Ropa tanieje po pauzie w wojnie. Trump: prosili mnie, żebym nie atakował Iranu

dzienniknarodowy.pl 9 godzin temu
Zdjęcie: Ropa tanieje po pauzie w wojnie. Trump: prosili mnie, żebym nie atakował Iranu


Baryłka Brent potaniała w poniedziałek o 8,7 procent, gdy Waszyngton drugą noc z rzędu wstrzymał uderzenia na Iran, a Teheran zasygnalizował, iż sam również zawiesi ataki w regionie. Pauzę prezydent Donald Trump wytłumaczył krótko: „Wszyscy, którzy zajmują się Iranem, prosili mnie: nie atakuj”. Rynek jednak nie uwierzył w trwały spokój. Bezpośrednich rozmów wciąż nie ma, a cieśnina Ormuz stoi niemal pusta.

Gwałtowny zjazd notowań

W poniedziałek notowania surowca runęły. Brent oddał 8,7 procent, a rynkowa nerwowość z poprzednich dni ustąpiła miejsca ostrożnej uldze. Wtorkowy poranek przyniósł już tylko kosmetyczne ruchy: wrześniowy kontrakt na Brent kosztował około 87,5 dolara za baryłkę i tracił niespełna procent, amerykańska WTI schodziła w okolice 82 dolarów. Skala poniedziałkowego spadku pokazuje, jak mocno w cenę surowca wkalkulowana była groźba odcięcia dostaw z Zatoki Perskiej.

Trump wstrzymał uderzenia

Zwrot przyszedł z Białego Domu. Amerykanie po raz drugi z rzędu odpuścili nocne bombardowania irańskich celów. Ambasador USA przy ONZ Mike Waltz przekazał, iż prezydent chce zostawić pole dyplomacji i „daje rozmowom trochę przestrzeni”. Sam Trump ujął to po swojemu: „Wszyscy, którzy zajmują się Iranem, prosili mnie: nie atakuj”. Cierpliwości jednak nie zadeklarował. Zapytany, ile czasu daje negocjacjom, odparł: „Niewiele. Albo wszystko pójdzie szybko, albo wcale”. W rozmowie z serwisem Axios ostrzegł, iż jeżeli dyplomacja zawiedzie, Waszyngton wróci do twardych działań zbrojnych.

Teheran nie chce rozmów o rozmowach

Ze strony irańskiej popłynął chłodny sygnał. Rzecznik tamtejszego MSZ Esmail Baghaei zaprzeczył, jakoby to Teheran zabiegał o kontakt z Waszyngtonem, i podkreślił, iż Iran nie pozwoli Amerykanom decydować, kiedy konflikt się kończy. Pośrednicy wciąż przekazują komunikaty między stolicami, ale bezpośrednich negocjacji brak. Dla rynku to różnica kluczowa: pauza w ogniu nie pozostało rozejmem, a tym bardziej porozumieniem.

Ormuz wciąż zakorkowany

Najlepszym barometrem realnego ryzyka pozostaje ruch statków. W poniedziałek przez cieśninę Ormuz przepłynęły zaledwie cztery jednostki, czyli obraz szlaku niemal zamkniętego. Tędy w normalnych czasach przechodzi około jednej piątej ropy, jaką świat zużywa, więc każdy dzień paraliżu odbija się na globalnej podaży. Ożywił się za to alternatywny szlak przez cieśninę Bab al-Mandab, którą tego samego dnia pokonało 25 statków handlowych, część z rosyjską ropą na pokładzie.

Ostrzeżenie handlowców

Rynek nie daje się ponieść optymizmowi. Jak ocenił Scott Shelton z TP ICAP Group, „nie sądzę, żeby problem Bliskiego Wschodu został rozwiązany”. Handlowcy wiedzą, iż wystarczy jedna nieudana tura mediacji albo kolejny incydent na wodach Zatoki, by notowania w kilka godzin odrobiły cały poniedziałkowy zjazd.

Dlaczego to ważne dla Polski

Cena baryłki na londyńskiej i nowojorskiej giełdzie nie jest odległą abstrakcją. To ona, obok kursu dolara, przekłada się później na ceny na polskich stacjach i na koszty transportu, który winduje ceny niemal wszystkiego. Gwałtowne skoki notowań ropy oznaczają też presję inflacyjną, z którą polska gospodarka mierzy się od lat. Właśnie dlatego dywersyfikacja dostaw i odejście od rosyjskiego surowca miały sens strategiczny: chodziło o to, by wstrząs na drugim końcu świata nie rozstrzygał o cenie polskiego tankowania. Poniedziałkowa ulga jest realna, ale krucha, a stawką pozostaje spokój, którego nad Zatoką Perską wciąż nie ma.

Źródło: Money.pl

Idź do oryginalnego materiału