Co kilka lat na Pacyfiku powtarza się zjawisko znane jako El Niño. Zwykle ma ono silny wpływ na pogodę w wielu częściach świata, w jednych miejscach powodując susze, a w innych przynosząc nadmiar opadów i powodzie. Wiele wskazuje na to, iż rozpoczynające się w tym roku kolejne El Niño będzie miało wyjątkową skalę i bardzo poważne skutki. Między innymi może doprowadzić do niedoborów żywności, a choćby głodu. Scenariusz ten jest tym bardziej prawdopodobny, iż na skutek wojny w Zatoce Perskiej w wielu krajach od kilku miesięcy brakuje nawozów.
Istnieje wiele zjawisk, które mają duży wpływ na nasze życie, a o których słyszymy rzadko i nie wiemy za wiele. Albo wręcz nie mamy bladego pojęcia o ich istnieniu. Jednym z nich jest El Niño, a szerzej ENSO (El Niño–Southern Oscillation).
ENSO to naturalne zjawisko klimatyczne, manifestujące się przede wszystkim zmianami temperatury wód powierzchniowych w rejonie tropikalnego Pacyfiku. Jego skutki odczuwane są jednak praktycznie na całym świecie. ENSO ma dwie przeciwstawne fazy: La Niña i El Niño, z których każda powtarza się nieregularnie co kilka lat, oraz fazę neutralną.
Raz chłodniej, raz cieplej
La Niña zwykle wiąże się z ochłodzeniem wód powierzchniowych we wschodniej części Pacyfiku. Wiejące w kierunku zachodnim pasaty są wtedy silniejsze niż normalnie, i spychają ciepłą wodę powierzchniową na zachód, zaś u wybrzeży Ameryki Południowej z głębi oceanu na powierzchnię unosi się woda chłodniejsza. Z kolei w trakcie El Niño ciepła woda przesuwa się z rejonu Zachodniego Pacyfiku na wschód, co oczywiście podnosi temperaturę wód powierzchniowych we wschodniej części Oceanu Spokojnego.
Warto przy tym pamiętać, iż temperatura wód powierzchniowych we wschodniej część Pacyfiku (u wybrzeży Ameryki Południowej) jest zwykle znacznie niższa niż w części Zachodniej (na przykład na północ od Australii). I to znacznie niższa – średnio aż o 8–10°C.
Fazy ENSO mają silny wpływ na klimat i pogodę. Podczas El Niño, które może trwać od niecałego roku do dwóch lat, duże ilości energii cieplnej przepływają z oceanu do atmosfery, powodując wzrost średniej temperatury powierzchni Ziemi. To dlatego rekordowo ciepłe lata (np. 2016 czy 2024) to te, w których występuje El Niño. Z kolei lata występowania La Niñi są chłodniejsze niż średnia. W ostatnim czasie świat znajdował się w fazie La Niñi, jednak w tej chwili zjawisko to słabnie i coraz więcej wskazuje na przejście do fazy El Niño.
Nieregularne oscylacje a gwałtownie rosnący trend
Z powodu ogromnych emisji gazów cieplarnianych, w ostatnich dekadach średnia temperatura Ziemi gwałtownie rośnie. (Całkowita globalna antropogeniczna emisja CO2 wynosi w tej chwili około 41–42 gigaton rocznie, a do tego dochodzą bardzo znaczne emisje metanu i innych substancji). Mamy do czynienia z coraz silniejszym globalnym ociepleniem, które wciąż zaskakująco wielu ludzi uważa za wymysły lub przynajmniej bagatelizuje.
To właśnie z powodu gwałtownie ocieplającego się klimatu rok 2025, pomimo iż przypadał na chłodniejszą fazę La Niña, był i tak jednym z kilku najcieplejszych lat w historii pomiarów.
Oczywiście, im jest wyższa średnia temperatura globu, tym wyższych rekordów możemy się spodziewać, gdy dodatkowo zostanie ona podbita przez El Niño. Tak stało się w roku 2024 (który był najgorętszym do tej pory notowanym rokiem). I tak też najprawdopodobniej będzie w drugiej połowie tego roku, a także w 2027, który ma szansę być nowym rekordzistą, detronizując 2024.
Czy czeka nas „super El Niño”?
Tym bardziej, iż nadchodzące szybkimi krokami El Niño 2026/27 ma szansę być wyjątkowo silne. Jak bardzo, tego z całą pewnością nie wiemy – dokładne modelowanie zjawisk takich jak fazy cyklu ENSO jest trudne. Dlatego poszczególne modele dają nieco odmienne wyniki – przewidują różne wartości temperatur oraz różne prawdopodobieństwo wystąpienia tzw. „super El Niño”. jeżeli jednak spojrzeć na modele prognozujące najwyższe temperatury, wskazują one na anomalię temperatury powierzchni oceanu przekraczającą 3 stopnie Celsjusza. Gdyby taki scenariusz się zrealizował, mielibyśmy do czynienia z najsilniejszym El Niño w historii pomiarów.
- Czytaj także: Globalne temperatury blisko rekordu. Eksperci ostrzegają: to dopiero początek
Naukowcy zwracają też uwagę, iż pod powierzchnią oceanu zgromadziły się znaczne ilości ciepłej wody, a to może sprzyjać rozwojowi silnego El Niño w nadchodzących miesiącach. jeżeli tak się stanie, wiele regionów świata może doświadczyć poważnych zaburzeń pogodowych – od susz i upałów po intensywne opady i powodzie. W tym kontekście mówi się o „intensyfikacji cyklu hydrologicznego”, ponieważ El Niño może powodować znaczące zmiany w typowym rozkładzie opadów.
Tu susza, tam powódź
To, jaki konkretnie wpływ El Niño będzie miało na pogodę, bardzo zależy od regionu świata. Na przykład, w południowych stanach USA El Niño zwykle przynosi bardziej wilgotną i burzową pogodę. Z kolei na północy Stanów Zjednoczonych częściej obserwuje się warunki bardziej suche i gorętsze niż zwykle.
El Niño wiąże się także ze zwiększonymi opadami w Chinach. Podczas wyjątkowo silnego epizodu tego zjawiska w latach 1997–1998 kraj nawiedziły tak intensywne deszcze, iż powodzie pochłonęły ponad trzy tysiące ofiar śmiertelnych.
W innych częściach świata skutki są dokładnie odwrotne. El Niño może przynosić wyjątkowo gorącą i suchą pogodę, zwiększając ryzyko pożarów, fal upałów i susz. Takiego rozwoju wypadków można spodziewać się między innymi w znacznej części Australii, a także w części Afryki Subsaharyjskiej oraz w Amazonii.
Najtrudniej przewidzieć skutki tego zjawiska dla Europy. Na przykład w Wielkiej Brytanii podczas niektórych epizodów El Niño występowały gorętsze lata i chłodniejsze zimy, podczas gdy w innych obserwowano zimy łagodniejsze, ale bardziej deszczowe. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób El Niño oddziałuje z innymi procesami i cyklami zachodzącymi w systemie klimatycznym Ziemi.
Czy grozi nam głód?
Niestety, jest bardzo prawdopodobne, iż anomalie pogodowe w wielu krajach negatywnie przełożą się na produkcję żywności. Ani nawalne deszcze, ani tym bardziej susza nie sprzyjają przecież dobrym zbiorom. Dodatkowo mamy problem niedoboru nawozów, który jest konsekwencją wojny USA i Izraela z Iranem. Z globalnego rynku zniknęła znaczna część mocznika – najważniejszego nawozu azotowego. Stało się tak w wyniku ataków na instalacje przemysłowe w Katarze, a przede wszystkim – z uwagi na blokadę cieśniny Ormuz. Co gorsza, z tego samego powodu kraje Zatoki praktycznie nie eksportują też w tej chwili gazu ziemnego, który jest niezbędnym (w obecnych realiach technologicznych) surowcem do produkcji mocznika.
- Czytaj także: Nie tylko paliwo. Wojna w Iranie może wywołać globalny kryzys żywnościowy
W tej sytuacji zachodzi obawa, iż – na przykład w Afryce Subsaharyjskiej – straty w uprawach i niedobory żywności będą na tyle duże, by wywołać klęskę głodu.
Nas niedobry żywności też mogą dotknąć, choć może nie aż tak poważne. W Afryce i Ameryce Południowej z dużym prawdopodobieństwem ucierpią bowiem między innymi uprawy kakao, jak i kawy, co przełoży się na ceny i dostępność tych produktów w Europie. Jak będzie, czas pokaże, ale pesymistyczne scenariusze są niestety dość prawdopodobne.
Niepewne lekcje z historii
Dobrym sposobem na przewidywanie przyszłości jest zwykle analiza skutków tych samych lub podobnych zjawisk czy procesów w przeszłości. Spróbujmy więc tę metodę zastosować do konsekwencji El Niño.
Wiemy na przykład, iż silne zjawisko El Niño występujące w latach 1789–1793 przyczyniło się do nieurodzaju w Europie, co mogło być jednym z czynników sprzyjających wybuchowi rewolucji francuskiej. Z kolei ekstremalne zjawiska pogodowe związane z El Niño w latach 1876–1878 doprowadziły do jednych z najtragiczniejszych klęsk głodu XIX wieku, które według niektórych szacunków kosztował życie choćby ponad 50 milionów ludzi. Czyli około 3–4 procent ówczesnej populacji świata. Dotknięte zostały m.in. Chiny (13 mln ofiar), Indie i Brazylia.
Czy dziś możemy spodziewać się klęski podobnych rozmiarów? Cóż, takie prognozy byłyby bardzo ryzykowne, i to przynajmniej z dwóch powodów. Ówczesna klęska głodu miała nie tylko przyczyny pogodowe, ale i polityczne. Choćby w Indiach, będących wówczas brytyjską kolonią, i traktowanych przez metropolię, delikatnie mówiąc, po macoszemu. Dziś żyjemy w zupełnie innej – i miejmy nadzieję, iż mimo wszystko wciąż ciut lepszej – rzeczywistości geopolitycznej.
Po drugie, w tej chwili sytuację dodatkowo komplikuje zmiana klimatu: postępujące ocieplenie oceanów, zmiany w atmosferze oraz przekształcenia globalnych wzorców cyrkulacji powietrza. Wszystko to sprawia, iż zaczynamy mieć do czynienia z klimatem, którego jako ludzkość nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. I właśnie tego powodu coraz trudniej jest przewidywać skutki najbliższego i przyszłych epizodów El Niño. Historyczne analogie – czyli porównania z wcześniejszymi zjawiskami tego typu – przestają być w pełni wiarygodną wskazówką.
Tak czy siak, nie jest dobrze
Nawet jeżeli najbliższe El Niño potraktuje nas w miarę łagodnie, nasza sytuacja jest i tak bardzo trudna i z każdym miesiącem coraz gorsza. Dobrze oddaje to wpis autorstwa prof. Szymona Malinowskiego, fizyka atmosfery:
„Ekscytujemy się (i słusznie) rozwijającym się bardzo silnym El Niño, patrząc na indeksy temperatur na środkowym Pacyfiku. To możliwa, a choćby prawdopodobna niedaleka przyszłość. Teraźniejszość, już odbijająca się na warunkach atmosferycznych w wielu miejscach jest zaś taka: 1) Sięgające 5°C anomalie temperatury powierzchni morza (SST) wzdłuż wybrzeży Peru i w okolicy wysp Galapagos (charakterystyczne dla wczesnych faz El Nino), 2) Bardzo wysoka (do 4,5°C) anomalia temperatury w zachodniej części Morza Śródziemnego i w Zatoce Biskajskiej, co niewątpliwie przyczyniło się istotnie do ostatniej rekordowej dla maja fali upałów w Europie Zachodniej. 3) podobne co do wielkości anomalie SST w rejonie Azji Wschodniej i związane z nimi rekordy ciepła w Korei, Japonii i części Chin. Ten rok będzie niewątpliwie ciekawy!”
W ostatnim zdaniu prof. Malinowski prawdopodobnie nawiązuje do znanego powiedzenia „obyś żył w ciekawych czasach”, co jak wiemy jest bardziej przekleństwem niż błogosławieństwem. Niestety, w takich czasach przyszło nam żyć. Co gorsza, bardzo duża część ludzkości nie widzi (albo udaje, iż nie widzi), co dzieje się z pogodą i ziemskim klimatem. I żyje tak, jakby wszystko było w jak najlepszym porządku.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/PHOTOCREO Michal Bednarek

1 godzina temu












