Z profesorem Mariuszem Jędrzejko z Wydziału Psychologii WSKZ we Wrocławiu, rozmawiamy o niszczycielskim wpływie urządzeń ekranowych na rozwój dzieci, relacjach międzyludzkich, a także o zakazie telefonów w przedszkolach i szkołach oraz powrocie do życia offline.
Mariusz Z. Jędrzejko
Rozwiń biogramDr hab., prof. WSKZ, pedagog społeczny i specjalny, socjolog, diagnosta i terapeuta uzależnień oraz cyberzaburzeń. Profesor Instytutu Psychologii Wyższej Szkoły Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu. Dyrektor naukowy Centrum Profilaktyki Społecznej. Autor i współautor ponad 200 publikacji, m.in. książek „Cyfrowe dzieci”, „Cyberuzależnienia. Zjawisko, profilaktyka, elementy terapii” i „Cyberzaburzenia. Cyberuzależnienia”. Wspiera inicjatywę Dzień bez Ekranu.
(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Dzień bez Ekranu. Jak wyrwać dzieci z cyfrowej pułapki?)
Rafał Górski: Gdzie jesteśmy?
Mariusz Jędrzejko: Spotykamy się w Józefowie, niedaleko Rawy Mazowieckiej, w gospodarstwie rolnym, gdzie diagnozujemy i leczymy dzieci z cyberzaburzeniami. Otacza nas ponad 600 drzew, które sam zasadziłem. Z tyłu jest winnica, sad aroniowy, orzechy, jabłonie, które posadziłem z pomocą dzieci, które tutaj były leczone. To miejsce wykorzystujące naukę do wsparcia dzieci i dorosłych z uzależnieniami i zaburzeniami – naturalna zieleń obniża poziom kortyzolu, co zmniejsza stres a to daje uspokojenie. Bez tego nie sposób myśleć o sensie życia.
Czemu tutaj przyjeżdżają rodzice wraz z dziećmi?
Dlatego, iż są fatalnymi rodzicami, bowiem zrozumieli, iż sami nie dadzą rady.
Przyjeżdżają i mówią, iż mają problem ze swoim dzieckiem, a tak naprawdę mają problem ze sobą.
Nie wychowali swojego dziecka – nie ukształtowali w nim określonego systemu wartości, nie nauczyli go zasad, nie pokazali reguł, nie powiedzieli, gdzie są granice postępowania.
fot. Rafał GórskiMy tutaj mamy do czynienia z ofiarami rodziców, a nie ofiarami złego wychowania, bo człowieka nie można wychować źle. Wychowanie ma zawsze wartość dodatnią. Wychować można tylko bardzo dobrze albo dobrze, ale źle wychować nie można.
My mamy tutaj dzieci, które są po prostu niewychowane.
Częściowo się z tobą zgadzam, a częściowo nie. Uważam, iż duże korporacje ponoszą za to winę, bo, bo wpuszczają tych rodziców w maliny.
To jest próba poszukiwania winnego. To, iż korporacje dają nam social media, cyfrowe sieci społeczne i najnowsze urządzenia ekranowe, to wcale nie oznacza, iż rodzice muszą je kupować i dawać dzieciom w sposób bezwarunkowy. Nie można winić fabryki, iż produkuje broń. To człowiek jej używa, on jest dysponentem wolnej woli, a nie sprzedawca. Oczywiście masz rację, iż podaż wpływa na popyt.
W XXI wieku rozpoczęto nie tylko ogromną kampanię oddziaływania – czasami choćby podprogowego – na młodego człowieka, ale także dorosłego, i w ten sposób mamy do czynienia z błędem oświeceniowym – władcy Big Tech oraz wielcy menedżerowie i sprzedawcy uznają, iż jeżeli ludzki umysł coś wymyślił, będzie to dobrze służyło człowiekowi, a to jest nieprawdą.
Korporacje rozpędziły nasze życie i wmawiają nam, iż tak musimy żyć: mieć nową grę, nowy laptop, nowy telefon, samochód itp. jeżeli jednak człowiek ma wewnętrznie zakorzenione poczucie, iż wcale nie musi, tylko może, to jest w stanie żyć zgodnie z rytmem zmieniającego się świata.
Ponowoczesność nie jest zła sama w sobie, jej problem polega na tym, iż uznaje płynność i ciągłą zmianę za warunek swojego istnienia. Możemy brać z niej postęp, ale nie cały, nie od razu, nie na raz. To jest właśnie życie z sensem.
Jakie są trzy historie, które szczególnie mocno zapadły ci w pamięć, a które mogą dać do myślenia rodzicom, którzy dają ekrany dzieciom w wieku przedszkolnym?
Pierwszą historię nazwałbym: „Mamy możliwości”. To historia o mamie, pracownicy stołecznej korporacji finansowej, która pracuje zdalnie.
W czasie, kiedy pracuje zdalnie, daje dziecku tablet, a ono zaczyna oglądać jedną bajkę, drugą, trzecią… Kończy się na 11–12 godzinach codziennego oglądania bajek, zasypiania przy bajkach i muzyce, i w rezultacie na całonocnej pracy tego urządzenia, bo inaczej dziecko nie śpi. Wystarczyły trzy lata, żeby matka zrujnowała ośrodkowy układ nerwowy dziecka. Doprowadziła do tego, iż mózg dziecka został zalany morzem przyjemności – dopaminą – i morzem nagród, które tworzą interakcje z dźwiękami i obrazami. Dziecko społecznie nie funkcjonowało. Wszystko, łącznie z kąpielą, odbywało się z tabletem. To dziecko razem z mamą przebywało u nas sześć miesięcy. Pierwsze dni to był armagedon.
Ta historia to apel do rodziców: do czwartego roku życia, jeżeli jesteście fajnymi rodzicami, nie dawajcie dziecku telefona choćby na 10 sekund.
Jeśli chcecie zadzwonić do babci, to podłączcie telefon do dużego ekranu, na przykład telewizora, żeby dziecko nie widziało tego małego urządzenia, niech nie trzyma go w ręku.
Mózg w trybie online. Neurobiologiczne skutki aktywności cyfrowej dzieci i młodzieży Helena Turek
Dzieciom trzeba najpierw pokazać coś innego Jagoda Cieszyńska-Rożek, Olaf Swolkień
Potrzeba było pół roku, aby uspokoić dziecko, ale praca mamy to dalsze dzieciństwo i młodość tego dziecka, gdyż jego mózg nauczył się lawin dopaminy. Z tej historii należy wyciągnąć istotny wniosek – do końca czwartego roku życia dziecko nie może oglądać żadnych cyfrowych ekranów. Dlaczego? Powinniśmy zrozumieć poczwórną naturę oddziaływania urządzeń cyfrowych na mózg dziecka – poprzez obraz, treść, dźwięk i światło niebieskie. To wpływa na mózg dopaminogennie, podobnie jak kokaina.
Druga historia?
Druga historia nosi tytuł: „Nie ma granic”. Ponieważ córka ma 16 lat, rodzice uznali, iż wolno jej zaglądać wszędzie, robić wszystko, opowiadać o sobie w sieci. Doprowadzili do tego, iż stała się niezwykle aktywną osobą w internecie. Wtedy pojawiły się pieniądze i potrzeba ich zdobywania. Razem ze swoim kolegą przerabiała filmiki kobiet i mężczyzn, wykorzystywali ich twarze i wklejali je do zdjęć pornograficznych. Następnie wysyłali wiadomości do tych ludzi i mówili: „Jak zapłacisz, to nie wrzucę tych zdjęć do sieci. Jak nie zapłacisz, to wrzucę”. To był klasyczny szantaż.
Rodzice zwalają wszystko na urządzenia i na Big Techy, które stworzyły te narzędzia, ale to ojciec zapłacił za telefon, to rodzice nie stworzyli granic.
Pracowaliśmy nad tą dziewczyną przez cztery miesiące w systemie ambulatoryjnym – metodą Viktora Frankla – logoterapią. Szukaliśmy sensu życia i ona ten sens znalazła. Teraz jej największym problemem jest to, iż nie wie, jak to naprawić. Ja mówię: „To jest proste. Spotykasz się z osobami, które skrzywdziłaś, patrzysz im prosto w oczy i mówisz: »Przepraszam«. Musisz to zrobić, jeżeli chcesz być uczciwym człowiekiem”. Nie wiem, czy będzie do tego zdolna. Człowiek jest zdolny do czynienia zła, ale ma trudności z przepraszaniem za nie.
Lekcja z tej historii jest prosta – dzieci aktywne w sieci, choćby jeżeli mają 17-18 lat wymagają kontroli społecznej ze strony rodziców. jeżeli ktoś mi mówi, iż to jest zabieranie wolności dziecka, to znaczy, iż nie rozumie, czym jest wolność, bo wymaga ona odpowiedzialności.
A trzecia historia?
Trzecia historia jest o dojrzałej, przepięknej, świetnie wykształconej kobiecie. Wieczorem, kiedy już ogarnęła wszystkie rzeczy w domu, siadała przed ekranem i spędzała czas w social mediach. Gdy mąż chciał z nią porozmawiać, słyszał: „Jestem zmęczona. Czego ode mnie chcesz?”. Doładowywała siebie nie relacją z mężem, przystojnym mężczyzną, tylko cudami, które pojawiają się na ekranie. Kiedy przychodziła godzina 22:00, a mąż ją zapraszał do sypialni, gdzie dzieją się rzeczy normalne w życiu dorosłego człowieka, to ona mówiła, iż jej się nie chce. A więc ekran może działać na wielu poziomach. Obecne tegoroczne amerykańskie badania naukowe mówią o tym, iż telefony odpowiadają za zmniejszoną dzietność i aktywność seksualną u kobiet. Doładowane przyjemnością, nie poszukują innej przyjemności niż ta ekranowa.
Dzisiaj już wiemy, iż przebodźcowanie dopaminą i serotoniną jest jednym z największych zagrożeń dla społecznej natury człowieka.
Jakie masz zdanie na temat ekranów w przedszkolach?
Moje stanowisko jest poparte wiedzą naukową. Otóż maksymalny czas korzystania z ekranów w pracy z dziećmi przedszkolnymi powyżej czwartego roku życia nie powinien przekraczać 20 minut dziennie. Ekrany mogą zostać wprowadzone dopiero na takim etapie, na którym mózg dziecka jest odpowiednio rozwinięty, czyli po 36 miesiącu życia. Inaczej mówiąc – nie wolno dzieciom pokazywać ani telefonów, ani telefonów. Nie dlatego, iż ich mózgi są złe, ani nie dlatego, iż te urządzenia są złe, tylko dlatego, iż nie mają jeszcze w pełni wykształconych długich sieci neuronowych w mózgu. Tam jeszcze jest chaos. Rozłóżmy palce naszych dłoni i połączmy je. W tej pozycji przypominają neurony, które mają pięć połączeń. Przez te połączenia – synapsy – mogą przekazać bardzo dużo informacji. U małych dzieci neurony są połączone tylko jedną synapsą. Później dochodzi druga, trzecia itd. Wraz z rozwojem i gęstością sieci neuronalnych możemy wprowadzać urządzenia ekranowe dzieciom.
To nieprawda, iż ekrany rozwijają kreatywność dzieci. Jest zupełnie inaczej. Dziecko zapamiętuje obrazy, które widzi, a to zwalnia jego mózg od myślenia.
Jeśli zamkniesz oczy, a ja opiszę ci jakiś obraz słowami, to ty ten obraz wyobrazisz sobie inaczej niż ja. Nasze drzewa, karety, sanie, samochody będą inne, bo każdy z nas włącza swoją kreatywność. Gdy czytamy „Lalkę” Prusa, każdy ma swoje wyobrażenie Rzeckiego. Natomiast jeżeli przed przeczytaniem książki obejrzymy film, to Rzeckim w naszej wyobraźni będzie tylko Marek Kondrat.
Ekrany w przedszkolach. Jak lobby cyfrowe uzależnia dzieci Karol Dudek-Różycki, Rafał Górski
Zanim dziecko dostanie telefon, musi umieć czytać i liczyć Jagoda Cieszyńska-Rożek, Rafał Górski
Jak wytłumaczyć fakt, iż dorośli, którzy mają już rozwiniętą sieć neuronów, również uzależniają się od ekranów?
To prawda, jednak skala i ekspresja tego problemu jest zupełnie inna niż u dzieci.
Oddziaływanie na mózg u dzieci i dorosłych jest takie samo, ale reakcje zwrotne u dzieci są dużo bardziej kompulsywne wręcz behawioralne, do tego stopnia, iż choćby potrafią być agresywne fizycznie.
Mama przychodzi do pokoju córki, woła ją na kolację i słyszy: „Zaraz”, za chwilę przychodzi drugi raz i słyszy: „Już idę”, a za trzecim razem słyszy: „Zostaw mnie!”.
Siedemnastoletni chłopiec, któremu tłumaczyłem przy rodzicach, jak będzie wyglądało jego życie z ekranami, zapytał mnie: „Chyba dawno ci nikt nie dał w mordę?”.
Natychmiast chciał pokazać swoją siłę, nie dlatego iż jest zł, ale z obawy o brak doładowania mózgu przyjemnością – to jest jeden z klasycznych objawów przy cyberzaburzeniach. Niefajny, ale w terapii mówimy o faktach a nie emocjach.
Często słyszymy o przebodźcowaniu i mechanizmie dopaminowym. Czy te pojęcia nie są nadużywane do wyjaśnienia większości problemów?
Każde zaburzenie u człowieka wyjaśniamy w sposób naukowy. Wiemy o tym, iż urządzenia ekranowe oddziałują przede wszystkim na przestrzeń mózgu, w której produkowana jest dopamina i serotonina.
Chciałbym zwrócić uwagę wszystkich psychologów i pedagogów, szczególnie tych, którzy diagnozują dzieci, na coraz większą liczbę dzieci z tak zwanym zespołem Aspergera, czyli ze spektrum autyzmu, oraz na dzieci z nadpobudliwością psychoruchową, czyli z ADHD. jeżeli obydwa zaburzenia mają przede wszystkim podłoże genetyczne, jak to jest możliwe, iż dzieci z tymi zaburzeniami przybywa? Otóż dlatego, iż nie ma jeszcze takiej jednostki chorobowej jak cyberzaburzenie, a przecież zachowania dzieci, które są pobudzone ekranami, są bardzo podobne do początkowej fazy zespołu Aspergera. Niestety mamy problem z wpisaniem tej jednostki chorobowej na listę DSM i ICD [dwa główne, współczesne systemy klasyfikacji stosowane do diagnozowania zaburzeń psychicznych i behawioralnych – przyp. red.].
Elektroniczny stres u dzieci: jak rozpoznać problem i co zrobić – praktyczny przewodnik dla rodziców Bogna Białecka
Jakich umiejętności dziecko nie rozwija, kiedy czas przeznaczony na zabawę na świeżym powietrzu, rysowanie lub rozmowę spędza przed ekranem?
Język internetu jest językiem shortowym – czyli krótkich zdań i krótkich informacji, które powodują, iż dziecko traci albo nie rozwija umiejętności budowania myśli i zdań rozwiniętych, jego słownictwo jest ubogie, a przecież wraz z mową kształtuje się nasz stosunek do otaczającego nas świata, poprzez jego analizowanie oraz opisywania. Takie dziecko jest również słabsze psychoruchowo.
Kiedy używamy ekranu, zwykle uruchamiamy tylko mięśnie kciuków, a kiedy chodzimy, skaczemy, pedałujemy, wspinamy się na skałki i płoty, pracują nasze mięśnie i nasze płuca.
Gdy nasze płuca pracują mocniej, mózg jest lepiej dotleniony, a tlen jest podstawowym paliwem dla mózgu.
Długie siedzenie przed ekranem zmienia kulturę jedzenia posiłków i ich jakość. Chcemy coś gwałtownie włożyć do buzi, zamiast usiąść podczas posiłku przy stole. Wracamy do prymitywnego jedzenia naszych przodków, gdy jakiś Johnny w Afryce łapał kawał kości i po prostu ją obgryzał. Przykładem tego jest McDonald’s, który promuje prymitywny sposób jedzenia, a na którym Amerykanie zarabiają. Zresztą mam jednoznaczne zdanie – współczesna kultura amerykańska jest prymitywna, totalnie skomercjalizowana. Dużo bogatsza jest współczesna kultura Maroka, włoska muzyka, francuski film, polski jazz.
Następną umiejętnością, którą traci dziecko, jest kreatywność.
Kreatywność to najlepszy sposób człowieka na samorozwój, ale żeby być kreatywnym, trzeba coś robić, trzeba budować zamki z klocków, a nie zamki myszką na ekranie. Inaczej będziemy mieli inżynierów, ale to będą inżynierowie ułomni, będziemy mieli techników, ale to będą technicy ekranowi z drukarką 3D. Zresztą, czy będą potrzebni technicy w obliczu sztucznej inteligencji? To nieprawda, iż znikną wszystkie zawody, bo są takie, w których robot nie zastąpi człowieka. Robot nie zrobi smacznego kompotu.
Zgaszona iskra wyobraźni: jak telefony tłumią dziecięcą kreatywność Marta Kalfas
Coś jeszcze warto dodać?
Kolejna sfera jest związana z edukacją. Uważam, iż książka jest ciągle podstawowym narzędziem do rozwijania inteligencji człowieka, a narzędzia internetowe mogą je tylko uzupełniać. Otóż czytanie wymaga spokoju. Podczas czytania książki, a nie słuchania audiobooka, zauważamy, iż uczenie odbywa się na kilku płaszczyznach. Kiedy czytam książkę, choćby w milczeniu, to widzę zdanie, a w tym zdaniu jest słowo „że”. Nagle zauważam, iż przed każdym „że” jest przecinek oraz to, iż istnieje „morze” przez „rz” oraz „może” przez „ż”. Książkę można również przeczytać na ekranie, tylko pamiętajmy, iż on emituje światło niebieskie, które produkuje dopaminę. To jest bardzo rozległe zadanie edukacyjne, które musi się zacząć już w przedszkolu.
Przedszkolakom należy podsuwać książeczki zamiast ekranu, czytać, stworzyć atmosferę słuchania. A później krok po kroku aż po dorosłość.
Jest taki przepiękny amerykański film „Masz wiadomość” z Tomem Hanksem. Meg Ryan gra w nim właścicielkę księgarni i czyta dzieciom bajki, a one siedzą i słuchają. Pamiętam swoje przedszkole, w którym czytano bajki. Ja również codziennie czytam bajki swojemu Krzysiowi. Gdy przychodzi godzina 19:00, to on już wskakuje na kanapę i wspólnie czytamy o traktorkach, o kiziach, Pusiu i Guciu itp., a jemu się buzia nie zamyka, bo rozmawiamy, bawimy się, wchodzimy z nim w interakcje społeczne. Natomiast kiedy człowiek siedzi przed ekranem, to nie potrzebuje drugiego człowieka. Jest tylko on i screen.
Z czego wynika to, iż w polskich przedszkolach nie ma już dzieciństwa opartego na zabawie i na czytaniu?
W większości przedszkoli ciągle jest super. W tym roku byłem w kilkunastu przedszkolach, również w przedszkolach Montessori, w których przetrwała klasyka edukacyjno-wychowawcza. Przedszkola jeszcze się jakoś bronią przed cyfrową presją, czego niestety nie można powiedzieć o szkołach.
W szkołach mamy bardzo dużo fajnych nauczycieli, ale wśród nich są również tacy, którzy chcą tylko przyjść do pracy, wyłożyć swoje i pojechać do domu. Ja bym tych ludzi choćby za to nie winił. To jest kwestia systemowa. Żyjemy w państwie policyjnym, a w takim państwie policjant zarabia więcej od nauczyciela.
Mamy bezwstydnie wysokie pensje żołnierzy, policjantów, funkcjonariuszy różnych służb mundurowych. To jest nieakceptowalne z punktu widzenia demokracji. Jak do szkół mamy pozyskać najlepszych, skoro finansowo deprecjonujemy najważniejszy zawód.
Co mówią badania na temat tego, o czym do tej pory powiedziałeś?
Badania mówią jednoznacznie, iż powinniśmy przesuwać jak najdalej w czasie kontakt dziecka z urządzeniami ekranowymi. Aby wspierać prawidłowy rozwój psychospołeczny dziecka, nie należy dawać mu telefonu przed 14. urodzinami. Niestety, dzisiaj 70% uczniów szkół podstawowych ma własne telefony. To jest obłęd.
To jest irracjonalne niszczenie własnego dziecka. Aż trudno uwierzyć, iż rodzice mogą czegoś takiego dokonywać. Nie umiem sobie tego wytłumaczyć.
W wywiadzie dla Tygodnika Spraw Obywatelskich w 2025 roku profesor Manfred Spitzer powiedział, iż dziecko nie powinno dostać telefona aż do 16. roku życia. Tłumaczył, iż gdy dostanie go, choćby na trochę, zacznie się zabawa w ciuciubabkę i będzie chciało częściej korzystać z ekranu.
Na konferencji „Uwaga! telefon” w 2023 roku profesor Manfred Spitzer optował za granicą 14 lat, a dzisiaj 70% dziesięciolatków oraz 99% dwunastolatków ma te urządzenia.
Uważam, iż jedno pokolenie już straciliśmy. Oni będą mieli problem, żeby związać się z drugim człowiekiem, a jeżeli się z kimś zwiążą, to będzie to rodziło bardzo dużo napięć. Na terapii małżeństw mamy już takie pary, które wracają do domu i siedzą w swoich telefonach. Później się kłócą o to, co będą oglądali, a na końcu dzielą się telewizorem. W takim małżeństwie nie ma wspólnotowości. Tam jest tylko bycie razem albo wspólny kredyt.
Czy te słabe psychiki, na które wpływają urządzenia ekranowe, będą zdolne do tego, żeby zostać mężem i żoną? Czy będą zdolne do tego, żeby zostać rodzicami? I jakimi będą rodzicami?
Jeśli utrwalą się w nich te mechanizmy zaglądania do ekranów, to oni nie będą mieli czasu w własne dziecko albo uznają, iż skoro my jesteśmy w ekranie, to małe dziecko też może. To jest pokolenie stracone i słabe wewnętrznie, bo nie daje sobie rady z normalnymi rzeczami na tym świecie.
Pamiętam, gdy w liceum dostałem pięć dwójek jednego dnia. Pan profesor Andrzej Garczarek, wyśmienity polonista, przyniósł sprawdziany, z których dostałem dwóję. Jakoś skomentowałem to głośno w klasie, a on do mnie powiedział: „Zapraszam bohatera” i kazał mi wyrecytować wiersz. Po trzecim wersie dostałem kolejną pałę. Usiadłem w ławce i coś powiedziałem. Profesor to usłyszał i powiedział: „Kolega kilka rozumie” i kazał wszystkim wyciągnąć karteczki. Zrobił nam szybciutką kartkówkę, z której dostałem trzecią pałę, i to wszystko w 45 minut. W 40. minucie lekcji poprosił mnie o zinterpretowanie kawałka tekstu. Wtedy dostałem czwartą pałę. Na następnej lekcji była fizyka. Moja ówczesna dziewczyna, Renata, poprosiła panią od fizyki, żeby mnie nie pytała, bo dostałem cztery pały na polskim, ale przed lekcją Andrzej Garczarek powiedział każdemu nauczycielowi, co ja wywinąłem. I co zrobiła pani od fizyki? Poprosiła mnie do odpowiedzi i dostałem piątą pałę. Z kolejnej lekcji uciekłem, bo dostałbym szóstą. Oni zrealizowali ze mną istotną ideę edukacyjną – jesteśmy dla ciebie mistrzami, szanuj nas, bo chcemy ciebie uczynić lepszym człowiekiem. Dlaczego to mówię – w polskich szkołach przepychamy uczniów do kolejnej klasy. Tak naprawdę 10% ośmioklasistów powinno tę klasę powtórzyć. Ale szkoły tego nie robią, bo boją się ocen kuratorium. To jest takie ponowoczesne kłamstwo.
Czego powinniśmy uczyć dzieci?
Dzisiaj mamy taki świat, w którym nie uczymy dzieci jasnej, czytelnej reguły – nauczyciel jest osobą świętą, z perspektywy twojej przyszłości.
Polscy nauczyciele ciągle są jeszcze dobrzy. Oni nie chcą zrobić z dziecka kotleta mielonego. Dużo wymagają i to jest okej.
Problemem jest Ministerstwo Edukacji i podstawa programowa, która zawiera rzeczy, które nie będą przydatne w życiu. Wymagamy od szkoły, żeby stosowała system jedynkowo-szóstkowy, a przecież oceny nie mają żadnego znaczenia w przyszłości. Nie ma znaczenia, czy ktoś jest szóstkowy czy jedynkowy. Ludzie mają swoje talenty, swoje umiejętności, swoje temperamenty, a polska szkoła nie ma narzędzi, żeby je rozwijać. Ci, którzy są utalentowani, idą do szkół, a później wyjeżdżają z Polski. Mamy ludzi, którzy pracują w Google. Mamy ludzi, którzy pracują w zespołach noblistów w Stanach Zjednoczonych. Ci Polacy nie mieli możliwości kształcenia się w Polsce. Pomijam też istotny fakt będący następstwem kłamstwa akademickiego – w Polsce mamy o 30% uczelni wyższych za dużo.
Na rozmowach rekrutacyjnych słyszę od młodych ludzi: „Ja muszę zarabiać dziesięć tysięcy złotych, bo chcę wziąć kredyt na mieszkanie”. A ja mówię: „Dziecko… dziesięć tysięcy złotych to ja choćby nie zarabiam”.
Oczywiście musi być jeszcze samochód. Ten świat zepsuł dzieci. One nie są wytrzymałe. Gdy szukają nagrody, to nie sieją szczypiorku, nie czekają aż urośnie, nie związują go gumką i nie idą na targ, żeby go sprzedać po 2 złote, bo na to trzeba wysiłku. A tutaj dopaminę dostaje się za darmo, bo to mama płaci za telefon.
Gdy mówię rodzicom, u których dzieci mają wyraźne cyberzaburzenia, iż pierwszą rzecz, którą muszą zrobić, to wyłączyć telefon, słyszę: „Nie mogę mu zabrać telefonu, bo będzie awantura”.
Mówię: „Ale po co zabierać? Pani idzie do operatora i mówi, iż zgubiła telefon i prosi o wyłączenie go z sieci. Gdy dziecko przybiegnie do pani ze skargą, iż telefon nie działa, wtedy sadza je pani na krzesełku i mówi: »Tak, córeczko, nie działa, bo nie działają zasady. Wrócą zasady, będzie działał telefon«”. Rodzice się boją, bo córunia mówi, iż się potnie
Albo mówi, iż jest pod presją rówieśników.
Jeśli w klasie będzie grupa rodziców, która odetnie swoje dzieci od telefonów, to te dzieci zbudują swoją grupę rówieśniczą. jeżeli tylko jeden rodzic wyłączy telefon swojemu dziecku, to masz rację, iż to dziecko zostanie wykluczone z grupy lub będzie poddawane presji. To zaskutkuje zaniżoną samooceną, depresją lub innymi zaburzeniami. To jest dzisiaj problem masowy. Mówiliśmy Przemysłowi Czarnkowi o tym, co trzeba zrobić ze telefonami, ale w ogóle nie chciał z nami rozmawiać. Zwracaliśmy się również do pani Nowackiej, ale ona też nam nie odpowiadała.
Jesteśmy już po ostatecznej decyzji w sprawie zakazu telefonów w szkołach, ale dlaczego nie zrobiono tego dwa lata temu? [30 lipca 2026 roku Prezydent RP Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy o zakazie korzystania z telefonów w szkołach podstawowych oraz zakazie wnoszenia i używania ich przez dzieci w przedszkolach. Zakaz zacznie obowiązywać 1 września 2026 roku – przyp. red.]. Otóż dlatego, iż bano się wyborców. Rytm społeczeństwu, rozwoju społeczeństwa powinny nadawać elity intelektualne, takie jak ksiądz profesor Józef Tischner, Roman Ingarden, Stefan Kisielewski, Aleksander Kwaśniewski, profesor Maria Szyszkowska, dr Jacek Bartosiak, arcyb. Zbigniew Zieliński, profesor Karol Modzelewski, a nie korporacje finansowe.
Dzisiaj nie promujemy elit, ale marnych celebrytów. Przykładem jest polska pedagogika. Co z tego, iż mamy tylu profesorów honoris causa? Jest taki wybitny profesor, który mówi o sobie, iż jest profesorem multi honoris causa. Kiedy umrze, nikt nie będzie pamiętał tego bełkotu, który opowiada, bowiem jego „idee” nie rozwiązują problemów współczesnych dzieci i młodzieży.
W zeszłym roku Ministerstwo Edukacji Narodowej podało do publicznej wiadomości, iż ekrany będą wyeliminowane z przedszkoli. Niestety ta decyzja została zmieniona pod wpływem Rady do spraw Informatyzacji Edukacji, która działa przy ministerstwie. Jej członkami jest kilkunastu specjalistów, którzy uważali, iż usunięcie ekranów z przedszkoli nie jest najlepszym pomysłem. Co ty na to?
Kto z nich jest specjalistą w edukacji wczesnoszkolnej? Kto z nich jest neurologiem? Kto z nich jest psychopatologiem albo psychologiem społecznym? Decyzje edukacyjne muszą być poprzedzane humanum, a nie technology. Natomiast w tej chwili mamy sytuację, w którym technology zwyciężyło humanum.
Każdy komputer w szkole musi być co roku uaktualniany. Żeby utrzymywać sieci informatyczne, potrzebne są serwery o coraz większej przepustowości. Ponieważ świat idzie do przodu, potrzebna jest nieustanna wymiana sprzętu na nowocześniejszy. To jest samonapędzająca się spirala, za czym idą ogromne pieniądze. Po co uczniom tablety zamiast zeszytu? Po co studentom pierwszego roku tablety i laptopy zamiast książek i słuchania wykładowcy? Wiemy już o tym, iż nie jesteśmy w stanie upilnować dzieciaka, który ma dostęp do elektroniki.
Chodzi o to, aby widzieć nie piękne konferencje tzw. rządowych, ale to kim są naprawdę.
Jakie zawodowe kompetencje pedagogiczne ma pani Nowacka, jakie kwalifikacje do kierowania MON ma pan Kosiniak-Kamysz? Żyjemy w puszce ułudy, gdzie mówi się nam, iż Polską rządza profesjonaliści.
To jest co najwyżej druga liga.
Co zrobić, żeby dzieci ukończyły przedszkola w jak najlepszym zdrowiu fizycznym, psychicznym, duchowym? W książce Jonathana Haidta „Niespokojne pokolenie. Jak wielkie przeprogramowanie dzieciństwa wywołało epidemię chorób psychicznych” jest zdjęcie zwykłego placu zabaw, które podpisał: „Szczególnie niebezpieczny plac zabaw Dallas w stanie Texas, rok nieznany”. Haidt pisze, iż dzisiejsze dzieci rzadko dotykają przestrzeni uznanych za niebezpieczne, a których kiedyś my dotykaliśmy na co dzień. Teraz dzieci są oblepione folią bąbelkową. Co ty na to?
Gdy rano Krzyś wychodzi z domu, to biegnie przez ogródek do dziecięcego traktorka. Bawi się kierownicą, próbuje dotknąć drążka, następnie samodzielnie schodzi, ku przerażeniu jego mamy, której mówię tak: „Jak wszedł, to zejdzie, tylko trzeba go obserwować”. Dzieci pod opieką dorosłych muszą dotykać tak zwanych niebezpiecznych rzeczy. Muszą wejść na krzesło, na stół, na drzewo, przeskoczyć przez płot, żeby być sprawne. Nadopiekuńczość, czyli tworzenie wychuchanego i pięknie ubranego dzieciaczka, tworzy z dzieci życiowe kaleki, które niczego nie będą umiały.
A dziecko ma się wywrócić. Ma dotknąć ziemi. Ma taplać się w błotku. To jest naturalna przestrzeń, którą pamięta mózg człowieka, bo my zeszliśmy z drzewa i wyszliśmy na sawannę.
Mózg w obliczu fonoholizmu: analiza przełomowego badania z 2020 roku Aleksandra Lubiniecka
Ponad 600 000 dzieci wymaga takiej czy innej opieki specjalistycznej. Kiedyś zawsze otrzymywały ją w szkołach. Co się stało z opieką psychologiczno-pedagogiczną w szkołach?
Kiedyś opieka specjalistyczna była związana z niepełnosprawnością: słuchową, wzrokową, mowy, intelektualną albo z somatyką.
Jeśli 600 000 dzieci jest pod opieką psychiatrów, psychologów, pedagogów specjalnych i wielu innych maści specjalistów, to musimy sobie zadać pytanie, czy to jest realna zmiana we wnętrzu tych dzieciaków, czy może to jest pochodna tego, co my robimy.
Dziewczynce nie pójdzie egzamin, to ona się tnie. Chłopcu nie pójdzie randka, wraca do domu i mówi, iż nie chce żyć. Nie pracujemy nad wnętrzem dziecka. Jesteśmy przy dzieciach, ale nie jesteśmy razem z nimi. Mamy fajne domy, fajnie wyposażone, czyste samochody, ale mamy brudne głowy.
Człowiek, ze względu na swoją społeczną naturę, potrzebuje innych ludzi – wspólnych posiłków, spacerów, spędzania wakacji. To jest również uczenie dzieci praw i obowiązków.
Chce mieć telefona? Niech jego obowiązkiem będzie zrobienie we wtorek kolacji. Nie będzie robił, to nie będzie miał telefona.
Specjalistów przybywa, buduje się kolejne ośrodki, ale nie rozwiązuje się źródła tych problemów. Ciągle malujemy zardzewiałą blachę. Ładujemy tony lakieru na coś, co wymaga wypalenia kwasem. Gdy dziecko przekracza próg szkoły, rodzice nie powinni mieć nic do powiedzenia na temat sposobu nauczania, bo nie są matematykami, anglistami itp. Nauczyciele to jest klasa ludzi wykształconych, która wie, jak nauczać.
Na konferencji w Rzeszowie pt. „Uwaga! telefon” wspomniałeś o woźnej i o jej roli w życiu szkoły. Mógłbyś rozwinąć ten wątek?
Pochodzę ze środowiska fajnych szkół. Chodziłem trochę do szkoły w Pisarzowicach, w Pile, do szkoły podstawowej w Poznaniu, a później do fantastycznego liceum w Poznaniu, tak zwanej świnki, gdzie pracowali cudowni nauczyciele oraz pani woźna Zosia, która była pedagogiem i psychologiem w jednej osobie.
Gdy pojawił się problem z chłopcami, którzy próbowali palić papierosy w toalecie, to Zosia zaczęła wchodzić z mokrą szmatą do środka. Myśmy wtedy wychodzili z toalety z prędkością światła. Ona rozwiązywała wszystkie problemy. Baliśmy się jej jak ognia. Ona wiedziała, kto jest w kim zakochany, kto ma jakie problemy, kto jest głodny itp.
Była fantastyczną osobą. Po zdaniu matury daliśmy pani Zofii upominek, bo jej zaangażowanie to był inny wymiar pedagogiki.
Co ma zrobić rodzic, kiedy dowiaduje się, iż dziecko regularnie ogląda bajki i godzinami spędza czas przed dużym ekranem w przedszkolu?
Taki rodzic powinien spotkać się dyrektorem placówki i opowiedzieć mu, jak ekrany zaburzają mózg dziecka, a następnie zażądać, żeby go nie niszczono.
Dzieciństwo przyszłości, która już tu jest: wirtualna rzeczywistość w polskich szkołach Marta Kalfas
Po czym rodzice mają poznać, iż jego dziecko jest w dobrych rękach?
Po tym, iż pojawiają się nowe umiejętności społeczne, nowe zainteresowania itp. Dziecko wie, jak coś chwycić, jak coś nazwać.
Sposób prowadzenia przedszkoli Montessori jest imponujący. Tam nie ma ocen, dzieci rozwijają się kreatywnie. Natomiast w placówkach publicznych musi być dyrektor, sekretarka, sprzątaczka, pan konserwator Józek – jak w rządzie.
Jest wiele obłędnych procesów, które biurokratyzują rzeczywistość społeczną. Nie mamy czasu dla uczniów, bo najważniejszy jest papier. Dlaczego? Bo za papier można zostać odwołanym.
Nazywam to wielkim zwycięstwem oświecenia nierozumowego, które wikła człowieka w nieustanny postęp, częścią którego jest pseudopostęp.
W ramach kampanii „Ratuj Dzieci” pomyśleliśmy sobie, iż ostatni dzień lata, który w tym roku przypada 20 września, ustanowimy Dniem bez Ekranu. Co twoim zdaniem musiałoby się stać, aby ten dzień uzyskał dużą popularność w Polsce? Co rodzice ze swoimi dziećmi mogliby w ten dzień zrobić?
Pan premier musiałby powiedzieć, iż 20 września nikt się do niego nie dodzwoni, bo telefony nie będą działały. Prezydent musiałby ogłosić: „Będę pracował, ale proszę do mnie nie dzwonić”. Kilku wielkich celebrytów oraz sportowców musiałoby zrobić to samo. W ten dzień rodzice mogliby pojechać do Puszczy Spalskiej, na taras widokowy Sky Tower we Wrocławiu albo na Cypel Rewski.
Taki dzień bez telefonu powinien być raz w tygodniu. Dzieci właścicieli Big Techów nie ma na Facebooku, nie ma na TikToku, na Messengerze, na Instagramie, bo oni wiedzą, co social media robią z psychiką.
To oznacza, iż nasza psychika, psychika naszych dzieci w ogóle ich nie interesuje.
Adam Alter: Uzależnienia 2.0
W naszym życiu telefon nie jest konieczny. Po prostu musimy zacząć dotrzymywać słowa. To niezwykle ważne. jeżeli umówisz się ze mną na spotkanie pod Big Benem w Londynie w dniu 17 listopada 2027 roku o 11:59, to ja tam będę. Bez żadnego problemu. Kiedyś napisałem list do wybitnego socjologa. Nie odpisał, więc napisałem mu drugi list, iż to jest niegrzeczne. Znalazłem do niego maila i napisałem, iż to jest nieakceptowalne, żeby sławny na całym świecie profesor nie odpisywał zwykłemu doktorowi z Pułtuska. Tego samego dnia dostałem od niego odpowiedź: „Środa, godzina 12:00, Big Ben, Londyn”. A był już poniedziałek. Czyli powiedział mi coś takiego: „Zobaczymy, bohaterze, co teraz zrobisz”.
Wydałem horrendalne pieniądze na bilet do Londynu. Gdy dotarłem na miejsce uzmysłowiłem sobie, iż są tam tysiące ludzi, a ja nie wiem, jak go znaleźć. Miałem przy sobie jego książkę, na której z tyłu było zdjęcie niezwykłego pucybuta. I nagle pomyślałem: „To jest zero-jedynkowe”. Podszedłem pod tę wieżę, a tam siedział elegancko ubrany pucybut. Podszedłem do niego i zapytałem: „Sir Giddens?”. Porozmawialiśmy 20 minut, podpisał się w mojej książce, podał mi rękę i poszedł. To było niezwykłe spotkanie
Gdy wspomniałeś o tym brytyjskim socjologu, to przypomniał mi się filozof Giorgio Agamben. Jeden z najwybitniejszych myślicieli XXI w. powiedział: „Żyję we Włoszech, kraju, w którym gesty i zachowania ludzi zostały całkowicie przekształcone przez wszechobecne telefony komórkowe – urządzenia, do których zapałałem wielką nienawiścią i szczerą odrazą. Ich wpływ na stosunki międzyludzkie jest po prostu niszczycielski”.
Należałoby umieścić ten cytat na wielkich billboardach. Straciliśmy już taki gest jak uśmiech. Nie śmiejemy się, tylko rechoczemy. Już nie dotykamy się po przyjacielsku w ramię. To zostało nam zabrane przez ekrany. Na ekranie widzimy tylko czyjąś twarz, nie widzimy całego ciała. Z tego powodu nie prowadzę w ogóle zajęć online, bo nie wiem, czy student jest w spodniach czy w piżamie. Musimy wrócić do klasycznej akademii. Takiej, w której są mistrzowie. Tak Sokrates wychował Platona, a Platon wychował Arystotelesa. Arystotelesowi już się nie chciało. Uczył Aleksandra Macedońskiego, ale ten poszedł na łajdactwo do Indii. Chciał zdobywać świat. I my chcemy być nie małymi Platonami.
Dzisiaj jesteśmy na takim etapie, iż coraz więcej ludzi staje się takimi Aleksandrami Macedońskimi. Niby zdobywają świat, ale tak naprawdę to nic nie zdobywają. Co z tego, iż imperium Aleksandra sięgało do Indii? Ono się bardzo gwałtownie rozleciało. Dzisiaj budujemy takie imperia w social mediach. Mamy 5000 znajomych na Facebooku, ale czy któryś z tych znajomych odda swoją krew, jeżeli ciężko zachorujesz?
Kto przyjedzie ugotować ci zupę, gdy będziesz w ciężkiej gorączce? Lepiej mieć dwóch czy trzech przyjaciół niż 5000 pustostanów na Facebooku czy na Instagramie.
Wojna domowa, biopolityka i Agamben. Stan wyjątkowy będzie stawał się regułą Mikołaj Ratajczak, Rafał Górski
Jakiego ważnego pytania nikt ci jeszcze nie zadał w temacie dzieci, przedszkoli, wychowania i ekranów i jaka jest na to pytanie odpowiedź?
Czy istnieje jakiś sposób, żebyśmy dokonali samoograniczenia cyfrowego?
My to zrobiliśmy w Józefowie. Wyznaczyłem sobie godziny, kiedy po prostu nie odbieram telefonu. Za kilkanaście dni wyjeżdżam do Włoch – bez telefonu. Przez 20–30 dni będę niedostępny.
Szkoła wylogowana. Dlaczego dzieci nie powinny używać telefonów? Daniel Dziewit
Czy jesteśmy w stanie zdecydować, iż w piątki nie włączamy telewizora, a po powrocie ze szkoły i z pracy odkładamy nasze telefony do szuflady? Czy potrafi to zrobić mama, tata i trójka dzieci? Potrafią, tylko czy będą chcieli?
Big Techy będą coraz silniejsze i będą miały coraz większy wpływ na nasze życie. Jedyne, co może zrobić człowiek, to się samoograniczać, dać im sygnał, iż nie będą nim rządzić.
Czy zauważyłeś, iż za telefony płacimy w cyklu dwóch lat? Nie możemy wziąć sobie abonamentu na rok. Kiedy o tym mówię, to zawsze słyszę, iż chcę wrócić do średniowiecza. Wtedy potwierdzam, iż chcę wrócić do średniowiecza, bo gdyby nie mnisi w klasztorach, którzy przepisywali manuskrypty, nie wiedzielibyśmy, kto to jest Arystoteles, Zenon, nie umielibyśmy rozmawiać o Epikurze i o tym, iż człowiek żyje po to, żeby być szczęśliwym. A na koniec chciałbym polecić każdemu tacie i mamie niezwykła lekturę „Rozmyślania” Marka Aureliusza. Od kilku lat idę jego drogą, jestem stoikiem i żyje nam się nieporównywalnie lepiej.
Dziękuję za rozmowę.

2 godzin temu














