Błękitne (czyli demokratyczne) tsunami, kóre zmiotło Republikanów w USA, u polskiej prawicy wywołało syndrom wyparcia i dysonans. Zamiast refleksji nad klęską swojego ideologicznego patrona zza oceanu, szef prezydenckiego
Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz ogłosił, iż upadek partii Trumpa to... "memento dla Donalda Tuska".