
– Wielu kierowców z nadzieją patrzy w stronę rządu, licząc na powrót programu „Ceny Paliw Niżej” (CPN). Trzeba jednak podkreślić, iż powtórka tego scenariusza jest na ten moment mało prawdopodobna. Minister Energii Miłosz Motyka co prawda potwierdził, iż resort pracuje nad planami awaryjnymi, ale jednocześnie postawił sprawę dosyć jasno. Aby program CPN wrócił, musielibyśmy doświadczyć całkowitego zablokowania Cieśniny Ormuz. To przywróciłoby ceny ropy do poziomów, które obserwowaliśmy w marcu czy kwietniu – mówi Stajniak.
Jak dodał, zamiast kosztownych dopłat Ministerstwo Energii ma rozważyć w przyszłości wdrożenie mechanizmu, który zmusi stacje paliw do zmiany polityki cenowej. Tłumaczy, iż chodzi o to, by detaliści nie podnosili cen natychmiast po tym, jak ceny na giełdzie wzrosną. Jednocześnie powinni szybciej reagować obniżkami, gdy sytuacja geopolityczna się ustabilizuje.
– Podobne rozwiązania zostały wprowadzone w innych krajach. Niemniej na ten moment jest to jednak pieśń przyszłości. Najbliższe tygodnie na stacjach upłyną pod znakiem walki o utrzymanie cen poniżej barier, których przekroczenie uderzy wszystkich po kieszeni – wyjaśnia wicedyrektor w XTB.
Geopolityka znów miesza przy dystrybutorze
Tymczasem ostatnie dni na polskich stacjach paliw to bolesne zderzenie z geopolityczną rzeczywistością. Eskalacja napięcia na Bliskim Wschodzie i wzajemne ataki rakietowe między USA a Iranem błyskawicznie przywróciły na rynek nie tyle premię geopolityczną, ile tzw. premię wojenną. W efekcie na wielu stacjach w całej Polsce cena benzyny 95 zdążyła już przebić psychologiczną barierę 7 zł za litr. Choć sytuacja budzi niepokój, chłodna analiza faktów i rynkowych opinii sugeruje, iż scenariusz totalnego chaosu wciąż nie jest na ten moment rozważany przez inwestorów.
– najważniejsze dla portfeli kierowców pytanie brzmi: jak wysoko może wzrosnąć cena surowca? Baryłka ropy naftowej Brent w szczytowym momencie testowała choćby 87,5 dolarów, choć zaraz na początku lipca testowany był poziom 70 dolarów za baryłkę. w tej chwili sytuacja jest jednak daleka od paniki, którą obserwowaliśmy wiosną, a ropa Brent powróciła poniżej 85 dolarów za baryłkę po ostatnich komentarzach Donalda Trumpa – mówi Michał Stajniak.
Stany Zjednoczone przywróciły blokadę morską dla Iranu. Iran z kolei odpowiada punktowymi atakami na tankowce. Mimo to transport przez Cieśninę Ormuz przez cały czas się odbywa, choć jest mocno ograniczony.
– Rynek jest w tym momencie zgodny. jeżeli przepływ statków zostanie utrzymany, a konflikt nie wejdzie w fazę ekstremalnej eskalacji, na przykład poprzez fizyczne zajęcie irańskiej wyspy Kharg z jej terminalem naftowym, wzrosty cen ropy powinny zatrzymać się przed trzycyfrowym poziomem 100 dolarów za baryłkę – prognozuje Stajniak.
Jak dodał, wyciszeniu negatywnych nastrojów sprzyja też zaskakująca wolta Donalda Trumpa.
– Amerykański prezydent wycofał się ze swoich wcześniejszych zapowiedzi obciążania statków handlowych 20-proc. opłatą za ochronę militarną. Zamiast tego USA chcą być „gwarantem bezpieczeństwa” w Zatoce Perskiej w zamian za korzystne umowy handlowe i inwestycje ze strony tamtejszych szejków. To pragmatyczne podejście, które zdejmuje z rynku część spekulacyjnej presji, choć jednocześnie nie gwarantuje pełnego zamknięcia Cieśniny Ormuz – mówi wicedyrektor Działu Analiz XTB.
Sytuacja spokojniejsza, a polski konsument przez cały czas widzi wyższe ceny paliw
W jego ocenie, z perspektywy polskiego konsumenta sytuacja wygląda jednak na nieco przerysowaną i mamy do czynienia z rynkowym paradoksem. w tej chwili baryłka ropy kosztuje około 325 zł. W marcu jej cena zbliżała się do 450 zł. Można by się spodziewać, iż w rezultacie kierowcy zobaczą znacznie niższy rachunek podczas tankowania.
– Mimo to, patrząc na hurtowe ceny prezentowane przez Orlen, jesteśmy zaledwie około 10 groszy na litrze poniżej marcowych szczytów, z obecnym poziomem cenowym 5,64 zł za litr benzyny 95. Nieco mniejsze wzrosty nastąpiły w przypadku ceny hurtowej oleju napędowego, choć właśnie na tym rynku występuje największy problem niedoboru – stwierdza ekspert. – To pokazuje, iż marże i oczekiwania na możliwe zwiększenie podatków dla spółek paliwowych gwałtownie skonsumowały wcześniejsze spadki. Gdzie leży kres cierpliwości kierowców? Wszystko wskazuje na to, iż granicznym poziomem, przy którym presja społeczna zmusi rząd do radykalnych kroków, będzie 8 zł za litr oleju napędowego. Dopiero ten pułap może realnie zmusić Ministerstwo Finansów do ponownego cięcia akcyzy lub obniżenia podatku VAT.
A dlaczego rząd tak bardzo wzbrania się przed reaktywacją tarczy? Według Michała Stajniaka wszystko przez budżet. Dotychczasowy program „Ceny Paliw Niżej” kosztował państwo około 5 mld zł.
– Z drugiej strony nie można odmówić mu skuteczności. To dzięki niemu inflacja nie wyrządziła większych szkód konsumentom i ostatecznie za czerwiec wyniosła zaledwie 2,5 proc., idealnie wpisując się w cel inflacyjny NBP. Niestety, powrót do pełnej, 23-proc. stawki VAT na paliwa z początkiem lipca, w połączeniu z obecnymi zawirowaniami na Bliskim Wschodzie, niemal na pewno zepsuje te statystyki – dodaje wiceprezes XTB.
Michał Stajniak przewiduje, iż inflacja za lipiec prawdopodobnie ponownie przebije poziom 3 proc. Mimo to NBP nie podejmie jeszcze żadnych działań, bo taki odczyt zmieści się w granicach odchyleń od celu inflacyjnego.
Przeczytaj także:
- Od badań astronautów po ekonomię. Uczelnie chcą wejść mocniej w sektor kosmiczny
- Rynek najmu ma nowy instytut. Dane pokazują, czego boją się właściciele i najemcy
- Reforma ETS nie obniży rachunków przemysłu. Forum Energii ma inną receptę
- Jedna ciężarówka zabierze więcej ładunku. Kolej pyta, kto zapłaci za skutki

4 godzin temu













