– Powiem wprost: uważam, iż ta minister nie powinna pełnić tej funkcji. Nie dlatego, iż ktoś tak sobie politycznie życzy, tylko dlatego, iż sposób prowadzenia polityki w tym resorcie od początku budzi poważne zastrzeżenia co do konsekwencji i przewidywania skutków. Mam bardzo poważne wątpliwości co do tego, czy ta nominacja była dobrze przemyślana i czy sposób prowadzenia resortu daje dziś jakiekolwiek podstawy, żeby mówić o stabilnym, przewidywalnym zarządzaniu. Nie chodzi mi o jedną decyzję czy pojedynczy spór polityczny. Problem jest bardziej systemowy. Widać to w sposobie, w jaki zapadają rozstrzygnięcia dotyczące lasów i gospodarki leśnej. Mam tu na myśli choćby ograniczenia w wycince w części nadleśnictw, które zostały wprowadzone w trybie bardzo szybkim, bez szerokiego, realnego dialogu z tymi, którzy na co dzień odpowiadają za funkcjonowanie tych terenów. A trzeba jasno powiedzieć: Lasy Państwowe to nie jest margines administracji, tylko jeden z filarów gospodarki zasobami naturalnymi w Polsce. Z mojego punktu widzenia zabrakło tu czegoś bardzo podstawowego – chłodnej analizy skutków. Bo łatwo jest ogłosić decyzję, która brzmi dobrze w komunikacie prasowym. Trudniej jest potem zmierzyć się z jej konsekwencjami w terenie: w nadleśnictwach, w samorządach, w lokalnych firmach, które żyją z drewna, przetwórstwa, usług leśnych. I właśnie tam te decyzje nie są już abstrakcją, tylko realnym problemem organizacyjnym i ekonomicznym.
Atmosfera chaosu
– Powiem wprost: uważam, iż ta minister nie powinna pełnić tej funkcji. Nie dlatego, iż ktoś tak sobie politycznie życzy, tylko dlatego, iż sposób prowadzenia polityki w tym resorcie od początku budzi poważne zastrzeżenia co do konsekwencji i przewidywania skutków. Mam bardzo poważne wątpliwości co do tego, czy ta nominacja była dobrze przemyślana i czy sposób prowadzenia resortu daje dziś jakiekolwiek podstawy, żeby mówić o stabilnym, przewidywalnym zarządzaniu. Nie chodzi mi o jedną decyzję czy pojedynczy spór polityczny. Problem jest bardziej systemowy. Widać to w sposobie, w jaki zapadają rozstrzygnięcia dotyczące lasów i gospodarki leśnej. Mam tu na myśli choćby ograniczenia w wycince w części nadleśnictw, które zostały wprowadzone w trybie bardzo szybkim, bez szerokiego, realnego dialogu z tymi, którzy na co dzień odpowiadają za funkcjonowanie tych terenów. A trzeba jasno powiedzieć: Lasy Państwowe to nie jest margines administracji, tylko jeden z filarów gospodarki zasobami naturalnymi w Polsce. Z mojego punktu widzenia zabrakło tu czegoś bardzo podstawowego – chłodnej analizy skutków. Bo łatwo jest ogłosić decyzję, która brzmi dobrze w komunikacie prasowym. Trudniej jest potem zmierzyć się z jej konsekwencjami w terenie: w nadleśnictwach, w samorządach, w lokalnych firmach, które żyją z drewna, przetwórstwa, usług leśnych. I właśnie tam te decyzje nie są już abstrakcją, tylko realnym problemem organizacyjnym i ekonomicznym.

21 godzin temu













.webp)


