Mieli być przyjmowani jak VIP-y, a nie zwykli pacjenci - w taki sposób Wirtualna Polska określa sytuację radnych Koalicji Obywatelskiej, którzy korzystali z usług jednej z przychodni w Piasecznie. Politycy mogli liczyć m.in. na badania bez kolejki, pomoc w załatwieniu skierowania do specjalistów "na cito" oraz recepty przepisywane od ręki.
Radni KO traktowani w przychodni jak VIP-y. Media o kolejnej aferze

Miejskie Centrum Medyczne (MCM) w Piasecznie to publiczna przychodnia utworzona przez tamtejszą Radę Miejską. Placówka podlega nadzorowi burmistrza oraz Rady Społecznej, której członków wybierają radni. Placówka zatrudnia około 170 osób, ma cztery przychodnie i opiekuje się blisko 26 tysiącami pacjentów.
Jak ustaliła Wirtualna Polska, dochodziło tam do licznych nieprawidłowości. "Jak twierdzą pracownicy przychodni, obok oficjalnego systemu zapisów, w latach 2024-2025 funkcjonować miał w niej również nieformalny kanał dostępu do lekarzy" - opisuje portal, dodając, iż korzystać miała z niego grupa lokalnych polityków Koalicji Obywatelskiej, która sprawuje władzę w Piasecznie.
ZOBACZ: Szpital w Mogilnie i "doktor od 26 tys. zł za godzinę". Wybuchła polityczna awantura
Portal przekonuje ponadto, iż politycy KO znajdują się w Radzie Społecznej przychodni.
Piaseczno. Politycy KO traktowani jak VIP-y, a nie zwykli pacjenci
Politycy mieli być zapisywani na wizyty lekarskie z pominięciem oficjalnej drogi oraz bez zachowania kolejności obowiązującej zwykłych pacjentów - twierdzi WP, powołując się na anonimowego sygnalistę. Jego zdaniem radni mieli zwracać się bezpośrednio do kierownictwa, aby załatwiono im rejestrację na szybsze terminy.
- Kiedy nie mogli dodzwonić się do kierownik przychodni, kontaktowali się z jej asystentką. Gdy ta nie odbierała, wydzwaniali do rejestracji, domagając się zapisu na szybsze terminy. Wszystkie rozmowy telefoniczne są rejestrowane, więc można to zweryfikować. Narodowy Fundusz Zdrowia powinien przeprowadzić kontrolę, która pokaże, czy dochodziło do nadużywania wpływów - opisywał rozmówca, który był uczestnikiem zdarzeń i ich świadkiem w latach 2024-2025.
ZOBACZ: 8 tys. złotych za informację o zarobkach lekarzy. "Do tego koszty papieru, prądu"
- Recepty czy skierowania załatwiano choćby SMS-ami, podczas gdy inni mieszkańcy musieli czekać w kolejce - podkreślił sygnalista, dodając, iż personel miał obawiać się odmawiania wpływowym pacjentom. - Traktowano nas tak, jakbyśmy byli ich prywatną służbą zdrowia - powiedział.
Piaseczno. Radni KO mieli być zapisywani "bez kolejki"
Recepcjonistka Agnieszka Krzaczek, która pracowała w placówce w Piasecznie od października do grudnia 2024 r. potwierdziła, iż "kazano jej zapisywać radnych bez kolejki".
- Była taka sytuacja, jak zaczęłam pracę. Pani kierownik wezwała nas, dziewczyny z rejestracji, do gabinetu. Powiedziała, iż wcześniej pojawił się radny, który chciał zostać zapisany do konkretnej lekarki, ale jego oczekiwanie nie zostało spełnione. Nie byłam świadkiem wizyty radnego, bo nie miałam wtedy dyżuru, ale przekaz był bardzo wyraźny - relacjonowała, dodając, iż zapisy dotyczyły lekarki cieszącej się dużym zainteresowaniem pacjentów.
ZOBACZ: Pół miliona w dwa miesiące. Ujawniają zarobki lekarza rekordzisty z Ciechanowa
Burmistrz Piaseczna Daniel Putkiewicz zaprzeczył, aby był informowany o przypadkach omijania kolejek w miejskiej przychodni. "Nic mi nie wiadomo o konkretnych przypadkach korzystania przez radnych lub inne osoby pełniące funkcje publiczne z nieformalnych ścieżek dostępu do świadczeń medycznych w MCM Piaseczno. Wszyscy wiedzą, iż jestem przeciwnikiem oczekiwania specjalnego traktowania ze względu na pełnione funkcje czy zajmowane stanowisko" - napisał w przesłanym do redakcji stanowisku.
"Jesteśmy do dyspozycji o każdej porze". Nieprawidłowości w kolejnej placówce
Według portalu wśród osób korzystających z nieformalnych kanałów kontaktu z personelem mieli znajdować się m.in.: przewodnicząca Rady Miejskiej w Piasecznie Katarzyna Wypych, przewodniczący Rady Powiatu Piaseczyńskiego Krzysztof Kasprzycki oraz radny miejski Piotr Sędziak. Cała trójka zaprzeczyła tym doniesieniom w przesłanych do portalu oświadczeniach.
Sygnalista wskazał, iż Wypych miała wielokrotnie załatwiać sprawy zdrowotne za pośrednictwem bezpośrednich kontaktów z szefostwem przychodni. Do jednej z takich sytuacji miało dojść 30 grudnia 2024 roku, kiedy miała zapytać nazwisko lekarza, który mógłby przyjąć członka jej rodziny. W kwietniu 2025 roku Wypych miała z kolei zapowiadać, iż "podjedzie" do przychodni, aby załatwić sobie receptę oraz inną sprawę medyczną.
ZOBACZ: Lekarz o sytuacji w szpitalach: Uciszali, gdy zgłaszałem patologie
Sędziak natomiast w korespondencji z lat 2024-2025 miał zwrócić się m.in. o organizację szczepienia, uzyskanie zaświadczenia lekarskiego oraz pilnego skierowania, a także prosił o recepty na leki.
"Z kolei Krzysztof Kasprzycki, kiedy w sierpniu 2024 r. zwrócił się o pomoc w zorganizowaniu wizyty u specjalisty spoza placówki, otrzymał odpowiedź: 'jesteśmy do Waszej dyspozycji o każdej porze'" - opisał portal.
"Pracował" ponad 1000 godzin w miesiącu. Ustalenia Polsat News i Interii
To kolejne w ostatnim czasie doniesienia o nieprawidłowościach w ochronie zdrowia. W czerwcu media opisywały przypadek Dawida Kacprzyka. Według doniesień portalu Zero.pl niespełna 30-letni lekarz bez specjalizacji zarobił w ubiegłym roku 1,6 mln zł, a dodatkowo wielokrotnie opuszczał miejsce pracy, by występować w telewizji czy brać udział w wydarzeniach politycznych.
Portal ujawnił następnie, iż w Szpitalu Południowym w Warszawie funkcjonowała specjalna, szybsza ścieżka przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin. Do nieprawidłowości miało dochodzić na oddziale ratunkowym, którego koordynatorem był Kacprzyk. Politycy mieli być przyjmowani poza kolejnością, a do dyspozycji mieli specjalnie odizolowaną salę, gdzie mogli oczekiwać na wyniki badań czy diagnozę.
ZOBACZ: Nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Jest ruch prokuratury
W następnych tygodniach media nagłośniły sprawę kolejnych placówek. Jak wynika z ustaleń Interii i Polsat News, jeden z lekarzy zatrudnionych w powiatowym szpitalu w Braniewie zarobił w rok niemal 1,8 mln zł, a w ciągu miesiąca miał rozliczać ponad tysiąc godzin, choć ten ma ich jedynie 744.
- Jeden z lekarzy pełnił kilka funkcji jednocześnie. Zaczęło dochodzić do takich dziwnych sytuacji, iż doba tego lekarza miała ponad 40 godzin. Bywało, iż przepracowywał w jednym miesiącu po 1200 godzin - wskazała w rozmowie z Polsat News Monika Trzcińska, szefowa rady nadzorczej Powiatowego Centrum Medycznego w Braniewie.
Lekarz, którego dotyczy ta sprawa, nie pracuje już w braniewskim szpitalu. Jest jednak zatrudniony w placówkach w Ostródzie i Niedzicy. W sprawie toczy się postępowanie prokuratury w związku z podejrzeniem, że medyk mógł działać na szkodę szpitala. - Według naszych ostrożnych wyliczeń, przygotowanych przez prawnika i księgową, wynika, iż ten jeden lekarz wygenerował dla szpitala stratę rzędu 3,8 miliona złotych w ciągu trzech lat - powiedziała Trzcińska.


1 godzina temu
![POWIAT BOCHEŃSKI. Wydział Komunikacji już niedługo w nowej siedzibie. Remont przy ul. Windakiewicza na finiszu [ZDJĘCIA]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/07/DSC_8394.jpg)








