Przemysław Czarnek, oficjalny kandydat PiS na premiera (namaszczony w krakowskim blasku fleszy 7 marca 2026 r.), to polityk, który nie boi się mocnych słów. Problem w tym, iż tym razem polityczny ogień zbliżył zbyt blisko własnego dachu. Choć polityk właśnie wypowiedział wojnę unijnej polityce klimatycznej, na własnej posesji gości panele fotowoltaiczne, za które zapłaciliśmy my wszyscy. Teraz obiecuje ich demontaż, ale… jest pewien haczyk. Albo trzy.

Panie premierze, co tam lśni na dachu?
Wszystko zaczęło się od płomiennego wystąpienia w Krakowie, gdzie Czarnek w swoim stylu rzucił wyzwanie Brukseli. Padły legendarne już słowa o „OZE-sroze” i zapowiedź, iż Polska pod jego wodzą po prostu wypowie system ETS. Europa wstrzymała oddech, a internauci… wyjęli telefony i sprawdzili mapy satelitarne.
Okazało się, iż na dachu posiadłości polityka pod Lublinem dumnie błyszczy fotowoltaika. Ta sama „tęczowa technologia”, którą kandydat na premiera właśnie zmieszał z błotem, twierdząc, iż to „bez sensu”.
Rachunek zysków i strat (ideologicznych)
W Radiu ZET Przemysław Czarnek przyznał się bez bicia: panele ma od około pięciu lat. Co ciekawe, ta „bezużyteczna” technologia w jego przypadku okazała się wyjątkowo łaskawa dla portfela.
- Koszt instalacji: 8,1 tys. zł (dzięki unijnemu wsparciu).
- Zysk: Spadek rachunków z 2,5 tys. zł do zaledwie 1–1,2 tys. zł rocznie.
Innymi słowy: system, który Czarnek dziś politycznie okłada kijem, przez lata działał u niego bez zarzutu, generując realne oszczędności. To gotowa metafora dzisiejszej polityki: ideologia ma przykryć to, co wyraźnie pokazuje własny licznik prądu.
Gmina Jastków i „eko-grzeszek”
Czarnek broni się, iż nie „wziął dotacji” wprost do ręki. Prawda jest taka, iż skorzystał z programu „Jesteśmy EKOlogiczni” realizowanego przez gminę Jastków, współfinansowanego z funduszy UE. I choć formalnie beneficjentem była gmina, to ostateczny profit w postaci tańszego prądu wylądował prosto w gniazdkach państwa Czarnków.
Dla opinii publicznej ten niuans nie ma znaczenia. Polityk, który buduje przekaz na wojnie z klimatyczną modernizacją, sam jest beneficjentem jej najbardziej praktycznego symbolu.
Wielki demontaż „bezdomnego” kandydata
W odpowiedzi na zarzuty o hipokryzję, Czarnek zapowiedział radykalny krok: zdemontuje panele! Jednak nie zrobi tego od razu. Zrobi to „w pewnej perspektywie”, gdy wróci „węglowa normalność”.
Pojawił się jednak problem wizerunkowy. Jak zauważył Bartosz Arłukowicz w RMF24, Przemysław Czarnek w swoim ostatnim oświadczeniu majątkowym… nie wykazał żadnego domu. Wartą milion złotych posiadłość wraz z panelami przepisał na żonę.
– Chciałbym zapytać, z czyjego domu chce zdejmować te panele, skoro na dzisiaj jest człowiekiem bezdomnym? – kpił Arłukowicz.
Podsumowując…
Ta historia zostanie z Czarnkiem na dłużej niż hasło „OZE-sroze”. Nie dlatego, iż ktoś przyłapał go na posiadaniu paneli, z unijnych programów skorzystały tysiące Polaków. Przyłapano go na czymś gorszym: na próbie przekonania wyborców, iż to, co u niego działa i oszczędza pieniądze, dla reszty kraju jest nagle ideologicznym zagrożeniem.
Czy doczekamy się transmisji live z odkręcania śrub pod Lublinem? Znając życie, panele zostaną na dachu tak długo, jak długo będą obniżać rachunki. Bo polityczna poza bywa kosztowna, a darmowy prąd ze słońca wyjątkowo nęcący. choćby jeżeli nazywa się go „sroze”.
DF, thefad.pl

4 godzin temu



![Na Woli Justowskiej powstaje Jurajskie Centrum Edukacji Przyrodniczej EkoMałopolska [wizualizacje]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/03/jurajskie-centrum-1.jpg)











