30 stycznia Departament Sprawiedliwości upublicznił 3 miliony stron nowych dokumentów dotyczących sprawy Jeffreya Epsteina. To temat budzący ogromne oburzenie, również u nas, bo w aferze nie brakuje polskich wątków. Premier Donald Tusk zapowiedział powołanie zespołu analitycznego i możliwe rozpoczęcie śledztwa. O aktach mówi się na całym świecie, a opinia publiczna domaga się odtajnienia kolejnych. Donald Trump ma jednak inne zdanie na ten temat, co stanowczo przekazał w rozmowie z dziennikarzami.
Jeffrey Epstein unikał sprawiedliwości. Prawniczka wyraziła wątpliwości ws. akt
Jak przypomina brytyjski "Guardian", co cytuje serwis TVN24, amerykański Departament Sprawiedliwości miał obowiązek ujawnić wszystkie akta śledcze dotyczące Jeffreya Epsteina do 19 grudnia 2025 roku. Ostatecznie odtajniono je 30 stycznia br., ale gazeta zwraca uwagę, iż potencjalnie w ukryciu wciąż mogą pozostawać miliony dokumentów. Prawniczka specjalizująca się w walce o prawa kobiet, dr Ann Olivarius, w wypowiedzi dla "Guardiana" skomentowała, iż dalej nie wiadomo, jak miliarder unikał sprawiedliwości aż do 2019 roku.
– Mamy mnóstwo dokumentów potwierdzających deprawację Epsteina. Brakuje nam jednak akt dotyczących jego immunitetu – zaznaczyła dr Olivarius. – Pytanie brzmi nie tylko "kto był na pokładzie samolotu Epsteina?", ale "kto wykonywał telefon, który wstrzymał śledztwo w 2007 roku?".
Prawniczka wskazała, iż odtajnienie dokumentów nie jest kompletne w przypadku, gdy "mówi nam coś o przestępcy, ale nic o tym, kto otaczał go parasolem ochronnym". I wyraziła wątpliwości dotyczące kolejnych akt śledczych, które według Departamentu Sprawiedliwości są duplikatami, dokumentami nieistotnymi lub niezwiązanymi ze sprawą.
– Jako prawnik, który poświęcił swoją karierę walce o transparentność w sprawach nadużyć systemowych, mam co do tego podejrzenia – oceniła.
Donald Trump o aktach Jeffreya Epsteina. Nie chce już o tym słyszeć
Upublicznione akta ujawniły siatkę kontaktów Jeffreya Epsteina. Nie są one aktem oskarżenia ani dowodem w sprawie, nie wszystkie są też zweryfikowane, ale znajdują się w nich wielkie nazwiska. W dokumentach pojawia się m.in. nazwisko Donalda Trumpa (i to podobno ponad 1000 razy). Prezydent USA twierdzi, iż Epstein zmówił się z dziennikarzem Michaelem Wolffem, co według niego miało doprowadzić do jego przegranej w wyborach. Powtórzył to we wtorek.
– To jest jedyna rzecz w dokumentach o mnie. Jest tam dużo bardzo złych rzeczy na temat demokratów (...). Jest tam wielu demokratów, którzy są bardzo zaangażowani w sprawę Epsteina – komentował.
Następnie Trump stwierdził: – Trzeba wrócić do rządzenia krajem. Gdy Epstein żył, nikt się nim nie interesował. Gdy nie żyje, interesują się nim. Ale to tak naprawdę problem Demokratów. To nie jest problem Republikanów.
Trump zapytany o Clintonów. Mówi o "hańbie"
Amerykański prezydent stwierdził jeszcze, iż jego zdaniem "naprawdę już czas, by kraj zajął się czymś innym". Gdy zaś dziennikarze zapytali go o Billa i Hillary Clintonów, którzy wyrazili zgodę na złożenie zeznań w sprawie Epsteina przed komisją do spraw nadzoru Izby Reprezentantów, skomentował to w następujących słowach:
– Szczerze mówiąc, uważam, iż to hańba. Zawsze go lubiłem. A ona to bardzo zdolna kobieta. Była lepsza w debatach niż niektórzy inni. Powiem wam, iż była mądrzejsza, mądra kobieta.
Donald Trump przekazał jeszcze, iż "nie powinien się tak czuć", ale jest mu "przykro, iż oni muszą przez to przechodzić".
Prezydent USA zaatakował dziennikarkę. Zapytała o ofiary Epsteina
Dziennikarka CNN Kaitlin Collins zapytała Donalda Trumpa o to, co powiedziałby ofiarom. To wyprowadziło go z równowagi. Zwrócił się bezpośrednio do niej, mówiąc: – Jest pani najgorszą reporterką. Nic dziwnego, iż CNN nie ma oglądalności przez takich ludzi, jak pani.
– Jest pani młodą kobietą, a chyba nigdy nie widziałem, żeby się pani uśmiechała. Powinna się pani wstydzić – mówił. Stwierdził też, iż Collins nie uśmiecha się, bo "wie, iż nie mówi prawdy i jest w bardzo nieuczciwej organizacji".

2 godzin temu





