Prewencyjne uderzenie Izraela na cele w Iranie natychmiast postawiło rynki surowcowe w stan najwyższej gotowości. Teheran to jeden z kluczowych producentów ropy naftowej na świecie i strażnik strategicznego szlaku transportowego. Każda eskalacja w tym regionie oznacza ryzyko dla globalnych dostaw energii, a w konsekwencji dla cen paliw na stacjach.

Fot. Pixabay
Choć weekendowe zamknięcie giełd wstrzymuje bezpośrednią reakcję inwestorów, napięcie jest wyraźne. Rynki czekają na poniedziałkowe otwarcie notowań ropy, które może przynieść gwałtowne ruchy cen.
Iran jako najważniejszy gracz rynku ropy
Iran należy do grona najważniejszych producentów ropy naftowej. Szacuje się, iż wydobywa od 3,3 do 3,5 mln baryłek dziennie, co odpowiada za około 3 proc. światowej podaży. Mimo sankcji utrzymuje rozbudowaną sieć eksportową, a głównym odbiorcą jego surowca pozostają Chiny.
Większość irańskiej ropy trafia na rynki przez terminal na wyspie Charg. Każde zakłócenie w tym punkcie może gwałtownie odbić się na globalnych bilansach surowcowych.
Jednak jeszcze większe znaczenie ma geografia. Iran kontroluje północne wybrzeże cieśniny Ormuz. To przez nią przepływa około jedna piąta światowego handlu ropą. W skrajnym scenariuszu próba ograniczenia żeglugi w tym wąskim gardle mogłaby wywołać szok cenowy na skalę globalną.
Rynki wstrzymują oddech
Ponieważ atak nastąpił w sobotę, inwestorzy nie mogli natychmiast zareagować na parkietach w Chicago czy Londynie. Handel ropą i złotem ruszy ponownie dopiero w niedzielę późnym wieczorem czasu polskiego.
Jedynym aktywem handlowanym bez przerwy są kryptowaluty. W pierwszych godzinach po informacjach o ataku bitcoin notował spadki, co sugeruje odpływ kapitału od bardziej ryzykownych instrumentów.
Analitycy wskazują, iż najważniejsze będzie to, czy odpowiedź Iranu obejmie infrastrukturę energetyczną w regionie oraz czy konflikt rozszerzy się na inne państwa Zatoki Perskiej.
Najczarniejszy scenariusz
Największe obawy budzi możliwość zakłócenia transportu przez cieśninę Ormuz. Przez ten akwen przepływa nie tylko ropa, ale także skroplony gaz ziemny z Kataru, istotny dla Europy.
Trwałe wyłączenie z rynku choćby miliona baryłek dziennie mogłoby podnieść ceny ropy o kilka dolarów na baryłce. W przypadku blokady strategicznego szlaku wzrosty mogłyby być znacznie większe.
Wyższa cena ropy to niemal automatycznie wyższe ceny paliw. A to oznacza presję inflacyjną i droższy transport, produkcję oraz usługi.
Co to oznacza dla kierowców i gospodarki
Jeśli ceny ropy wyraźnie wzrosną, podwyżki na stacjach paliw mogą pojawić się w ciągu kilku tygodni. W przeszłości podobne napięcia geopolityczne podnosiły ceny benzyny i diesla choćby o kilkadziesiąt groszy na litrze.
Dla gospodarki oznacza to ryzyko ponownego wzrostu inflacji. Wyższe koszty energii przekładają się na ceny żywności, usług i transportu. W krajach takich jak USA może to dodatkowo wpłynąć na decyzje banków centralnych dotyczące stóp procentowych.
Pierwsze wyraźne sygnały z rynku pojawią się wraz z otwarciem notowań kontraktów terminowych na ropę. Do tego czasu świat obserwuje rozwój wydarzeń w Teheranie i Tel Awiwie, wiedząc, iż od kilku decyzji politycznych może zależeć poziom cen paliw na całym globie.

3 godzin temu