Pierwsza taka sytuacja od II Wojny Światowej. Do Polski zbliża się ogromny kryzys. Zabraknie pieniędzy dla wszystkich?

4 godzin temu

W 2025 roku w Polsce urodziło się 238 tysięcy dzieci. To najniższy wynik od zakończenia II Wojny Światowej – a tempo, w jakim spada liczba urodzeń, przerosło choćby pesymistyczne scenariusze demografów sprzed zaledwie kilku lat. Ministerstwo Finansów i ZUS właśnie opublikowały prognozę, która mówi wprost: do 2080 roku Polska straci ponad 10 milionów mieszkańców. To więcej niż łączna populacja Warszawy, Krakowa, Wrocławia i Łodzi razem wziętych.

Grafika poglądowa (generowana automatycznie dzięki Gemini).

W 1990 roku rodziło się 550 tysięcy dzieci. Teraz – niecałe 240 tysięcy

Żeby zrozumieć skalę zmiany, wystarczą dwie liczby. W 1990 roku w Polsce urodziło się prawie 550 tysięcy dzieci. W 2017 roku – ponad 400 tysięcy. W 2025 roku238 tysięcy. To spadek o ponad 40 procent w ciągu zaledwie 8 lat.

Dane GUS z 30 stycznia 2026 roku pokazują, iż przez cały 2025 rok liczba urodzeń była niższa od liczby zgonów o 168 tysięcy. Innymi słowy: Polska traciła każdego tygodnia tyle osób, ile liczy małe miasto. Współczynnik przyrostu naturalnego wyniósł minus 4,5 na tysiąc mieszkańców, wobec minus 4,2 rok wcześniej.

Populacja Polski na koniec 2025 roku wyniosła 37 milionów 332 tysiące osób – o 157 tysięcy mniej niż rok wcześniej. Dla porównania: w 2010 roku Polska liczyła 38,5 miliona mieszkańców. Ubyliśmy przez 15 lat o ponad 1,1 miliona.

Dzietność 1,11 – to mniej niż połowa potrzebnego minimum

Za tymi liczbami stoi współczynnik dzietności, który w 2025 roku wyniósł według prognozy Ministerstwa Finansów 1,11. Do prostej zastępowalności pokoleń potrzeba wartości 2,1. Polska produkuje więc mniej niż połowę dzieci, których potrzebowałaby, żeby utrzymać populację na stałym poziomie.

*„Do dorosłości dochodzi pokolenie, dla którego dziecko nie jest oznaką sukcesu życiowego”* – powiedział PAP prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego i członek Rady ds. Rodziny i Demografii przy Prezydencie RP. Zwrócił też uwagę na inny istotny niuans: w 2024 roku niemal 7 procent dzieci urodzonych w Polsce miało matki z innym obywatelstwem niż polskie. Rzeczywista dzietność Polek jest więc jeszcze niższa niż wynikałoby z ogólnych danych.

Rekordowo niski współczynnik dzietności to nie tylko efekt niepewności. Pandemia i wybuch wojny w Ukrainie tłumaczyły jeszcze spadek w latach 2020-2023. Dziś, według prof. Szukalskiego, jedno zagrożenie zniknęło, z drugim społeczeństwo się oswoiło – a odbicia wciąż nie widać. To sugeruje głębsze, strukturalne przyczyny: zmianę modelu życia, opóźnianie decyzji o rodzicielstwie, rosnącą liczbę osób żyjących w pojedynkę.

Mediana wieku urodzenia pierwszego dziecka wzrosła do 31 lat – w 1990 roku wynosiła 22,7. Równolegle dramatycznie spada liczba małżeństw: w pierwszych 10 miesiącach 2025 roku zawarto ich 121,9 tysiąca, podczas gdy w tym samym okresie 2010 roku było ich 213 tysięcy.

Do 2080 roku zostanie nas 27 milionów. To mniej niż za Gomułki

Skala długoterminowych konsekwencji jest zawarta w raporcie „Prognoza wpływów i wydatków Funduszu Emerytalnego do 2080 roku”, opublikowanym przez ZUS w grudniu 2025 roku na podstawie danych Ministerstwa Finansów.

Zgodnie z tym dokumentem populacja Polski spadnie z 37,4 miliona w 2025 roku do 31,7 miliona w 2060 roku i do 27,2 miliona w 2080 roku. Oznacza to utratę ponad 10 milionów mieszkańców, czyli 27,1 procent obecnej populacji. Polska w 2080 roku będzie liczyć mniej osób niż w 1964 roku.

Wariant pesymistyczny GUS, zakładający utrzymanie obecnej bardzo niskiej dzietności, prognozuje populację na poziomie zaledwie 28,4 miliona już w 2060 roku.

Raport ZUS nie owija w bawełnę: *„Procesy demograficzne, poprzez swój silny, bezpośredni wpływ na liczbę emerytów i ubezpieczonych, oddziałują istotnie na sytuację finansową funduszu emerytalnego. Wyniki prognozy demograficznej należy w tym kontekście uznać za co najmniej niepokojące.”*

W 2060 roku na 100 pracujących będzie przypadać 73 emerytów

Zmiana struktury wieku to problem konkretny i przeliczalny na złotówki. W 2025 roku w Polsce żyje ok. 21,7 miliona osób w wieku produkcyjnym. Do 2060 roku ta liczba skurczy się o 6,4 miliona, a do 2080 roku – o 9,2 miliona, czyli o ponad 42 procent.

Jednocześnie liczba emerytów będzie rosła. w tej chwili wynosi ok. 9 milionów. Szczyt nastąpi w 2057 roku – 12,3 miliona seniorów. To efekt przechodzenia na emeryturę powojennego wyżu demograficznego i wyżu lat 80.

Wynikający z tego wskaźnik obciążenia demograficznego jest druzgocący. W 2022 roku na 100 pracujących przypadało 39 emerytów. Według prognozy GUS, w 2060 roku będzie to już 72,8 emerytów na 100 pracujących – niemal dwukrotnie więcej. Każdy pracownik będzie musiał utrzymać dwukrotnie większą część systemu niż dzisiaj.

Starzenie się odbija się też na medianie wieku całej populacji. Dziś wynosi 43,6 roku. W 2040 roku ma wynieść 50,2 roku, a w 2077 roku – 56,3 roku. Za pół wieku statystyczny Polak będzie miał ponad 56 lat.

Deficyt funduszu emerytalnego: 98 miliardów złotych już w tym roku

System emerytalny jest już dziś niezrównoważony – bieżące wpływy ze składek nie pokrywają wypłacanych świadczeń. Raport ZUS podaje, iż prognozowany deficyt roczny funduszu emerytalnego wyniesie w 2026 roku 98,3 miliarda złotych. Do 2080 roku wzrośnie do 136,1 miliarda (w kwotach zdyskontowanych do poziomu cen z 2024 roku).

ZUS jednocześnie zapewnia, iż emerytury są gwarantowane przez państwo i system pozostanie wypłacalny do 2080 roku. Jednak samo ZUS przyznaje, iż „w analizowanym okresie niezbędne będzie zasilanie funduszu przychodami spoza składek” – czytaj: z podatków. A to przy jednoczesnym wzroście wydatków socjalnych, które w II kwartale 2025 roku wyniosły rekordowe 205,2 miliarda złotych, o 10,5 procent więcej niż rok wcześniej, i po raz pierwszy przekroczyły 22 procent PKB.

Żaden program nie zadziałał. Ani 500+, ani 800+

Polska nie jest pierwszym krajem, który próbował kupić dzietność programami socjalnymi. Wyniki są jednak podobne wszędzie. Francja – kraj z najhojniejszą polityką prorodzinną w Europie – ma dziś współczynnik dzietności 1,56. Węgry, które przeznaczają na politykę rodzinną 4 procent PKB, osiągają ledwie 1,3. Polska, po kilku miliardach złotych wydanych na programy 500+ i 800+, ma 1,11.

Pieniądze pomagają, ale kryzys ma inną naturę. Zmiany kulturowe i obyczajowe, polaryzacja światopoglądowa między kobietami a mężczyznami, cyfryzacja relacji społecznych, przenoszenie życia towarzyskiego do mediów społecznościowych – to procesy, na które transfer gotówki ma ograniczony wpływ.

Twoja emerytura będzie niższa i wcześniej sięgniesz po własne oszczędności

ZUS gwarantuje wypłatę emerytur. Nie gwarantuje jednak ich wysokości. Im mniej pracujących będzie finansować rosnącą liczbę emerytów, tym niższy będzie stosunek emerytury do ostatniej pensji – tzw. stopa zastąpienia. Dziś wynosi ona w Polsce ok. 40-45 procent. Za 20-30 lat, przy obecnych trendach, może spaść do 25-30 procent.

Dla osoby dziś 30-letniej oznacza to konkretną decyzję: zacząć budować prywatną poduszkę finansową teraz, nie za 15 lat. IKE, IKZE i PPK to narzędzia dostępne od zaraz – przy czym IKZE daje dodatkowo ulgę podatkową w bieżącym roku. Im wcześniej zaczyna się odkładać, tym mniejsza wymagana miesięczna składka przy tym samym końcowym efekcie.

Kryzys demograficzny będzie też stopniowo zmieniał ceny nieruchomości w mniejszych miastach i na wsiach. Regiony z szybciej kurczącą się populacją – przede wszystkim województwo świętokrzyskie, lubelskie i opolskie – mogą w perspektywie dekady notować realny spadek popytu i wartości mieszkań. Warszawa i kilka największych aglomeracji zachowają atrakcyjność dzięki koncentracji migrantów i osób przeprowadzających się z mniejszych ośrodków. Ale i tam demograficzna presja będzie stopniowo widoczna.

Idź do oryginalnego materiału