26 maja Rada Miejska w Stargardzie odrzuciła moją petycję w sprawie przeprowadzenia referendum lokalnego dotyczącego lokowania migrantów oraz utworzenia Centrum Integracji Cudzoziemców w Stargardzie. To bardzo zła decyzja. Nie tylko z punktu widzenia bezpieczeństwa mieszkańców, ale również z punktu widzenia podstawowych standardów demokracji lokalnej.
W internecie petycję poparło łącznie prawie 700 osób, w większości mieszkańców Stargardu. To nie są anonimowe statystyki. To są ludzie, którzy chcieli jednego: aby władze miasta nie podejmowały decyzji w tak ważnej sprawie ponad głowami mieszkańców. Niestety, Rada Miejska po raz kolejny pokazała, iż głos mieszkańców w tej sprawie jest dla niej problemem, a nie wartością.
O co chodziło w petycji?
Petycja dotyczyła przeprowadzenia referendum lokalnego, w którym mieszkańcy Stargardu mogliby odpowiedzieć na 2 zasadnicze pytania:
- Czy są za lokowaniem na terenie miasta Stargard migrantów w ramach mechanizmów migracyjnych, w tym osób nielegalnie przekraczających granicę państwa i ubiegających się o azyl?
- Czy są za utworzeniem na terenie miasta Stargard Centrum Integracji Cudzoziemców?
To są pytania proste, zrozumiałe i fundamentalne dla przyszłości miasta.
Nie chodziło o abstrakcyjną debatę ideologiczną. Nie chodziło o „polityczny teatr”, jak próbowali sugerować przeciwnicy petycji. Chodziło o sprawę bardzo konkretną: czy mieszkańcy Stargardu mają mieć prawo wypowiedzieć się w sprawie, która może dotyczyć ich bezpieczeństwa, szkół, mieszkań komunalnych, budżetu miasta, pomocy społecznej, infrastruktury oraz przyszłego kierunku rozwoju Stargardu.
Moim zdaniem odpowiedź jest oczywista: tak, mieszkańcy mają do tego pełne prawo.
Najpierw przyjęli uchwałę, później ją uchylili
W czerwcu 2025 roku Rada Miejska w Stargardzie przyjęła stanowisko sprzeciwiające się lokowaniu nielegalnych migrantów oraz tworzeniu infrastruktury służącej ich obsłudze. Co istotne, za tym stanowiskiem głosowali również radni związani z prezydentem Rafałem Zającem. Była to odpowiedź na obywatelską inicjatywę mieszkańców. Był to jasny sygnał, iż Stargard nie chce być miejscem, w którym bez zgody lokalnej społeczności będzie budowana infrastruktura związana z przymusową relokacją lub obsługą migrantów.
Następnie, w marcu 2026 roku, ta uchwała została uchylona.
I to w jakim trybie?
W trybie nadzwyczajnym. Bez realnej debaty. Bez wysłuchania mieszkańców. Bez uczciwego zmierzenia się z argumentami osób, które tę obywatelską inicjatywę popierały.
To właśnie dlatego złożyłem petycję o referendum. Skoro radni zmienili stanowisko w tak ważnej sprawie, to mieszkańcy powinni mieć możliwość wypowiedzenia się bezpośrednio.
Niech zdecydują stargardzianie. Nie zakulisowe układy. Nie presja polityczna. Nie opinie zamawiane po to, aby uzasadnić decyzję, która – w mojej ocenie – została podjęta z góry.
40-stronicowa opinia prawna przeciwko głosowi mieszkańców
Podczas prac komisji przedstawiono argumenty oparte m.in. na zewnętrznej opinii prawnej. Jak wskazywano, była to obszerna, około 40-stronicowa opinia przygotowana przez kancelarię prawną. W mojej ocenie nie była to próba uczciwego poszukiwania sposobu, jak umożliwić mieszkańcom wypowiedzenie się w referendum. Była to raczej próba znalezienia uzasadnienia, dlaczego mieszkańców pytać nie trzeba. Dodam, iż opinia prawna nie została mi wysłana przed komisją, na której miałem się do niej odnieść…
Żeby odrzucić jutro na sesji Rady Miejskiej Stargardu moją petycję ws. referendum dot. sprzeciwu wobec lokowania migrantów w tym mieście, zamówiono 40-stronicową opinię prawną, sugerującą iż nie może się odbyć takie referendum ze względu na to, iż Prawo i Sprawiedliwość zbierało… https://t.co/HQSIL8SZUP pic.twitter.com/9gnQtydWU1
— Dariusz Matecki (@DariuszMatecki) May 25, 2026
To ogromna różnica.
Samorząd, który naprawdę szanuje mieszkańców, pyta: jak możemy dać ludziom głos?
Samorząd, który boi się mieszkańców, pyta: jak możemy formalnie uzasadnić, iż nie musimy ich pytać?
W Stargardzie wybrano niestety tę drugą drogę.
Co więcej, jako autor petycji nie otrzymałem tej opinii z odpowiednim wyprzedzeniem, aby móc się do niej rzetelnie odnieść. Podczas komisji powoływano się na dokument, którego nie miałem wcześniej możliwości spokojnie przeanalizować. Trudno uznać to za standard poważnej, partnerskiej debaty z autorem petycji i z mieszkańcami, którzy ją poparli.
Zadałem też pytanie o koszt sporządzenia tej opinii. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, ile publicznych pieniędzy wydano na dokument, który w praktyce posłużył do uzasadnienia odmowy przeprowadzenia referendum.
„To był błąd” – znamienne słowa prezydenta
Podczas komisji prezydent Rafał Zając przyznał, iż wcześniejsze przyjęcie uchwały sprzeciwiającej się lokowaniu migrantów było błędem. Wprost padły słowa, iż niepotrzebnie ta uchwała była wtedy podejmowana.
To bardzo ważne stwierdzenie.
Bo ono pokazuje istotę całej sprawy.
W czerwcu 2025 roku, kiedy trzeba było odpowiedzieć na obywatelską inicjatywę mieszkańców, radni związani z prezydentem poparli stanowisko sprzeciwiające się relokacji i tworzeniu infrastruktury migracyjnej.
Później uznano, iż był to „błąd”.
Pytanie brzmi: co się zmieniło?
Czy zmieniły się przepisy prawa? Czy zmieniły się zagrożenia? Czy nagle zniknęły obawy mieszkańców? Czy Pakt Migracyjny przestał istnieć? Czy Centra Integracji Cudzoziemców przestały być tworzone w Polsce?
Nie.
Zmieniła się polityczna kalkulacja.
Dlatego właśnie referendum było tak potrzebne. Bo w takich sprawach ostateczny głos nie powinien należeć do politycznych kalkulacji, tylko do mieszkańców.
Zarzut pierwszy: „To sprawa polityki krajowej, nie samorządu”
To był jeden z głównych argumentów przeciwników petycji. Mówiono, iż polityka migracyjna jest kompetencją państwa, a nie gminy.
To argument wygodny, ale niepełny.
Oczywiście, gmina nie wydaje decyzji azylowych. Gmina nie pilnuje granicy państwowej. Gmina nie zastępuje Straży Granicznej, rządu ani Sejmu.
Ale z tego nie wynika, iż samorząd nie ma nic do powiedzenia w sprawie lokalnych skutków polityki migracyjnej.
Gmina odpowiada za sprawy lokalne. Za szkoły. Za mieszkania. Za lokale. Za pomoc społeczną. Za budżet. Za mienie komunalne. Za organizację życia publicznego. Za bezpieczeństwo i porządek publiczny w zakresie swoich zadań. Za kierunki działania prezydenta miasta.
Jeżeli na terenie miasta miałoby powstać Centrum Integracji Cudzoziemców, o ile miasto miałoby udostępniać lokale, nieruchomości, zasoby mieszkaniowe, szkoły, jednostki organizacyjne, środki budżetowe lub infrastrukturę, to jest to już bezpośrednio sprawa lokalna.
Nie można mówić mieszkańcom: „to nie wasza sprawa”, o ile ewentualne konsekwencje będą dotyczyć ich ulic, szkół, osiedli, budżetu i bezpieczeństwa.
Moja petycja nie żądała, aby Rada Miejska prowadziła politykę migracyjną państwa.
Moja petycja żądała, aby mieszkańcy Stargardu mogli wypowiedzieć się w sprawie lokalnych skutków tej polityki.
To zasadnicza różnica.
Zarzut drugi: „Referendum byłoby tylko publicystyczne”
Usłyszeliśmy również argument, iż referendum miałoby charakter „publicystyczny”, bo nie prowadziłoby do konkretnego skutku prawnego.
To kolejna próba ucieczki od istoty sprawy.
Po pierwsze, referendum lokalne jest ustawowym narzędziem demokracji bezpośredniej. Jego sens polega właśnie na tym, iż mieszkańcy wypowiadają się w sprawach istotnych dla lokalnej wspólnoty.
Po drugie, wynik referendum mógłby być podstawą do przyjęcia konkretnych kierunków działania dla Prezydenta Miasta Stargard. Rada Miejska może przecież wskazać, iż miasto nie będzie udostępniać swojego mienia, lokali, infrastruktury, jednostek organizacyjnych czy środków budżetowych na działania związane z lokowaniem migrantów lub tworzeniem Centrum Integracji Cudzoziemców bez zgody mieszkańców.
Po trzecie, choćby stanowisko rady ma znaczenie. Gdyby nie miało znaczenia, nikt nie zwoływałby nadzwyczajnej procedury, aby je uchylać.
To jest jeden z najmocniejszych punktów tej sprawy.
Jeżeli uchwała z czerwca 2025 roku „nic nie znaczyła”, to po co ją uchylano?
Jeżeli była tylko „publicystyczna”, to dlaczego stała się tak pilnym problemem dla władz miasta?
Jeżeli samorząd „nie ma nic do powiedzenia”, to dlaczego trzeba było zamawiać obszerną opinię prawną, aby uzasadnić, iż mieszkańców nie trzeba pytać?
Logika przeciwników referendum rozpada się w tym miejscu całkowicie.
Zarzut trzeci: „Jest akcja ogólnokrajowa, więc lokalne referendum nie ma sensu”
Kolejny argument brzmiał: skoro istnieje inicjatywa ogólnokrajowa dotycząca migracji, to lokalna petycja w Stargardzie jest zbędna.
To argument pozbawiony sensu.
Referendum ogólnokrajowe dotyczy kierunku polityki państwa.
Referendum lokalne dotyczy tego, co ma dziać się w konkretnej gminie.
To 2 różne poziomy demokracji.
Można dyskutować ogólnokrajowo o edukacji, a jednocześnie lokalnie rozstrzygać sprawy szkół w Stargardzie. Można dyskutować ogólnokrajowo o mieszkalnictwie, a jednocześnie lokalnie decydować o zasobie mieszkań komunalnych. Można dyskutować ogólnokrajowo o bezpieczeństwie, a jednocześnie lokalnie pytać, czy mieszkańcy chcą określonych rozwiązań na terenie swojego miasta.
Tak samo jest z migracją.
Polska polityka migracyjna to jedno. Lokalne skutki tej polityki w Stargardzie to drugie.
Mieszkańcy Stargardu mają prawo wypowiedzieć się w sprawie Stargardu.
Zarzut czwarty: „Rada ma zajmować się chodnikami, basenem i szkołami”
Podczas dyskusji padał też argument, iż radni powinni zajmować się sprawami lokalnymi: chodnikami, drogami, szkołami, budżetem, basenem, zielenią czy cmentarzem.
Odpowiadam: właśnie dlatego powinni zająć się także tą sprawą.
Bo lokalne skutki polityki migracyjnej dotyczą dokładnie tych obszarów.
Jeżeli pojawia się kwestia lokowania migrantów, to pojawia się pytanie o lokale i mieszkania.
Jeżeli pojawia się kwestia Centrum Integracji Cudzoziemców, to pojawia się pytanie o budynki, infrastrukturę, finansowanie, współpracę z organizacjami pozarządowymi, obsługę administracyjną i wykorzystanie miejskich zasobów.
Jeżeli pojawiają się nowe grupy wymagające wsparcia, to pojawia się pytanie o szkoły, przedszkola, pomoc społeczną, tłumaczy, opiekę, adaptację, bezpieczeństwo i koszty.
To nie są sprawy oderwane od miasta.
To są właśnie sprawy miasta.
Nie da się zasłonić „chodnikami”, kiedy mówimy o decyzjach, które mogą wpływać na całe życie lokalnej wspólnoty.
Zarzut piąty: „To sianie strachu”
To wyjątkowo wygodny zarzut, który ma zamknąć usta każdemu, kto zadaje trudne pytania.
Jeżeli mieszkaniec pyta o bezpieczeństwo – słyszy, iż straszy.
Jeżeli pyta o koszty – słyszy, iż robi politykę.
Jeżeli pyta o Centrum Integracji Cudzoziemców – słyszy, iż to nie jest sprawa miasta.
Jeżeli domaga się referendum – słyszy, iż to niegospodarność.
Tymczasem to nie petycja tworzy niepokój. Niepokój tworzy brak jawności, pośpiech, sesje nadzwyczajne, odrzucanie debaty i lekceważenie mieszkańców.
To władza, która boi się pytań, budzi największe emocje.
Mieszkańcy Stargardu mają prawo pytać:
Czy miasto prowadziło lub prowadzi rozmowy dotyczące utworzenia Centrum Integracji Cudzoziemców?
Czy miasto zamierza udostępniać lokale lub nieruchomości na ten cel?
Czy władze miasta wiedzą o planach administracji rządowej lub wojewódzkiej dotyczących Stargardu?
Czy szkoły, pomoc społeczna, mieszkania komunalne lub budżet miasta mogą być w przyszłości wykorzystywane do obsługi takich procesów?
Czy mieszkańcy zostaną zapytani, zanim zapadną decyzje?
To nie jest straszenie.
To jest normalna kontrola obywatelska.
Zarzut szósty: „Centra Integracji Cudzoziemców to tylko pomoc”
Podczas dyskusji próbowano przedstawiać Centra Integracji Cudzoziemców jako niewinne punkty pomocowe, które mają jedynie wspierać osoby przyjeżdżające do Polski.
Ale sprawa nie jest tak prosta.
Jeżeli państwo tworzy sieć tego typu centrów, o ile są na to przeznaczane ogromne środki, o ile w tle zaczyna obowiązywać unijny Pakt Migracyjny i mechanizmy solidarnościowe, to mieszkańcy mają prawo pytać, do czego realnie ta infrastruktura będzie wykorzystywana w przyszłości.
Nikt rozsądny nie kwestionuje pomocy osobom potrzebującym, zwłaszcza ludziom uciekającym przed wojną. Ale czym innym jest pomoc humanitarna, a czym innym budowa stałej infrastruktury pod obsługę masowych procesów migracyjnych bez zgody lokalnej społeczności.
Stargardzianie mają prawo wiedzieć, czy ich miasto ma być częścią takiego systemu.
Dlaczego stanowisko Rady Miejskiej jest ważne?
Przeciwnicy petycji próbują wmówić mieszkańcom, iż stanowisko rady nic nie znaczy.
To nieprawda.
Stanowisko rady jest ważne z kilku powodów.
Po pierwsze, wyraża wolę wspólnoty samorządowej. Rada Miejska jest organem przedstawicielskim mieszkańców. Jej głos w sprawach ważnych dla miasta ma znaczenie polityczne, społeczne i praktyczne.
Po drugie, stanowisko rady może wyznaczać kierunek działania Prezydenta Miasta. Rada może jasno wskazać, iż Stargard nie powinien angażować swoich zasobów w działania związane z relokacją migrantów lub tworzeniem infrastruktury migracyjnej bez zgody mieszkańców.
Po trzecie, stanowisko rady wzmacnia pozycję miasta wobec administracji rządowej, wojewody, ministerstw i organizacji zewnętrznych. Samorząd, który ma demokratyczny mandat mieszkańców, może powiedzieć: Stargard nie wyraża zgody. Mieszkańcy wypowiedzieli się w tej sprawie.
Po czwarte, stanowisko rady jest sygnałem dla mieszkańców, iż ich bezpieczeństwo i ich obawy są traktowane poważnie.
Po piąte, brak stanowiska również jest stanowiskiem. Odrzucenie petycji i odmowa referendum to jasny sygnał: władze miasta nie chcą pytać mieszkańców o zdanie w tej sprawie.
Samorząd nie jest bezradny
Twierdzenie, iż samorząd nie ma żadnych narzędzi, jest bardzo niebezpieczne. To próba zdjęcia z siebie odpowiedzialności.
Samorząd ma realne instrumenty działania.
Może decydować o mieniu komunalnym.
Może decydować o lokalach użytkowych.
Może decydować o zasobie mieszkaniowym.
Może kształtować budżet.
Może decydować o dotacjach i współpracy z organizacjami pozarządowymi.
Może przyjmować stanowiska.
Może wyznaczać kierunki działania prezydenta miasta.
Może żądać informacji od prezydenta.
Może prowadzić konsultacje społeczne.
Może zorganizować referendum lokalne.
Może odmówić angażowania miejskich zasobów w działania, których mieszkańcy nie akceptują.
Oczywiście, samorząd nie zatrzyma każdej decyzji państwa. Ale to nie znaczy, iż ma milczeć, rezygnować z własnego stanowiska i udawać, iż problemu nie ma.
W sprawach bezpieczeństwa mieszkańców samorząd powinien być pierwszą linią obrony interesu lokalnej wspólnoty.
Pakt Migracyjny i CIC to nie teoria
W tle tej sprawy nie ma pustych haseł. Jest realny proces polityczny i administracyjny.
Unijny Pakt Migracyjny ma zacząć być stosowany od 12 czerwca 2026 roku. Jego mechanizmy będą wpływać na politykę migracyjną państw członkowskich, a w konsekwencji również na samorządy.
Równolegle w Polsce rozwijana jest infrastruktura związana z integracją cudzoziemców, w tym Centra Integracji Cudzoziemców.
Dlatego pytanie mieszkańców o zdanie nie jest przedwczesne.
Przeciwnie – jest konieczne właśnie teraz.
Nie wtedy, kiedy decyzje będą już zapadłe.
Nie wtedy, kiedy lokal zostanie wskazany.
Nie wtedy, kiedy miasto podpisze porozumienie.
Nie wtedy, kiedy mieszkańcy dowiedzą się o wszystkim po fakcie.
Referendum powinno odbyć się przed decyzjami, a nie po nich.
Prawie 700 osób powiedziało: chcemy głosu mieszkańców
Prawie 700 osób poparło petycję w internecie. To bardzo wyraźny sygnał społeczny.
Można próbować go lekceważyć. Można mówić, iż to polityka. Można mówić, iż to emocje. Można zamawiać opinie prawne i chować się za formalistycznymi argumentami.
Ale prawda jest prosta: mieszkańcy chcą mieć głos.
A władza, która naprawdę szanuje mieszkańców, nie boi się referendum.
Jeżeli prezydent miasta i większość radnych są przekonani, iż mieszkańcy Stargardu popierają ich podejście, to dlaczego nie chcą ich zapytać?
Dlaczego boją się kartki referendalnej?
Dlaczego wolą odrzucić petycję, niż pozwolić mieszkańcom zdecydować?
Co dalej?
Odrzucenie petycji przez Radę Miejską nie kończy sprawy.
Przeciwnie – pokazuje, jak bardzo ta sprawa jest potrzebna.
Będę dalej domagał się jawności, informacji publicznej i odpowiedzi na pytania dotyczące planów związanych z migrantami oraz Centrum Integracji Cudzoziemców w Stargardzie.
Będę pytał o koszt zewnętrznej opinii prawnej.
Będę pytał, czy miasto prowadziło rozmowy w tej sprawie.
Będę pytał, czy planowane jest wykorzystanie miejskich lokali, nieruchomości, zasobów mieszkaniowych, szkół, jednostek organizacyjnych lub pieniędzy mieszkańców.
Będę domagał się, aby mieszkańcy Stargardu byli traktowani poważnie.
Bo bezpieczeństwo miasta nie jest sprawą drugorzędną.
Bo mieszkańcy nie są przeszkodą w rządzeniu.
Bo referendum nie jest zagrożeniem dla demokracji – referendum jest demokracją.
Podsumowanie
26 maja Rada Miejska w Stargardzie odrzuciła petycję o referendum w sprawie lokowania migrantów i utworzenia Centrum Integracji Cudzoziemców.
Prawie 700 osób poparło tę petycję w internecie. Ich głos został zlekceważony.
Władze miasta próbowały uzasadnić odmowę argumentami, które w mojej ocenie nie odpowiadają na istotę sprawy. Mówiono o polityce krajowej, choć pytanie dotyczy lokalnych skutków. Mówiono o kosztach, choć chodzi o bezpieczeństwo. Mówiono o braku kompetencji, choć samorząd ma realne narzędzia dotyczące majątku, budżetu, lokali, szkół, pomocy społecznej i kierunków działania prezydenta miasta. Mówiono, iż stanowisko rady nic nie znaczy, choć wcześniej to stanowisko pilnie uchylono.
To nie jest koniec.
Stargard ma prawo do głosu. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć. Mieszkańcy mają prawo decydować.
Niech mieszkańcy Stargardu sami odpowiedzą, czy chcą lokowania migrantów i Centrum Integracji Cudzoziemców w swoim mieście.
To jest demokracja lokalna.
A jeżeli lokalna władza boi się referendum, to znaczy, iż boi się własnych mieszkańców.

2 dni temu














