4 mld zł – to nadzwyczajny zysk koncernów paliwowych z wojny w Iranie, który firmy będą musiały oddać do budżetu państwa. Sejm ustawę już przyjął, a eksperci apelują, by pieniądze wydano na wzmocnienie Polski przed kolejnymi kryzysami paliwowymi. Ale najpierw…
„Czy kosztami kryzysów powinni być obciążani obywatele i podatnicy? Czy jednak sprawiedliwym jest obciążyć podmioty, które w trakcie kryzysu uzyskały ponadnormatywne zyski?” – pytał z mównicy sejmowej Paweł Bliźniuk, poseł Koalicji Obywatelskiej. „Moim zdaniem odpowiedź jest prosta” – odpowiedział po chwili.
Podobnie uznała też parlamentarna większość. Tym samym Sejm przyjął ustawę wprowadzającą podatek od nadzwyczajnych zysków, które koncerny paliwowe osiągnęły na skutek wojny w Iranie.
- Czytaj także: „CPN” czyli jak wszyscy zrzucamy się na paliwo dla najbogatszych
Sejm przyjął podatek od koncernów
W piątkowym (19 czerwca) głosowaniu za wprowadzeniem tzw. windfall tax zagłosowało 231 posłów, przeciw było 201, a jedna osoba wstrzymała się od głosu.
Nowy podatek obejmie przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją i handlem paliwami sprowadzanymi z zagranicy. Jak wyliczyło ministerstwo finansów, chodzi o około 20-30 podmiotów, a szacunkowe wpływy do budżetu to 4 mld zł (niemal wszystko w tym roku). Zdecydowanie największym płatnikiem będzie Orlen, który odpowiada za ok. 60 proc. całkowitej podstawy opodatkowania.
Resort finansów podkreśla, iż regulacje wzorowane są na podobnych mechanizmach stosowanych wcześniej w wielu państwach Unii Europejskiej podczas kryzysu energetycznego, który wywołał atak Rosji na Ukrainę. Podatek obejmie nadzwyczajne zyski w okresie od początku marca do końca grudnia 2026 r.
„Nowe przepisy mają pomóc sfinansować działania chroniące przed skutkami gwałtownego wzrostu cen paliw wywołanego kryzysem na światowych rynkach energii. W wyniku tych wydarzeń część firm paliwowych osiągnęła wyjątkowo wysokie zyski, które nie wynikały z nowych inwestycji ani poprawy efektywności działalności, ale z gwałtownego wzrostu cen na rynkach światowych” – tłumaczy ministerstwo finansów.
Podatnik płaci, koncern oddaje
Wspomniane „działania chroniące” to pakiet „Cena Paliw Niżej”. By chronić konsumentów przez „szokiem cenowym”, rząd postanowił obniżyć akcyzę i podatek VAT na paliwo, a także ustalić sztywny limit cen na stacjach. Dzięki temu koszty tankowania w Polsce należały w ostatnich miesiącach do najniższych w Europie.
Odbiło się to jednak na budżecie państwa. Jak informuje rząd, szacunkowe koszty pierwszych trzech miesięcy „CPN” to 4,8 mld zł.
Warto mieć też na uwadze, iż mechanizmy osłonowe nie ochroniły przed drożyzną na stacjach ani wszystkich, ani w całości (najmniej skorzystały na nich firmy). Do tego, choć ceny na stacjach nie poszybowały w niebo, to jednak wciąż były wyraźnie wyższe niż przed wojną.
„Windfall tax” ma więc zmienić sytuację „koncern zarabia – podatnik płaci” na „podatnik płaci – koncern oddaje”. Stawkę podatku ustalono na poziomie 60 proc. Obejmie on nadwyżkę przekraczającą 20 proc. wzrostu przychodów przedsiębiorstwa w 2026 r. względem roku 2025.
„Jeśli ktoś porusza się w tym buforze, bo zawarł dobry kontrakt i miał szczęście, to podatek zapłaci dopiero wtedy, jak przekroczy te 20 proc. Taki podatek nie jest czymś nowym. Przypominam o Funduszu Wypłaty Różnicy Cen, który funkcjonował nie tak dawno temu. Tam były zgromadzone znacznie większe środki i te środki też nie spłynęły skądś, tylko przedsiębiorcy je musieli zapłacić” – tłumaczył przed głosowaniem Jarosław Neneman, wiceminister finansów.
- Czytaj także: Co jeżeli nie centralnie sterowane ceny paliw? Oto kilka propozycji
Eksperci apelują: przyspieszmy transformację
Tymczasem eksperci podkreślają, iż rozwiązania w stylu „CPN” nie wystarczą. Bo choć wprowadzają szybką i odczuwalną ulgę dla kierowców, to jednak odbija się to kosztem budżetu państwa. A do tego w żaden sposób nie rozwiązuje to problemów systemowych, czyli zależności od importu paliw kopalnych (w Polsce sprowadzamy blisko 100 proc. ropy i 97 proc. gazu).
„Co więcej, takie działania mogą pośrednio utrzymywać wysokie marże sektora paliwowego. W efekcie rząd gasi pożar, ale jednocześnie utrwala system, który ten kryzys generuje” – komentuje dla SmogLabu Anna Meres, ekspertka Greenpeace Polska ds. sprawiedliwej transformacji.
Dlatego zdaniem Meres wprowadzenie podatku od nadzwyczajnych zysków to „dobry moment”, by wesprzeć inwestycje w rozwój odnawialnych źródeł energii, elektryfikację, termomodernizację, magazynowanie energii czy też transport publiczny.
„Wprowadzenie podatku od nadzwyczajnych zysków pozwoliłoby sfinansować wsparcie dla odbiorców energii oraz przyspieszyć inwestycje w OZE i efektywność energetyczną. To rozwiązanie mogłoby ograniczyć skutki kryzysu dla społeczeństwa, a jednocześnie zmniejszyć zależność gospodarki od paliw kopalnych. Obecny kryzys paliwowy pokazuje, jak kosztowne i niestabilne jest uzależnienie od paliw kopalnych” – podkreśla ekspertka.
- Czytaj także: Wielka elektryfikacja. Unia chce przyspieszenia wobec nowego kryzysu energetycznego
Pomóc tym, których nie stać
Greenpeace, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot i Polska Zielona Sieć stoją też na stanowisku, iż w pierwszej kolejności pieniądze z podatku powinny trafić do najuboższych.
„Kiedy jest drogo, każdy z nas płaci więcej, podczas gdy sektor paliwowy jest największym wygranym. Podatek od nadmiarowych zysków to korekta tego równania. Pieniądze muszą wrócić do najuboższych i najbardziej dotkniętych wzrostem kosztów życia – jako pomoc dla gospodarstw domowych, których nie stać na ocieplenie, własną fotowoltaikę ani magazyn energii. Sama obniżka cen paliw kosztem wpływów do budżetu nie daje spółkom paliwowym żadnego impulsu do zmiany i ostatecznie utrzymuje status quo” – tłumaczy Diana Maciąga z Polskiej Zielonej Sieci.
Wspomniane organizacje przekonują też, iż mechanizm „windfall tax” nie powinien być jednorazową odpowiedzią na kolejne kryzysy paliwowe, tylko czymś stałym. Nadmiarowe zyski, które część zostaje w rękach koncernów, powinny zaś być przeznaczane na transformację.
„Ten kryzys wybuchł zaledwie cztery lata po poprzednim. Doraźne obniżki VAT to odkładanie problemu w czasie. Potrzebujemy stałego mechanizmu, który przeznaczy część nadzwyczajnych zysków sektora paliwowego na uniezależnienie Polski od importu ropy i gazu” – dodaje Katarzyna Wiekiera z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Co zrobi Nawrocki?
Teraz ustawą zajmie się Senat. jeżeli ją przyjmie, nowe przepisy wejdą w życie 1 sierpnia. O ile, co jest niepewne, zaakceptuje je Karol Nawrocki.
Choć sam prezydent Polski nie wypowiedział się jeszcze w tej sprawie, to jednak z obozu prawicy już teraz słychać wyraźne głosy sprzeciwu.
„Ustawa oznacza działanie prawa wstecz, a tego zabrania polska konstytucja. Ustawa dotyczy okresu marzec-grudzień, a przecież ma obowiązywać od 1 sierpnia, więc nie ulega wątpliwości, iż jest to w oczywisty sposób działanie prawa wstecz” – komentował w imieniu klubu PiS poseł Zbigniew Kuźmiuk.
„Ta ustawa wprost pokazuje, iż uśmiechnięta koalicja wprowadza w Polsce bezprawie. Ustawa ma wejść w życie 1 sierpnia, ale obejmuje okres od 1 marca. To uderzenie w pewność prawa. To sygnał dla przedsiębiorców: „Możecie działać legalnie, ale po kilku miesiącach rząd zmieni zdanie i was opodatkuje” – wtórował mu Jarosław Sachajko z Kukiz’15.
„Państwo nie powinno traktować sukcesu przedsiębiorców jako pretekstu do nakładania kolejnych nadzwyczajnych danin” – dodał Witold Tumanowicz z Konfederacji.
Szczególna doniosłość
Co na to rząd? W Ocenie Skutków Regulacji (OSR) stwierdzono, iż „zgodnie z dorobkiem orzeczniczym Trybunału Konstytucyjnego zasada niedziałania prawa wstecz nie ma na gruncie prawa podatkowego waloru absolutnego”. I iż „w ściśle określonych warunkach” dopuszcza się odstępstwa od jej stosowania.
W przypadku podatku nałożonego na koncerny paliwowe uzasadnionym odstępstwem jest konieczność „realizacji lub ochrony innych wartości konstytucyjnych o szczególnej doniosłości”. Jak czytamy w OSR, to sprawiedliwość społeczna i równość oraz konieczność zachowania równowagi budżetowej.
–
Zdjęcie tytułowe: Aleksander Zieliński / Kancelaria Sejmu

3 godzin temu















