Indonezyjska wyspa Bali co roku przyciąga miliony turystów zafascynowanych legendarnymi krajobrazami ryżowych pól, turkusowej wody i hinduistycznych świątyń. Przeciwwagą dla pięknych widoków są sterty śmieci zalegające na plażach. Co się stało na jednej z najpiękniejszych wysp świata?
Więcej gości to więcej śmieci
Bali przygniecione zostało ciężarem popularności. Od co najmniej dwóch dekad niewielka wyspa podlega gwałtownej urbanizacji, której towarzyszy dynamiczny rozwój wiosek wakacyjnych i luksusowych resortów. To miejsce wygląda pięknie na folderach, rzeczywistość jest nieco inna.
Gospodarstwa domowe i obiekty turystyczne produkują takie ilości śmieci, iż trudno jest je skutecznie zagospodarować. Przede wszystkim brakuje infrastruktury, ale problemem pozostają również nielegalne zrzuty odpadów. Portal Bahasa Indonesia informuje, iż w niektórych wioskach tworzą się już wielometrowe węże śmieci.
Dramat narasta w okresie monsunowym, kiedy nawalne deszcze spłukują zanieczyszczenia do rzek w głębi wyspy, a te niosą je na wybrzeże. Przy liczącej ponad 600 km linii brzegowej spora część tego balastu prędzej lub później kończy w morzu. Dodatkowe dostawy śmieci niesione są prądami morskimi z sąsiednich wysp indonezyjskich. W najgorszym stanie są plaże w południowo-zachodniej części Bali – Kuta, Legian i Jimbaran.
Warto przeczytać również: Kryzys wodny na Bali a przemysł turystyczny
Bali bez gospodarki odpadami
Problem zaśmiecenia jednej z najpopularniejszych wysp świata nie wynika tylko i włącznie ze skali konsumpcji. Jeszcze istotniejszy jest brak rozwiniętego systemu recyklingu i gospodarki odpadami. Istniejące wysypiska są często przepełnione, segregacja jest rzadkością, a w wielu miejscach wciąż praktykuje się otwarte spalanie śmieci.
Australijski portal ABC donosi, iż urzędnicy zapytani o nielegalne wysypiska we wioskach, natychmiast przenoszą śmieci w inne miejsca. Jednocześnie na południowym wschodzie Bali rośnie wysypisko Suwung, które już dziś ma wysokość 10-piętrowego budynku. Rząd Indonezji od lat próbuje je zamknąć ze względu na ogromne ilości metanu wydobywające się ze śmieciowych hałd i duże ryzyko występowania pożarów – ostatni trwał prawie trzy tygodnie, zanim zdołano go ugasić.
Mieszkańców zachęca się więc do samodzielnego zagospodarowywania odpadów, co zwykle kończy się paleniem lub porzuceniem balastu przy drodze.
zdj. Ocetimo/DepositphotosMoże cię zaciekawić: Plaża z widokiem na plastik. Nowe badanie pokazuje, co naprawdę zaśmieca wybrzeża świata
Krajobraz, który straszy
Na południe od Denpasar, głównego miasta Bali, zalega wielka sterta śmieci wydobytych z rzeki. Teoretycznie mają być one przewiezione na wysypisko, ale stamtąd przecież też samoistnie nie znikną.
Zdaniem Gary’ego Bencheghiba z pozarządowej organizacji ekologicznej Sungai Watch śmieciowy kryzys Bali jest wynikiem rozpowszechnienia plastiku. W latach 70. i 80. odpadki były głównie organiczne, a wyrzucanie ich na otwartej przestrzeni było tak powszechne, iż wszystko zawijało się w liście bananowca – opowiada Bencheghib.
Zwyczaj swobodnego pozbywania się odpadów na tyłach domostw pozostał, ale dziś jest problemem, bo wszystko pakowane jest w plastik. Rząd Indonezji planuje rozwiązać sytuację, budując zakład przetwarzający odpady na energię, który miałby powstać w pobliżu wysypiska Suwung. Projekt ma zostać zrealizowany w ciągu trzech lat, ale wszyscy zgadzają się, iż nie uratuje on Bali.
Pomóc ma zakaz stosowania jednorazowych tworzyw sztucznych, a kluczową kwestią pozostaje zmiana sposobu myślenia mieszkańców wyspy. Niestety, segregacja i kompostowanie to koncepcje, które bardzo, bardzo powoli zjednują sobie sprzymierzeńców. A Bali ma coraz mniej czasu w odkopanie się spod gór śmieci.

11 godzin temu














