Od piątku krakowskie media obiegają informacje o tym, iż wśród podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa wykryto także złożone przez osoby, które już nie żyją. Przedstawiciele inicjatywy referendalnej oznajmili, iż to „niepokojące i niebywałe wręcz przypadki”. Niepokojące – na pewno, ale czy niebywałe? Przy okazji każdych wyborów wychodzi na jaw, iż jakiś komitet ma na listach z podpisami poparcia także zmarłych.
Warto uzmysłowić sobie, iż zawsze podpisy zbierane są z dużym zapasem. Chodzi o to, by po weryfikacji nie okazało się, iż podpisów jest za mało – czy to pod listami kandydatów (gdy chodzi o wybory) czy pod wnioskiem o referendum. Kiedy przedstawiciele komitetu inicjującego referendum w Krakowie składali podpisy u komisarza wyborczego, od jednego z krakowskich radnych Prawa i Sprawiedliwości, który przyglądał się temu wydarzeniu, usłyszałem, iż przy okazji każdych wyborów w trakcie weryfikacji odrzucanych jest ok. 30 proc. podpisów. Jak tłumaczył, każda niewyraźna cyfra czy litera powoduje, iż taki podpis nie jest brany pod uwagę. Do tego dochodzą pomyłki w numerach PESEL.
A zmarli? To także norma! Zdaję sobie sprawę, iż to obrazoburcze, ale weźmy przykład z ostatnich wyborów prezydenckich w 2025 roku. Państwowa Komisja Wyborcza znalazła tysiące podpisów obok danych osób, które już nie żyły. Sam komitet referendalnych podał, iż podczas weryfikacji ujawniono co najmniej kilkanaście takich przypadków. Do liczb z wyborów prezydenckich im bardzo daleko.
Niepokojące jest rzeczywiście to, iż dane osób zmarłych były wpisywane na różnych kartach i w różnych odstępach czasu, co – według inicjatorów referendum – jasno wskazuje na działanie celowe. „To nie tylko bezczeszczenie pamięci zmarłych, to próba manipulacji i uderzenie w fundamenty demokracji. Takie działania są niedopuszczalne i muszą zostać jednoznacznie rozliczone” – nie kryli oburzenia inicjatorzy referendum i zawiadomili prokuraturę.
Oni wskazali, iż to ich przeciwnicy chcieli w ten sposób ośmieszyć ideę referendum. Jest też inna możliwość… Publiczną tajemnicą jest to, iż na zbieraniu podpisów można było zarobić, więc może ktoś z licznego grona zbieraczy nie do końca był uczciwy wobec swojego czasowego pracodawcy… Oczywiście zwolennicy odwołania prezydenta się bardzo oburzą na takie wytłumaczenie, ale z kolei zwolennicy Aleksandra Miszalskiego uznają je za całkiem prawdopodobne.
Zmarli popierający kandydatów w wyborach i ogłoszenie referendum, a także pomyłki i niewyraźne liczby czy litery podpisujących żywych to ogromny problem. Zbierający podpisy tak naprawdę nie są w stanie ocenić, czy ktoś przekazuje im dane w dobrej wierze, czy się nie pomylił albo czy celowo ich nie oszukuje. A to składający listy z podpisami biorą za nie odpowiedzialność. Nie pojedyncze osoby składające podpis, ale ci, którzy je składają w organach wyborczych.
Prostej recepty nie ma. Najlepiej byłoby, gdyby ktoś składający podpis osobiście zgłaszał to we właściwym miejscu, a nie na ulicy, czy na jakimś spotkaniu. Wtedy od razu taki podpis byłby weryfikowany. Można by to robić także przez Internet – skoro w taki sposób możemy załatwić wiele spraw urzędowych czy rozliczyć z podatków, to czemu nie mogliśmy wyrazić swojego poparcia dla jakiegoś kandydata czy poparcia dla zorganizowania referendum.
Tyle tylko, iż do tego potrzebne są zmiany ustawowe, a przy tak spolaryzowanej i podzielonej scenie politycznej nie da się tego przeprowadzić. Co jakiś czas będziemy się więc ekscytować zmarłymi wśród list z podpisami poparcia i słuchać wzajemnych oskarżeń, typu: to nie my, to oni.
Grzegorz Skowron

4 godzin temu












![[FOTO] Wielkanocny Festiwal Wiosny w Parku "Lasek"! Przygotowano masę atrakcji!](https://img.czecho.pl/2026/03/wielkanocny_festiwal_wiosny_w_parku_lasek_28_03_2026_3c22.jpeg)