Horror mieszkańców w powiecie piotrkowskim. „Jesteśmy odcięci od świata”

1 godzina temu

Po malowniczej okolicy rozeszły się krzyki mieszkańców i rozpaczliwe wołanie o pomoc. Sytuacja była podbramkowa – wspomina sołtyska. W każdym innym miejscu w Polsce wystarczyłoby po prostu wyciągnąć z kieszeni telefon i wybrać numer alarmowy. Ta oczywista zasada nie sprawdza się jednak w dwóch miejscowościach powiatu piotrkowskiego.

Sielska cisza czy niebezpieczna izolacja?

Koło wita przyjezdnych ogromem zieleni i sielskim klimatem. Z pozoru miejsce idealne do życia pod większym miastem, kryje jeden spory problem. Mieszkańcy w zasadzie są odizolowani od świata...

– Nie można się z dziećmi skontaktować, dodzwonić się do lekarza… Gdyby pojawiła się potrzeba wezwania karetki, no to jest tragedia - wylicza sołtyska Koła, Aleksandra Szkodzińska-Zajączkowska.

Gdy wjeżdża się do Koła, telefon wskazuje brak zasięgu. Jak przyznają wieloletni mieszkańcy, problem istnieje od zawsze. Dla tych, którzy dopiero się tu sprowadzili, brak łączności okazał się wyzwaniem.

– My mieszkamy tu niecały rok, prowadzimy firmę i nie mogę przeprowadzać żadnych rozmów z klientami. Musiałam zmienić cały system pracy, bo ciągle coś przerywało – opowiada młoda mieszkanka.

Rzeczywistość wymusiła na lokalnej społeczności codzienne rytuały i nowe zwyczaje, które pozwalają na kontakt ze światem. W domach telefonów nie znajdziemy byle gdzie, a rozmawiając nie można wygodnie usiąść na tarasie. Całość przypomina przysłowiowe szukanie wiatru w polu.

– Kiedy wyjdę poza teren mojego podwórka, chcę napisać do córki, iż się spóźnię, to nie mogę. Dopiero jak wyjadę na Przygłów, to dojdzie do niej ta wiadomość – mówi jedna z mieszkanek.

– Widzę często sąsiadkę, która biega z telefonem po ulicy i gdzieś tam przy bramie odnajduje zasięg. No to jest chore, żeby wychodzić z domu w takim celu. Teraz to jeszcze, ale zimą? Ma stać w tym jednym ustalonym miejscu na mrozie? – dodaje mieszkaniec.

Swoją sytuację społeczność Koła określa życiem w budce telefonicznej, bo choćby kiedy telefon wskaże jedną kreskę nie można wziąć jej za pewnik, a ruszenie z miejsca grozi ponowną utratą łączności. Z pozoru problem może być zażegnany rozmowami przez komunikatory internetowe, te jednak możliwe są tylko do momentu, kiedy mieszkańcy są blisko domowego routera. Poza domem i działką telefon w zasadzie traci swoje zastosowanie. Tego zaś w sytuacjach alarmowych nie można już nazwać tylko komplikacją.

– Na jednej z ulic występowała przemoc w rodzinie i mieszkańcy krzyczeli, by wezwać policję. Musiałam biegać po górkach i szukać tego zasięgu, bo nie mogłam się dodzwonić, a była to sytuacja podbramkowa – opowiada Aleksandra Szkodzińska-Zajączkowska.

Sytuacji, kiedy nie można było wezwać pomocy jest więcej. Jak przyznają mieszkańcy, w lesie co jakiś czas dochodzi do wypadków. „Nie ma szans, żeby się dodzwonić na pogotowie” – mówią.

– Jednej z mieszkanek wbiegł dzik na posesję. Ona nie mogła z domu wyjść, bo był bardzo agresywny. Skontaktowała się ze mną przez Messenger, żebym ja spróbowała zadzwonić po pomoc, bo ona nie mogła się dodzwonić – wylicza dalej sołtyska.


Społeczność Koła z sołtyską na czele nie zostawiła tego tematu bez walki o zmiany. W 2020 roku napisali petycje do wszystkich operatorów GSM w sprawie poprawy zasięgu. Zwrócili się także do innych instytucji, które mogłyby pomóc – do pani burmistrz, starosty, posłów, ministerstwa. Co ciekawe, Urząd Komunikacji Elektronicznej przeprowadził tam badanie, które tylko potwierdziło, iż problem istnieje. Monitoring został wykonany metodą „drive test”, a polegał na ocenie jakości usług głosowych i transmisji danych. Dla przykładu u jednego z operatorów wykazano jedynie 38% skuteczności i była to najwyższa z wartości. Potem pojawiło się światełko w tunelu. Na jednej z działek miał powstać maszt, czyli stacja bazowa telefonii komórkowej. Do tej pory jednak inwestycja nie doszła do skutku.

– Postawiono już choćby skrzynkę elektryczną, ale na początku tego roku została rozwiązana umowa. Zmienił się dyrektor i operator stwierdził, iż ze względu na te zmiany, sprawa zostaje odłożona na 2028 rok – tłumaczy sołtyska.

Mieszkańcy gorzko podsumowali całą sytuację, bo po wszystkich staraniach o poprawę warunków, wrócili do punktu wyjścia.

„Jesteśmy odcięci od świata”

Okazuje się jednak, iż dramat mieszkańców Koła nie jest odosobnionym przypadkiem w tej okolicy. Wystarczy przejechać kilkanaście kilometrów, by przekonać się, iż z dokładnie taką samą cyfrową barierą walczy społeczność Łazów Dąbrowa.

– Mamy wrażenie, iż nikt z zewnątrz nie chce się nami zainteresować. Jest tyle firm z antenami, ale nasz łuk to omija. Jesteśmy odcięci od świata – mówi sołtyska, Ewa Kowalczyk.

Jak tłumaczy, mieszkańcy założyli internetowe komunikatory, bo to jedyny sposób na nawiązanie kontaktu. W domach i na podwórkach zaś mają wyznaczone miejsca, w których odnajdą „jedną kreskę”, ale podczas połączenia nie mogą się z nich ruszyć.

– Najgorzej mają osoby starsze, bo tym bardziej, gdy ktoś chodzi o lasce, jak ma iść na pole i szukać zasięgu? – mówi mieszkanka Łazów i dodaje - Zimą, kiedy trzeba zadzwonić do lekarza i czekać na dworze, bo jest się 16 w kolejce do rozmowy, w pewnym momencie i tak rozłącza i trzeba kogoś innego prosić o umówienie wizyty.

Życie bez zasięgu mocno komplikuje tu proste, codzienne sprawy. Po podstawowe zakupy mieszkańcy Łazów muszą jeździć około 7 kilometrów do Milejowa, a młodzież codziennie dojeżdża do szkół w większych miejscowościach. Odcięcie od świata rodzi jednak przede wszystkim strach o bliskich.

– jeżeli trzeba jechać po zakupy i nie możemy się dodzwonić do domowników, to nasza wyobraźnia pracuje, bo nie wiadomo, co się tam dzieje – podkreśla sołtyska.

Problem z zasięgiem odczuwają też ci, dla których telefony i internet są naturalnym środowiskiem.

– Dla młodzieży i dzieci to też są utrudnienia, chociaż gdyby nie te Messengery, to w ogóle byłyby wykluczone. W tych czasach nie ma wytłumaczenia „nie mam zasięgu” – przyznaje Ewa Kowalczyk.

– Tak jest tutaj od zawsze – rozkłada ręce najstarsza z mieszkanek, z którą udało nam się porozmawiać. Można by pomyśleć, iż przez lata ludzie nauczyli się z tym żyć. Jednak w czasach, gdy telefon jest oknem na świat, cyfrowa izolacja rodzi niemałe frustracje i... realne obawy. Najgorzej jest w sytuacjach nagłych.

– Gdyby coś się zdarzyło, to byłby problem, no bo jak zostawić tę osobę poszkodowaną i iść szukać zasięgu – mówi sołtyska i dodaje – W Łazach funkcjonuje ochotnicza straż pożarna, ale w przypadku interwencji i tak najpierw trzeba dodzwonić się do państwowej, która dopiero zadysponuje zastępy.

Mieszkańcy podsumowali rozmowę gorzkim spostrzeżeniem, iż w tych czasach na każdej płaszczyźnie zasięg stał się towarem pierwszej potrzeby, a jego brak to dla nich realne odcięcie od cywilizacji i poczucie, iż o peryferyjnych regionach po prostu zapomniano. Rzeczywistość gwałtownie weryfikuje ich słowa. Wyjeżdżając z Łazów, ekran telefonu jeszcze przez kilkanaście kilometrów bezskutecznie szuka choćby jednej kreski sygnału.

Gmina po stronie mieszkańców

Trudna sytuacja mieszkańców obu miejscowości nie jest obca w Urzędzie Miejskim w Sulejowie. Ponieważ budowa masztów komórkowych leży po stronie dostawców usług, gmina postanowiła szukać różnych rozwiązań: od rozmów z operatorami, przez weryfikację nieruchomości pod kątem powstania masztu telefonii komórkowej, aż po wydanie decyzji dla budowy takiej stacji w Kole. Jak już wiemy, inwestycja nie doszła do skutku.

– Kilka lat temu była wydana decyzja lokalizacyjna dla budowy masztu telefonii komórkowej jednego z operatorów w Kole obok OSP. Tam sprawa została doprowadzona do pozwolenia na budowę, natomiast nie doszło do realizacji inwestycji. Do tej pory ten maszt nie powstał – mówi Piotr Łaszek, naczelnik Wydziału Planowania Przestrzennego i Inwestycji Urzędu Miejskiego w Sulejowie.

W kwietniu 2025 roku urząd zajął się weryfikacją nieruchomości, w zasobach gminy, po to, by zidentyfikować działki, na których można zlokalizować maszt telefonii komórkowej – tymczasowy lub stały. Jak się okazało, na terenie miejscowości Koło znalazło się kilka działek, natomiast w Łazach takich nieruchomości, będących własnością gminy, a mogących posłużyć jako lokalizacje dla stacji bazowej telefonii komórkowej nie ma. Jak tłumaczą urzędnicy, są tam głównie nieruchomości drogowe, które są za wąskie. W tym samym roku do urzędu zgłosiła się firma zajmująca się pozyskiwaniem terenów i obsługą firm telekomunikacyjnych z prośbą o wskazanie lokalizacji pod budowę masztu. Sprawa jednak znowu utknęła po stronie dostawców usług.

– Odpowiedź została skierowana w kwietniu do tejże firmy. Do tej pory nie mamy informacji, czy któryś z operatorów podjął jakiekolwiek działania – wyjaśnia Piotr Łaszek.

W styczniu 2026 roku Urząd Miejski w Sulejowie zwrócił się z prośbą o pomoc do Wiceministra Rozwoju i Technologii. W dokumencie przywołano kilka sytuacji, aby zobrazować, jakie problemy niesie za sobą brak zasięgu. Jeden z najpoważniejszych incydentów wydarzył się, gdy zabłąkany łabędź wleciał w przewody i uszkodził linię energetyczną przebiegającą nad Kołem. W efekcie cała wieś została bez prądu, co automatycznie odcięło ludzi od jedynej alternatywnej formy komunikacji, czyli internetu, który bez zasilania po prostu nie działa. W tym samym czasie w jednym z gospodarstw wybuchł pożar sadzy w kominie. Ogień stwarzał śmiertelne zagrożenie dla domowników, ale z powodu braku łączności nie było możliwości wezwania straży pożarnej. Aby zaalarmować służby, mieszkańcy musieli opuścić miejscowość w poszukiwaniu zasięgu. Choć pomoc ostatecznie dotarła na czas, ta sytuacja pokazała, iż każda minuta zwłoki mogła doprowadzić do tragedii. Jak udało nam się dowiedzieć, do tej chwili odpowiedź z Warszawy nie nadeszła.

Kiedy znikną „białe plamy”?

Z pytaniami o brak zasięgu w Kole i Łazach zwróciliśmy się bezpośrednio do najpopularniejszych dostawców usług komórkowych w kraju. Odpowiedzi udzieliło nam dwóch z nich. Co ciekawe, giganci telekomunikacyjni mówią w tej sprawie jednym głosem – z przesłanych pism wynika, iż obie miejscowości znajdują się na wyjątkowo trudnym terenie. Dla mieszkańców jednak oznacza to jedno: kolejne miesiące czekania.

– Miejscowości te znajdują się na bardzo trudnym, zalesionym terenie i w znacznym oddaleniu od stacji bazowych. Przepraszamy klientów za niedogodności w korzystaniu z naszych usług. w tej chwili realizowane są dokładne, techniczne analizy, jak moglibyśmy poprawić tam zasięg, dlatego na dziś nie mogę podać żadnych konkretniejszych planów – mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik Orange Polska.

Drugi z operatorów przesłał bardziej szczegółową specyfikację techniczną, jednak i w tym przypadku na horyzoncie brakuje konkretnych dat rozpoczęcia prac. Jak wyjaśnia Arkadiusz Majewski, rzecznik sieci Plus, główną barierą w obu przypadkach są rozległe lasy, które skutecznie tłumią sygnał radiowy, zwłaszcza w wyższych częstotliwościach. Operator ma już jednak plany dla tych rejonów. Łazy Dąbrowa, które dziś korzystają z trzech stacji BTS, mają w najbliższym czasie zyskać trzy zupełnie nowe nadajniki wyposażone w pełne warstwy LTE oraz standard 5G. Z kolei w Kole, obsługiwanym w tej chwili przez cztery obiekty, powstanie jedna nowa stacja, a dotychczasowa infrastruktura zostanie rozbudowana o technologię 5G.

– Dziś nie możemy jednoznacznie zadeklarować terminów realizacji wymienionych prac, natomiast inwestycje te wyraźnie poprawią pokrycie i jakość usług naszej sieci w obu miejscowościach, co powinno być wyraźnie odczuwane przez klientów – mówi Arkadiusz Majewski, rzecznik sieci Plus.

Iskrę nadziei w kwestii zmian zostawia także Urząd Miejski w Sulejowie. Samorząd prowadzi w tej chwili rozmowy z dostawcą internetu szerokopasmowego. Według aktualnych zapewnień, do końca roku w Kole powinna pojawić się sieć światłowodowa. Władze gminy traktują to jako alternatywną drogę do poprawy warunków komunikacji w regionie, licząc na to, iż nowoczesne łącze umożliwi m.in. stabilne rozmowy przez Internet. Jednocześnie urzędnicy podkreślają, iż nie porzucają problemu z tradycyjnym zasięgiem komórkowym. Sprawa sieci GSM ma być na bieżąco monitorowana, a gmina zamierza dalej szukać rozwiązań, które trwale poprawią łączność w obu miejscowościach.

Choć techniczne plany rozwoju sieci brzmią obiecująco, dla mieszkańców Koła oraz Łazów Dąbrowa najważniejsze będą efekty tych inwestycji. Do czasu uruchomienia nowych nadajników, codzienne wyzwania – od trudności w nauce i pracy po niepokój o kontakt z najbliższymi – pozostają aktualne. Zdeterminowana postawa lokalnych społeczności pokazuje, iż sprawa nie zostanie odłożona na półkę. Teraz ruch należy do operatorów.

Idź do oryginalnego materiału