Mieli nieść „europejskie standardy”, „uśmiechniętą Polskę” i nową kulturę polityczną. Tymczasem rzeczywistość brutalnie weryfikuje bajki Donalda Tuska o wielkiej, zjednoczonej rodzinie. Na Lubelszczyźnie, w tym także w Białej Podlaskiej i okolicach, w strukturach Koalicji Obywatelskiej wybuchła regularna, bezpardonowa wojna. Walka o wpływy, synekury i polityczne przetrwanie osiągnęła poziom tak żenujący, iż „zjednoczeni” demokraci zaczęli masowo wynosić na siebie brudy do zaprzyjaźnionych salonów medialnych.
Zasada jest prosta: kiedy jedna frakcja chce uderzyć w drugą, leci z płaczem i „kwitami” do mainstreamu. Jedni, związani z lubelskimi kacykami ruszają z donosami do Czerskiej i Agory, drudzy, wierni warszawskim protektorom, szukają ratunku u dziennikarzy Onetu. Wszyscy po kolei, zasłaniając się anonimowością, grillują swoich partyjnych kolegów, dając nam bezcenny wgląd w to, jak naprawdę wygląda ta „demokratyczna koalicja”, gdy wyłączy się kamery telewizyjne.
Bialski front i układ sił: Michał Litwiniuk gra na Martę Wcisło
Choć epicentrum ostatnich wydarzeń znajduje się w Lublinie, fala wstrząsów wtórnych uderza z pełną siłą w Białą Podlaską. Podlaskie struktury partii Donalda Tuska od dawna nie są monolitem, a podobne, głębokie tarcia i podchody podjazdowe spędzają sen z oczu lokalnym działaczom. Wszystko przez wyraźny podział na frakcje, w którym Biała Podlaska stała się kluczowym przyczółkiem.
W tym brutalnym starciu bez masek po jednej stronie stoi europosłanka Marta Wcisło, która niedawno wygrała wewnętrzne wybory i została przewodniczącą regionu, a po drugiej – zaplecze posła Michała Krawczyka oraz prezydenta Lublina, Krzysztofa Żuka. Co niezwykle interesujące dla mieszkańców naszego regionu, w samym środku tej układanki znalazł się prezydent Białej Podlaskiej, Michał Litwiniuk.
Litwiniuk, zamiast tonować nastroje, jednoznacznie i oficjalnie zaangażował się w tę partyjną wojnę, stając w ramię w ramię z Martą Wcisło. Poparcie ze strony włodarza Białej Podlaskiej dla kontrowersyjnej europosłanki budzi wściekłość u stronników prezydenta Żuka i wiceprezydenta Tomasza Fulary z Lublina. Lokalne wiewiórki donoszą, iż to oficjalne opowiedzenie się Litwiniuka po jednej ze stron ściągnęło na bialskie struktury KO czarne chmury i zapowiedź bezwzględnego odwetu ze strony lubelskiego rządu cieni.
Ofiara z wiceprezesa, czyli pokazowa egzekucja
Jak kończą ci, którzy wykazują brak lojalności wobec lubelskiego betonu powiązanego z posłem Krawczykiem? O tym rozpisują się media po obu stronach barykady, którym politycy KO chętnie sprzedają tajemnice. Ofiarą pokazowej czystki padł Wojciech Wilk – postać w regionie znana (były poseł, były wojewoda lubelski, a do niedawna burmistrz Kraśnika). Po utracie fotela burmistrza, partia – jak to ma w zwyczaju – zapewniła mu „miękkie lądowanie” w miejskiej spółce TBS Nowy Dom w Lublinie. Ciepła posadka wiceprezesa z pensją ok. 14 tysięcy złotych miesięcznie z kieszeni podatnika miała być nagrodą pocieszenia.
Wilk popełnił jednak kardynalny błąd. W wewnętrznych wyborach, podobnie jak prezydent Białej Podlaskiej Michał Litwiniuk, otwarcie postawił na Martę Wcisło. Choć Wcisło wybory regionalne wygrała, to w zarządzie i w lubelskim ratuszu wciąż karty rozdaje ekipa Żuka. Zemsta nadeszła szybko. Wilk, mimo wzorowego absolutorium i braku jakichkolwiek merytorycznych zastrzeżeń, z dnia na dzień wyleciał ze spółki pod pretekstem „wygaszenia kadencji”. Zdezorientowany biega teraz po zaprzyjaźnionych redakcjach, żaląc się na niesprawiedliwość. Jeden z działaczy KO wprost wylewa żale na łamach ogólnopolskich mediów: „Wojtek przypłacił stanowisko tym, iż otwarcie popierał Martę Wcisło. To nie spodobało się stronnikom prezydenta Żuka. Teraz poczekali i się zemścili. Bardzo nieładnie to wygląda, zaczyna się jazda po bandzie”.
Trzecia Droga do koryta, czyli „fachowcy” z nadania
Żeby cyrk był kompletny, na miejsce wyciętego Wilka w radzie nadzorczej TBS natychmiast wskoczył Paweł Kurek – radny wojewódzki od Hołowni, zaufany człowiek ministry Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z Polski 2050. Kurek z Wilkiem od lat szczerze się nienawidzą z powodów osobistych animozji z czasów wspólnej pracy w Kraśniku.
Smaku sprawie dodaje fakt, iż Kurek w radzie nadzorczej wylądował tuż po tym, jak w atmosferze potężnego skandalu rozstawał się z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska. W kuluarach mówiło się o zwolnieniu dyscyplinarnym za „chodzenie do pracy w kratkę”, choć ostatecznie sprawę zamieciono pod dywan. Teraz ten „wybitny ekspert” będzie kontrolował miejskie budownictwo. Idealny układ: KO wycina swoich, żeby obłaskawić koalicjantów z Trzeciej Drogi i uderzyć we frakcję Wcisło oraz Litwiniuka.
Wojna na komunikatorach. „Cyber-czystki” i usuwanie szefowej
Najbardziej komiczny – i jednocześnie pokazujący poziom mentalny „nowoczesnych” elit z KO – etap tej wojny toczy się jednak w telefonach. Prawdziwym rozgrywającym w Lublinie stał się wiceprezydent Tomasz Fulara, który szykuje się do przejęcia fotela prezydenta miasta w 2029 roku i bezwzględnie buduje swoje wpływy.
Fulara postanowił pokazać, kto tu rządzi w sposób iście cyfrowy. Przejął uprawnienia administratora na oficjalnej grupie partyjnej na popularnym komunikatorze WhatsApp (używanej do koordynacji działań struktur w województwie) i… bezpardonowo usunął z niej nowo wybraną przewodniczącą regionu, europosłankę Martę Wcisło oraz jej najbliższych stronników!
Screeny z tej internetowej czystki lotem błyskawicy obiegły zaprzyjaźnione z władzą redakcje Agory i Onetu, wysyłane tam przez spanikowanych podlaskich i lubelskich działaczy. Wcisło dostała cyfrowego bana od własnego wiceprezydenta miasta. Działacze z jej ekipy, w tym ludzie powiązani z Białą Podlaską, są wściekli i anonimowo pomstują w mediach na totalną anarchię. Oficjalnie oczywiście panuje zmowa milczenia: Wcisło odmawia komentarza, a lubelscy kacykowie nie odbierają telefonów.
Podlaski krajobraz po bitwie
Obraz, jaki wyłania się z tego politycznego bagniska, to esencja rządów „Koalicji 13 grudnia”. Pod hasłami walki o demokrację i praworządność kryje się brutalne, prymitywne wycinanie przeciwników, blokowanie dostępu do informacji, wyrzucanie ludzi z pracy za brak lojalności wobec lokalnego barona i obsadzanie rad nadzorczych skompromitowanymi działaczami koalicjanta.
Oficjalne zaangażowanie Michała Litwiniuka po stronie Marty Wcisło pokazuje, iż Biała Podlaska nie jest bezpieczną wyspą, ale jednym z frontów tej bezwzględnej wojny. Kiedy lokalne koryto robi się za wąskie, „uśmiechnięta Polska” błyskawicznie zamienia się w festiwal donosów, internetowych blokad i podjazdowych walk o przetrwanie. Mieszkańcom Białej Podlaskiej pozostaje jedynie z zażenowaniem przyglądać się, na co ich lokalni liderzy marnują energię, zamiast zajmować się realnymi problemami regionu.
źr. wPolsce24

18 godzin temu













