Europa nie została zaskoczona przez suszę. Od lat znana jest skala ryzyka, dysponujemy prognozami i coraz dokładniejszymi danymi. A jednak kolejne lato pokazuje, iż wiedza o zagrożeniu nie jest tym samym, co gotowość na jego konsekwencje. Najnowsze dane JRC i Copernicusa są wyjątkowo wymowne. Susza obejmuje już połowę powierzchni Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Na Renie, Dunaju, Padzie i Loarze odnotowywane są rekordowo niskie stany wody, a w wielu europejskich zlewniach przepływy spadły do ekstremalnych wartości. W tym samym czasie tegoroczne pożary strawiły już niemal 580 tys. ha, tj. obszar ponad dwukrotnie większy od Luksemburga.
Nie są to trzy odrębne historie o suszy, upale i ogniu. To różne odsłony tego samego kryzysu odporności. Niedobór wody przestaje być problemem, który można zamknąć w hydrologicznych statystykach. Coraz wyraźniej wpływa on na rolnictwo, energetykę, transport, gospodarkę i nasze bezpieczeństwo.
Najbardziej niepokojące nie jest więc to, iż Europa doświadcza ekstremalnych warunków. Niepokojące jest to, iż doświadcza ich po raz kolejny, a wciąż nie jest na nie wystarczająco przygotowana. Niestety, sytuacja w Polsce wpisuje się w ten europejski scenariusz.
Susza obejmuje już połowę UE i Wielkiej Brytanii
Najnowszy Combined Drought Indicator (CDI), opublikowany przez European Drought Observatory, pokazuje, iż pod koniec lipca 2026 r. 50 proc. powierzchni Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii znajdowało się w jednej z trzech klas wskazujących na rozwój suszy: watch, warning lub alert. Przy czym kategoria alert, w której deficyt opadów i niedobór wilgoci w glebie przekładają się na wyraźny stres roślinności, obejmowała 9 proc. terytorium.
Skala zjawiska nie przekroczyła jeszcze tej najbardziej dotkliwej z ostatniej dekady. W analogicznym okresie 2018 r. wskaźniki suszy obejmowały 54 proc. powierzchni UE i Wielkiej Brytanii, a w 2022 r. – 60 proc. Tyle iż w 2022 r. najtrudniejszy moment przypadł na połowę sierpnia. Wówczas aż 18 proc. analizowanego obszaru znalazło się w kategorii alert. A tegoroczny sezon wciąż trwa i najgorsze przez cały czas może być przed nami.
Szczególnie istotne jest jednak to, iż deficyt opadów nie zatrzymał się na etapie przesuszenia gleby. Jego skutki są już wyraźnie widoczne w rzekach. JRC wskazuje na bardzo niskie i ekstremalnie niskie przepływy w Europie Środkowej i Wschodniej, w regionie alpejskim, w północnych Włoszech, Norwegii i Finlandii, a także w dużych zlewniach Francji i Niemiec. Rekordowo niskie stany wody odnotowywane są m.in. na Renie, Dunaju, Padzie i Loarze.
To moment, w którym susza przestaje być tylko zjawiskiem naturalnym, a staje się problemem gospodarczym.
Zdjęcia satelitatne przedstawiające niski stan wody na Loarze, Padzie, Renie i Dunaju; źródło: European Union, Copernicus Sentinel-2 imageryGospodarka gwałtownie odczuwa brak wody
Nie ma jeszcze jednego dla całej Europy bilansu strat spowodowanych letnią suszą 2026 r. i do pojawiających się już wielomiliardowych szacunków trzeba podchodzić ostrożnie. Różnią się one zakresem i metodologią, a więc są nieporównywalne. Dobrą skalę odniesienia daje Komisja Europejska, według której susze kosztują gospodarkę UE od 2 do 9 mld euro rocznie.
Tegoroczne lato pokazuje przede wszystkim, z ilu elementów ten rachunek się składa.
W lipcu JRC obniżyło wcześniejsze prognozy dotyczące plonów upraw ozimych o 1–4 proc., a kukurydzy na ziarno i słoneczników o 6–7 proc. Niskie przepływy utrudniają żeglugę na Renie i Dunaju, wpływają na dostępność wody dla rolnictwa i przemysłu oraz ograniczają możliwości produkcji energii.
Uśrednione dane dla całej Unii nie pokazują jednak skali problemów w najbardziej dotkniętych regionach. We Francji Agreste szacuje tegoroczne zbiory kukurydzy na zaledwie 9 mln ton – o 35 proc. mniej niż w 2025 r. i najmniej od 1980 r. Jeszcze wyraźniej skutki suszy widać na trwałych użytkach zielonych. Do końca lipca skumulowany przyrost biomasy był tam o 30 proc. niższy niż średnia w analogicznym okresie lat 1989–2018. Dla gospodarstw prowadzących chów i hodowlę zwierząt oznacza to problem, który nie kończy się wraz z tegorocznym latem – mniejsze zapasy pasz będą odczuwalne także w kolejnych miesiącach.
Do tego dochodzi kwestia pożarów. Według danych EFFIS, obejmujących okres od początku roku do 16 sierpnia, w Unii Europejskiej spłonęło ponad 580 tys. ha. To mniej niż w rekordowym 2025 r., ale przez cały czas zdecydowanie więcej niż wynosi wieloletnia średnia.
Susza sama nie wywołuje pożaru. Decyduje jednak o warunkach, w jakich ogień się rozprzestrzenia. Przesuszona roślinność staje się materiałem łatwopalnym, a wysoka temperatura i wiatr mogą sprawić, iż niewielki pożar w krótkim czasie wymyka się spod kontroli. Dlatego tegorocznego sezonu pożarowego nie sposób analizować w oderwaniu od utrzymującego się deficytu wody.
Gdy rzeka ogranicza produkcję energii
Jednym z najbardziej wymownych przykładów skutków tegorocznej sytuacji jest energetyka jądrowa. Pokazuje ona bardzo wyraźnie, iż dostęp do odpowiedniej ilości wody o odpowiedniej temperaturze pozostaje jednym z warunków pracy części europejskich elektrowni.
9 lipca EDF wyłączył blok nr 2 elektrowni jądrowej Golfech we Francji. Nie doszło do awarii i nie zabrakło paliwa. Problemem była temperatura Garonny. Zasady eksploatacji wymagają ograniczenia mocy lub czasowego zatrzymania produkcji, o ile temperatura rzeki przekracza określone wartości. W przypadku Golfech chodziło o ochronę rzeki przed dodatkowym obciążeniem cieplnym, wynikającym z odprowadzania wody wykorzystywanej do chłodzenia. Blok wrócił do sieci dopiero 26 lipca.
Ale wysoka temperatura wody to tylko część problemu. Równie istotna jest jej ilość.
W lipcu niski przepływ Mozy wpłynął na pracę elektrowni Chooz. EDF musiał dostosować produkcję do warunków panujących w rzece oraz do francusko-belgijskiego porozumienia dotyczącego wymaganego przepływu. Jeden z bloków został prewencyjnie wyłączony.
Jeszcze wyraźniej widać zależność między sytuacją hydrologiczną a energetyką na Dunaju. Pod koniec lipca elektrownia jądrowa Paks na Węgrzech kilkakrotnie zmniejszała moc z powodu bardzo niskich stanów wody i jej wysokiej temperatury. Operator wskazywał wprost na skutki długotrwałej suszy i upałów.
Podobna sytuacja wystąpiła w Rumunii. 28 lipca Nuclearelectrica w sposób kontrolowany wyłączyła blok nr 1 elektrowni Cernavodă. W oficjalnym komunikacie wskazano na wyjątkowo niski przepływ Dunaju spowodowany suszą. W przypadku dalszego pogarszania się sytuacji hydrologicznej procedury przewidywały możliwość ograniczenia pracy również drugiego bloku.
Golfech, Chooz, Paks i Cernavodă pokazują różne strony tego samego problemu. Czasem ograniczeniem jest temperatura wody, czasem przepływ, a czasem oba czynniki jednocześnie.
Wniosek jest istotny nie tylko dla energetyki. Można zwiększać moc zainstalowaną, budować nowe źródła i rozwijać sieci, ale część infrastruktury przez cały czas pozostaje zależna od warunków panujących w rzekach. A te zmieniają się właśnie wtedy, gdy podczas fal upałów rośnie zapotrzebowanie na energię.
Zdjęcia satelitarne przedstawiające suszę w południowej części Wielkiej Brytanii; źródło: European Union, Copernicus Sentinel-2 and Sentinel-3 imageryPolska – deficyt wody coraz bardziej widoczny
W Polsce obraz jest podobny. Potwierdzają go niezależnie dane IMGW-PIB, PIG-PIB i IUNG-PIB. Każda z tych instytucji obserwuje inny element obiegu wody, ale wszystkie wskazują na pogłębiający się deficyt.
17 sierpnia IMGW-PIB notował przepływy poniżej SNQ, czyli średniego niskiego przepływu z wielolecia, na ponad 400 stacjach hydrologicznych. W wielu zlewniach obowiązują ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną. Nie świadczy to o tym, iż sytuacja na wszystkich rzekach jest jednakowo trudna, ale skala przestrzenna niskich przepływów jest już bardzo duża.
Równie niepokojące są dane dotyczące wód podziemnych. Z opublikowanego 17 sierpnia komunikatu PIG-PIB wynika, iż w lipcu w około 80 proc. analizowanych punktów obserwacyjnych obniżyło się położenie zwierciadła wód podziemnych pierwszego poziomu wodonośnego. W około jednej czwartej punktów obserwowano także zagrożenie dla rezerw zasobów zmiennych, szczególnie we wschodniej i północno-zachodniej części kraju.
Nie oznacza to jednak powszechnego zagrożenia dla zaopatrzenia ludności w wodę. PIG-PIB zaznacza, iż na większości obszaru kraju rezerwy wód podziemnych przez cały czas pozostają wystarczające. istotny jest jednak kierunek zmian. Sierpniowe ostrzeżenie dotyczące możliwości wystąpienia niżówki hydrogeologicznej obejmuje już 15 województw.
Deficyt wody wyraźnie widać także w rolnictwie. W dziewiątym okresie raportowania IUNG-PIB, obejmującym czas od 11 czerwca do 10 sierpnia, średnia wartość klimatycznego bilansu wodnego dla Polski wyniosła -122,8 mm. Była o 23,4 mm niższa niż w poprzednim okresie, co oznacza dalsze pogłębienie się deficytu opadów.
Jeszcze dobitniej skalę tegorocznej suszy rolniczej pokazują dane skumulowane. Po uwzględnieniu dziewięciu okresów raportowania, od 21 marca do 10 sierpnia, warunki suszy w uprawach zbóż jarych stwierdzono w 1623 gminach, czyli w 65,47 proc. wszystkich gmin w kraju. W przypadku zbóż jarych udział powierzchni gleb zagrożonych stratami plonów wyniósł 24,75 proc.
Te trzy zestawy danych pokazują różne fazy i przejawy tego samego zjawiska. Deficyt wody jest widoczny w glebie, w rzekach i w płytkich wodach podziemnych. Kilka dni opadów może lokalnie poprawić sytuację, ale nie odbuduje strat narastających przez tygodnie czy miesiące.
Co można zrobić od razu
W dyskusji o przeciwdziałaniu suszy bardzo łatwo przejść od razu do wieloletnich programów i dużych inwestycji. Część z nich jest potrzebna, ale nie odpowiada na podstawowe pytanie: co możemy zrobić już dziś, wykorzystując istniejącą infrastrukturę i dostępne możliwości formalne?
W swoich wcześniejszych publikacjach i wystąpieniach wielokrotnie zwracałam uwagę na potrzebę zwiększania retencji i spowalniania odpływu wód opadowych. W opublikowanym w marcu opracowaniu Przeciwdziałanie skutkom suszy w praktyce – działania możliwe do wdrożenia w aktualnych uwarunkowaniach wskazałam m.in. na możliwość ograniczania odpływu z rowów melioracyjnych, wykorzystywania niewielkich urządzeń piętrzących, odtwarzania lokalnych miejsc retencji, zatrzymywania wody w naturalnych obniżeniach terenu oraz poprawy zdolności retencyjnych gleby. Czyli działań, które możemy wykonać tu i teraz, bez zbędnych formalności.
Oczywiście, nie chodzi o to, by zatrzymywać wodę wszędzie i za wszelką cenę. Są miejsca, w których szybkie odprowadzenie jej nadmiaru jest konieczne dla ochrony zabudowy, dróg czy innej infrastruktury. W skali całego problemu powinien to być jednak wyjątek, a nie reguła.
Należy mieć świadomość, iż na przeważającym obszarze kraju przez cały czas funkcjonują systemy melioracyjne, projektowane z myślą o możliwie szybkim odprowadzaniu wody i osuszaniu terenu. W warunkach coraz częstszych i dłuższych okresów bezopadowych utrzymywanie takiego modelu gospodarowania wodą nie znajduje już uzasadnienia.
Na uwagę zasługuje również opublikowany w sierpniu poradnik OTOP Jak i po co zatrzymywać wodę w krajobrazie rolniczym. Jego największą zaletą jest praktyczne podejście do problemu. Zamiast poprzestawać na ogólnym postulacie zwiększania retencji, pokazuje konkretne działania do zastosowania w gospodarstwie i jego najbliższym otoczeniu.
OTOP zwraca uwagę na podobne rozwiązania, m.in. na znaczenie oczek wodnych, okresowych rozlewisk, zadrzewień, miedz, roślinności wzdłuż cieków oraz zawartości materii organicznej w glebie. Pokazuje również, iż rutynowe pogłębianie i odmulanie rowów nie zawsze jest uzasadnione z punktu widzenia zatrzymywania wody w krajobrazie.
Co ważne, poradnik nie pomija kwestii formalnych. Zatrzymywanie wody nie oznacza dowolnego przegradzania cieków ani ingerowania w urządzenia wodne. Inne zasady dotyczą rowów, inne cieków naturalnych, ale każdorazowo trzeba uwzględnić również wpływ planowanego działania na grunty sąsiednie, zabudowę i infrastrukturę.
Aktualizacja planu przeciwdziałania skutkom suszy (aPPSS) – ruszyły konsultacje
6 sierpnia 2026 r. rozpoczęły się konsultacje społeczne projektu aktualizacji Planu przeciwdziałania skutkom suszy. Potrwają one do 6 lutego 2027 r.
To istotny moment, bo plan ma określić kierunek działań na kolejne lata. Uwagi mogą zgłaszać nie tylko instytucje publiczne, ale także samorządy, przedsiębiorstwa, organizacje społeczne i osoby fizyczne. Zachęcam do skorzystania z tej możliwości. Nie po to, by po raz kolejny zapisać w dokumencie, iż Polska potrzebuje zwiększenia retencji o 5 czy 10 proc, ale po to, aby wskazać, które działania sprawdzają się w praktyce i jakie bariery utrudniają racjonalne gospodarowanie wodą.
Dziś trudno już mówić, iż brakuje nam wiedzy. Mamy dane satelitarne, monitoring wód powierzchniowych i podziemnych oraz gleby. Znamy miejsca, gdzie występuje deficyt i obserwujemy, jak gwałtownie jego skutki przenoszą się z jednego sektora gospodarki do kolejnego.
Dlatego suszy nie trzeba już diagnozować. Wiemy, gdzie się rozwija, jak głęboko sięga i jakie koszty za sobą pociąga. Europa nie cierpi dziś na deficyt danych, ale na deficyt decyzji. Każdy kolejny sezon przynosi dokładniejsze mapy, ostrzejsze prognozy i nowe rekordy. jeżeli za tą wiedzą przez cały czas nie będą nadążały działania, problemem przestanie być sama susza. Problemem będzie nasza przewidywalna bezczynność wobec zjawiska, które od dawna przestało być nieprzewidywalne.
zdj. główne: Piotr Bednarek/Wikimedia, licencja: Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International

1 godzina temu

















