Polityka na emocjach

6 dni temu

Człowiek nie może sobie tygodnia wolnego zrobić, bo w naszej rodzimej polityce choćby w okresie ogórkowym dużo się dzieje. Najgłośniejszym tematem, nie wiedzieć czemu, jest kolejny rozłam w PiS – jakby to był pierwszy i ostatni raz. A przecież podobno prawica najlepiej rozmnaża się przez podział. Faktem jest, iż PiS wybrał sobie najgorszy możliwy moment na taką piaskownicę – ich wzajemne obrzucanie się piaskiem skutecznie przysłoniło aferę szpitalową, która powinna stać się kamieniem u szyi Koalicji Obywatelskiej, a jest teraz nieaktualną aferką. I teraz wyobraźcie sobie, iż to PiS jest u władzy, a na jaw wychodzi podobna afera, tylko iż z ich udziałem. Nawalaliby w nich 24/7, a znając upodobania polityków KO do mówienia prawdy, na pstryknięcie wymyśliliby jeszcze sto innych afer z ochroną zdrowia związanych.

Plan awaryjny

A tak? Pan Kacprzak nie został choćby wezwany na przesłuchanie. Przecież nie ma co się spieszyć, chłopak nie ucieknie, prawda? A ci wszyscy ludzie, którzy stracili życie w wyniku jego niekompetencji? Oczywiście, bardzo nam przykro, ale wiecie, rozumiecie, Mateusz rozwalił Jarosławowi babki z piasku, a ten w ramach rewanżu zabrał mu ulubioną zabawkę. I to choćby nie o to chodzi, iż PiS powinien wykorzystać ten czas na dokręcanie śruby – w tym całkiem skutecznie wyręcza ich Patryk Słowik, który co chwilę odkrywa nowe afery w kolejnych szpitalach. Co z tego, skoro Donald Tusk dał czas swojej minister zdrowia na przygotowanie reform, które miałyby sytuację naprawić, a ona, skubana, przygotowała. A to, iż efekty tych reform mają być odczuwalne dopiero w 2027 roku, najlepiej już po wyborach, to nieważne. jeżeli wybory wygra inna partia, to będzie można ogłosić, iż to ich wina. A jeżeli wygra KO, to wtedy zaczną się martwić. Bardziej chodzi o to, iż zaufanie do rządzącej koalicji naprawdę szoruje po dnie i należałoby zadbać o to, żeby ten stan rzeczy podtrzymać i odebrać im władzę w przyszłym roku. Tyle iż – jak sondaże wskazują – ani PiS, ani Konfederacja, ani Korona Brauna nie są w stanie tego zrobić samodzielnie. Oczywiście, wiele może się zmienić do tego czasu, ale już w tej chwili prawica powinna próbować coś z tego ulepić. Ale nie, oni wolą w siebie nawzajem piaskiem rzucać. Poza konfliktem wewnątrz PiS-u, kamyczki do pisowskiego ogródka dorzuca jeszcze Mentzen, a Jarosław Kaczyński, nie wiedzieć czemu, przerzuca je do ogródka Grzegorza Brauna, tłumacząc wszystkim zainteresowanym i nie tylko, iż on z Braunem w koalicję nie wejdzie.

Zwrot na prawicy?

Paradoksalnie rozłam w PiS-ie mógłby zadziałać na korzyść środowiska prawicowego – zamiast PiS i przystawek, mielibyśmy kilka mniej więcej równych ugrupowań, a wtedy wiadomo, iż nad każdą ustawą trzeba na spokojnie usiąść i pomyśleć, bo ktoś się z kimś nie zgodzi, a ktoś inny ma lepszy pomysł. Do tej pory było tak, iż partia wiodąca narzucała swoje rozwiązania, a przystawki musiały się na nie zgodzić. Oczywiście, nie twierdzę, iż PiS, Konfederacja i Korona powinny przystąpić do wyborów pod wspólnym szyldem – zwłaszcza wyborcy dwóch ostatnich partii potraktowaliby to jako policzek i prędzej nie poszliby na wybory, niż zaakceptowali taką zdradę. Ale gdyby nawiązali współpracę już po wyborach, żeby odsunąć KO od władzy, wyglądałoby to inaczej. Zwłaszcza jeżeli żadna z tych partii nie wyprze się swoich ideałów i zmusi PiS do odwrotu w sprawach socjalnych, imigracyjnych czy unijnych. PiS nie mógłby już w Polsce wygrażać palcem, jaka ta Unia jest zła, a w Brukseli podpisywać się pod każdym, choćby najgłupszym, ich pomysłem. Nie twierdzę, iż to byłoby rozwiązanie idealne, ale jeżeli ktoś ma ogródek, to wie, iż jedną z podstawowych zasad, żeby rośliny dobrze rosły, jest wytępienie szkodników. Czyli z botanicznego na polityczne – najpierw należałoby zadbać o to, żeby odsunąć Koalicję od władzy, bo bez tego nie zrobi się absolutnie nic. Kwiaty i warzywa nam powiędną, a w ich miejsce będziemy mieli chwasty i grzyby trujące. Do wyborów pozostało sporo czasu, więc liczę na to, iż panowie się ogarną. Może to po prostu zasłona dymna przed wyborami? Chciałabym w to wierzyć.

Wygodny temat zastępczy

Najwięcej emocji oczywiście znowu wzbudza Karol Nawrocki, bo jak on śmiał ułaskawić Starucha? I żeby była jasność, Staruch żadnym bohaterem ani świętym nie jest. Sporo za uszami ma i naprawdę nie mam zamiaru go tutaj wybielać. Ale trzeba jasno powiedzieć, iż nałożony na niego zakaz stadionowy był zwyczajnie bezprawny, bo taką karę mu dowalili za to, iż przebywał w nie swoim sektorze. Wysokość kary do takiego przewinienia wydaje mi się odrobinę za wysoka, ale to nie wszystko, bo Staruch dostał pozwolenie na przebywanie w innych sektorach – miał do tego specjalną akredytację, co potwierdził choćby klub piłkarski na stadionie którego miało dojść do tak rażącego naruszenia przepisów. Zamiast skupiać się na Staruchu, któremu prawdopodobnie oberwało się za to, iż podobnie jak większość piłkarskich kibiców, uważa Tuska za matoła, powinniśmy skupić się na innym ułaskawieniu. Chodzi o Adama Borowskiego, działacza opozycyjnego w okresie PRL, który nie chciał wykonać wcześniejszych wyroków sądu. A konkretnie nie chciał przeprosić Romana Giertycha za to, iż wyraził wątpliwości co do jego krystalicznej uczciwości w sprawie afery Polnordu. Ja wiem, iż w wolnej Polsce wszyscy będziemy siedzieć, ale naprawdę ciężko nie mieć wątpliwości, skoro sam Giertych najpierw zemdlał, a potem pogalopował za granicę, byle tylko nie rozmawiać zbyt długo z prokuraturą. Wiadomo, Koalicji łatwiej jest naparzać w ułaskawienie z tego idiotycznego zakazu stadionowego, niż przyznać się, iż bohater opozycji był ciągany po sądach, bo Romanowi nie spodobało się, co o nim mówił.

Rok bezprawia, czyli Karol Nawrocki został prezydentem

W międzyczasie stuknął rok, od kiedy Karol Nawrocki objął urząd Prezydenta Polski. Ja na razie oceniam go dużo wyżej niż jego poprzedników. Normalnie dopisałabym tutaj „na bezrybiu i rak ryba”, gdyby nie fakt, iż naprawdę faceta polubiłam i na razie pozytywnie oceniam jego prezydenturę. Nie wystrzegł się oczywiście błędów, ale na razie co może, stara się realizować. Problem polega na tym, iż kilka może, bo większość jego propozycji ustaw Czarzasty trzyma w zamrażalce zamkniętej na trzy spusty. Stara się jednak blokować ustawy, które uważa za szkodliwe, argumentuje swoje decyzje i przedstawia rządowi swoje własne propozycje. I nie zgina karku przed Wołodymyrem Zełeńskim, co jest naprawdę miłą odmianą po prezydenturze Andrzeja Dudy. Jednak tę wielką uroczystość z okazji pierwszej rocznicy uważam za przesadzoną i niepotrzebną. Już tam pal sześć, iż wyszedł do swoich obywateli i wygłosił przemówienie; tym bardziej nie mam problemu z tym, iż przy okazji pośpiewał i pograł sobie muzyczny zespół dziecięcy i porapował Eldo, ale ta debata, na którą zaprosił samych przychylnych sobie ekspertów (Rafał Ziemkiewicz – wiadomo; prof. Andrzej Nowak sam przekonywał PiS, żeby wsparli jego kandydaturę; a nie jest też tajemnicą, iż z Krzysztofem Stanowskim się zwyczajnie polubili). Z jednej strony trudno się dziwić, bo strona przeciwna nie ma żadnych rozsądnych argumentów poza oskarżaniem go o sutenerstwo, zażywanie narkotyków i faworyzowanie swoich kumpli – kiboli; z drugiej debata polega jednak na tym, żeby czasem się ze sobą nie zgodzić. Ostatecznie tę debatę mogli sobie po prostu darować. A na ocenę prezydentury Karola Nawrockiego przyjdzie czas, kiedy kończyć się będzie pierwsza kadencja. Na razie naprawdę nie jest źle, a to już sporo. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż na urzędzie prezydenta mieliśmy już Lecha Wałęsę i Bronisława Komorowskiego.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Idź do oryginalnego materiału