Używają jej naukowcy, ONZ, rządy, firmy i media. Trump zamknie unikatowy projekt?

11 godzin temu

Unikatowa baza danych EM-DAT dokumentuje zagrożenia i katastrofy naturalne na świecie od 1988 roku. Znajdują się tam szczegółowe dane o skutkach ponad 27 tys. takich zdarzeń, a setka dotyczy także naszego kraju. Najbardziej kompleksowa na świecie baza danych o katastrofach jest zagrożona zamknięciem.

Plany zamknięcia projektu tu efekt cięć w amerykańskiej pomocy zagranicznej wprowadzonych przez administrację Trumpa. Chodzi o wspieraną przez USAID bazę danych EM-DAT, która jest wykorzystywana przez tysiące naukowców zajmujących się klimatem oraz decydentów politycznych. Z pewnością niejeden z nas zapyta: „Co nas to obchodzi?”. Jak tłumaczy nam Michał Brennek, naukowiec z Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk (IGF PAN), sprawa jest jak najbardziej poważna.

Od kiedy Donald Trump został prezydentem USA, jego administracja wprowadziła szereg cięć w nauce. Cięcia koncentrowały się przede wszystkim na obszarach związanych z badaniami klimatu. Jak wiemy, Trump i jego współpracownicy są sceptycznie nastawieni do problematyki globalnego ocieplenia. Stąd cięcia w NOAA czy choćby w NASA.

Teraz władze USA biorą się za bazę danych EM-DAT. Baza ta jest jednym z najważniejszych globalnych źródeł informacji o katastrofach naturalnych, a jej działalność finansuje Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID).

Od dekad korzystają z niej naukowcy, ONZ, Bank Światowy, rządy, firmy ubezpieczeniowe czy media. Wszyscy oni analizują trendy dotyczące powodzi, susz, fal upałów, cyklonów, pożarów czy trzęsień ziemi. Dziś jednak przyszłość tej bazy stoi pod znakiem zapytania.

  • Czytaj także: Ile warte jest ludzkie życie? Administracja Trumpa przestaje to liczyć

Czym jest EM-DAT?

Baza EM-DAT została założona przez Uniwersytet w Louvain (UCLouvain). Za jej prowadzenie odpowiada Centrum Badań nad Epidemiologią Katastrof (CRED), działające przy tej uczelni. To najbardziej kompleksowa na świecie otwarta baza danych dotyczących katastrof. Zawiera ponad 27 tys. wpisów. Obejmują one powodzie, burze, trzęsienia ziemi i inne katastrofy. Najstarsze rekordy sięgają 1900 roku.

Szczególnie ważne są dane dotyczące katastrof związanych z pogodą. To właśnie na nich koncentruje się uwaga naukowców. Dane EM-DAT stanowią podstawę tysięcy badań naukowych. Są również wykorzystywane przez administrację publiczną i organizacje humanitarne. Korzystają z nich także badacze analizujący wpływ zmian klimatu na środowisko. W ocieplającym się świecie znaczenie takich danych stale rośnie.

Do czego naukowcy, rządy czy organizacje pozarządowe wykorzystują jej zawartość? Celem jest zapewnienie bezpieczeństwa ludzi. Dane z tej bazy są wykorzystywane do przygotowywania planów gotowości na wypadek katastrof, działań humanitarnych, ograniczania ryzyka i odbudowy.

  • Czytaj także: Kongresmeni alarmują: polityka Trumpa może kosztować życie Amerykanów

To coś więcej niż tylko kronika. „Dajcie mi chociaż zrobić backup”

Od trzech dekad niewielki zespół badaczy z CRED zajmuje się prowadzeniem tej bazy. Jeszcze ją prowadzą, gdyż fundusze wystarczą do końca roku, a potem baza może zostać zamknięta. EM-DAT nie jest czymś, co można określić mianem zwykłej kroniki o historycznym charakterze. Według prof. Niko Speybroecka, epidemiologa i dyrektora EM-DAT, baza stanowi coś więcej niż tylko listę katastrof. Jest ona swoistą „pamięcią” tego, jak zmieniają się ekstremalne zjawiska pogodowe i ich wpływ na ludzi.

– EM-DAT można uznać za światową pamięć o katastrofach. Zawiera informacje o ponad 27 tysiącach katastrof naturalnych i technologicznych. To nie jest tylko baza danych. Dzięki niej można dowiedzieć się, kto został dotknięty katastrofą, kiedy i gdzie ona wystąpiła oraz jakie były jej konsekwencje – mówi dla Carbon Brief prof. Speybroeck

Bez tej bazy naukowcy stracą możliwość analizowania ryzyka zagrożeń związanych z globalnym ociepleniem.

– Jakby naprawdę miało dojść do zamknięcia EM-DAT, dajcie mi chociaż zrobić backup, żebyśmy mieli kopię – mówi w oświadczeniu prasowym Michał Brennek, badacz w Zakładzie Fizyki Atmosfery.

– Kiedy coś się dzieje, czy to nagła powódź na Sumatrze dzisiaj, czy niż Boris uderzający w Dolny Śląsk we wrześniu 2024 roku, EM-DAT to pierwsze miejsce, do którego sięgam, żeby uchwycić skalę zdarzenia i wiedzieć, gdzie szukać dalej, bardziej szczegółowych zapisów – dodaje naukowiec.

  • Czytaj także: Flagowa jednostka NASA do zamknięcia. Znalazła się na celowniku Trumpa

Brak EM-DAT nie jest abstrakcyjnym problemem

Baza danych obejmuje miejsca, gdzie trudno o łatwy dostęp do wiedzy na temat katastrof. Szczególnie w krajach mniej rozwiniętych niż państwa UE czy USA.

– Regiony, które badamy, zwłaszcza Archipelag Malajski, to dokładnie te miejsca, gdzie lokalne dane o skutkach katastrof są rozproszone, w wielu językach, albo po prostu niepubliczne – mówi Brennek pytany przez SmogLab. – Sama Indonezja to ponad 900 wpisów i ponad ćwierć miliona udokumentowanych zgonów w EM-DAT – dodaje.

EM-DAT nie obejmuje jednak tylko odległych regionów świata, jak wspomniany Archipelag Malajski. Jak zaznacza Brennek, obejmuje również to, co działo się w Polsce. Baza zawiera sporo danych dotyczących naszego kraju sięgających 1928 roku.

– Zamknięcie EM-DAT nie jest abstrakcyjnym problemem gdzieś w Belgii. Polska ma w tej bazie blisko sto rekordów sięgających 1928 roku, od powodzi tysiąclecia po niż Boris z 2024 roku – zauważa ekspert.

Brennek zwraca uwagę, iż to jedyne miejsce, w którym nasze katastrofy są opisane tą samą metodą i w tych samych jednostkach co katastrofy w Czechach, Niemczech czy Indonezji.

– Dzięki temu można uczciwie porównywać: jak Dolny Śląsk wypada na tle sąsiednich regionów Czech dotkniętych tą samą powodzią, czy skala strat rośnie z dekady na dekadę, gdzie w kraju ryzyko zmienia się najszybciej. Krajowe statystyki tego nie zastąpią, bo każdy kraj liczy straty inaczej – tłumaczy.

Polska korzysta na tej bazie danych

EM-DAT pełni funkcję swego rodzaju infrastruktury krytycznej dla badań klimatycznych i zarządzania ryzykiem. Dzięki temu można przede wszystkim planować strategię adaptacji do zmian klimatu.

– Warto jasno powiedzieć, czym EM-DAT jest, a czym nie jest. To nie jest narzędzie, które projektuje wały albo wyznacza strefy zalewowe. To baza do szybkiego, wstępnego sprawdzenia: ile podobnych zdarzeń wystąpiło, jakiego były rzędu, czy to jednorazowy wyskok, czy narastający trend – wyjaśnia Brennek.

Brennek podkreśla, iż wartość tej bazy polega na tym, iż dane są już krytycznie sprawdzone, iż ktoś skonfrontował źródła, odrzucił zawyżone liczby i opisał metodę.

– Dzięki temu po kilku minutach wiadomo, czy temat jest istotny i czy warto uruchamiać kosztowne, szczegółowe analizy hydrologiczne albo planistyczne. I to jest problem utrzymywania otwartych baz danych w ogóle. o ile znikną to zostaniemy zalani niezweryfikowaną papką z sieci – tłumaczy nasz rozmówca.

Ta baza jest nam potrzebna, mimo iż raczej nikt z nas o niej nie słyszał. Jak argumentuje Brennek, dla polskich regionów to też konkretna korzyść.

– Samorząd, wojewódzki wydział zarządzania kryzysowego czy zespół planujący adaptację do zmian klimatu rzadko ma własny aparat badawczy. EM-DAT daje im wspólną, sprawdzoną podstawę i to za darmo, a w czasach, gdy decyzje lokalne i regionalne zapadają szybko, często na podstawie pobieżnie czytanych materiałów, taka baza danych chroni przed decyzją podjętą w oparciu o pierwszą popularną liczbie z sieci – wyjaśnia Brennek.

– Utrzymanie tej bazy kosztuje tyle co pojedynczy średni grant badawczy. Pozwolić jej upaść to oszczędność pozorna, której rzeczywisty rachunek zapłacą społeczności najbardziej narażone na ekstremalną pogodę – dodaje.

Działania administracji Trumpa budzą poważne obawy naukowców nie tylko o przyszłość nauki jako takiej, ale wręcz naszego bezpieczeństwa.

– Spieszmy się kochać otwarte bazy danych tak gwałtownie odchodzą… Która będzie następna? – kwituje na koniec Brennek.

Kolejne cięcia Trumpa uderzają w naukę

Już wiemy, iż na bazie EM-DAT się nie kończy.

Jak informuje w tym tygodniu New York Times prezydent USA walcząc z nauką o klimacie podjął się likwidacji wartego 368 mln dolarów systemu obserwacji głębin oceanicznych, który został uruchomiony 10 lat temu.

Celem tego systemu było monitorowanie ekosystemów morskich i wpływających na globalny klimat prądów morskich. Narodowa Fundacja Naukowa oświadczyła, iż wyśle statki, aby rozpoczęły usuwanie ponad 900 głębinowych instrumentów zakotwiczonych u wybrzeży Oregonu czy Alaski.

Naukowcy wykorzystywali dane z tego systemu, aby zrozumieć, w jaki sposób ocean pochłania gazy cieplarniane z atmosfery i jak zmiany temperatury oceanu, takie jak morskie fale upałów mogą wpływać na rybołówstwo.

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/columbo.photog

Idź do oryginalnego materiału