensowania demograficznego ubytku pracy.

Nie jest już tylko wyborem między większą a mniejszą efektywnością. W wielu dziedzinach staje się arunkiem utrzymania podstawowych funkcji gospodarki.

Jeżeli ludzi będzie mniej, część ich pracy musi zostać wykonana przez:

roboty, automaty, sztuczną inteligencję i coraz bardziej wydajne systemy techniczne.

Ale nie każdą pracę można zautomatyzować.

Dlatego przyszła gospodarka będzie potrzebowała zarówno ludzi projektujących i obsługujących

roboty, jak i ludzi wykonujących pracę, której automatyzacja jest trudna lub nieopłacalna.

Niedobór fachowców może więc stać się równie poważnym problemem jak niedobór inżynierów.

Państwo kurczące się powinno szczególnie mocno rozwijać:

robotykę, automatykę, sztuczną inteligencję, energetykę, nowe materiały, technologie

produkcyjne i infrastrukturę cyfrową.

Nie dlatego, iż technologia jest modna.

Dlatego, iż będzie brakowało ludzi.

Nowy cel państwa

Państwo kurczące się nie może być projektowane według modelu państwa, którego populacja stale

rośnie.

Nie chodzi jednak o to, aby za wszelką cenę zatrzymać depopulację.

Trzeba próbować ograniczać ubytek ludności tam, gdzie jest to racjonalne i możliwe. Ale

jednocześnie trzeba przygotować państwo do funkcjonowania w warunkach mniejszej liczby

mieszkańców.

Oznacza to konieczność przebudowy całego łańcucha:

rynek pracy → edukacja → automatyzacja → system emerytalny → ochrona zdrowia →

infrastruktura → finanse publiczne → polityka migracyjna.

Każde z tych ogniw musi być przemyślane w powiązaniu z pozostałymi.

Celem nie powinno być maksymalizowanie wielkości państwa ani całkowitego PKB.

Celem powinno być:

maksymalizowanie trwałego dobrobytu mieszkańców przy malejącej liczbie ludności.

Nie chodzi o to, czy Polska będzie miała 38, 35 czy 30 milionów mieszkańców.

Chodzi o to, czy mniejsza liczba ludzi będzie zdolna utrzymać i rozwijać cywilizację.

Nie cywilizację w abstrakcyjnym sensie, ale tę codzienną: działające szpitale, sprawne szkoły,

utrzymane drogi, funkcjonującą energetykę, bezpieczne państwo, działający system prawny, kulturę, naukę i gospodarkę.

Pytanie, które powinno stać się osią polityki

Jak sprawić, aby mniejsza liczba ludzi była zdolna utrzymać i rozwijać cywilizację?

To powinno stać się jednym z podstawowych pytań programowych państwa XXI wieku.

Nie chodzi o obronę świata, który się kończy.

Chodzi o zaprojektowanie państwa zdolnego dobrze funkcjonować w świecie, który właśnie się

zmienia.

Czas na ekonomię państwa kurczącego się jest teraz.

Autor: Zbigniew Jacniacki

Idź do oryginalnego materiału