Patriotyzm na skróty. Jak PiS straszy rolników umową, którą latami ignorował

1 dzień temu
Zdjęcie: Fot. YT


Hipokryzja w czystej postaci – tak najkrócej można opisać reakcję Prawa i Sprawiedliwości na decyzję unijnych ambasadorów o dalszym procedowaniu umowy handlowej UE–Mercosur. Na czele chóru oburzenia stanął Jacek Sasin, który z adekwatną sobie emfazą ogłosił, iż „doszło do zdrady interesów Polski i polskiego rolnictwa”. Słowa brzmią dramatycznie, ale w ustach polityka PiS są przede wszystkim przykładem pamięci wybiórczej i politycznego cynizmu.

Fakty są bowiem takie: mimo protestów rolników w całej Europie, unijni ambasadorowie 9 stycznia zgodzili się na zawarcie umowy z krajami Mercosur. Przeciw głosowały m.in. Polska, Francja i Irlandia, Belgia wstrzymała się od głosu. To nie jest więc historia o „samotnej Polsce zdradzonej przez Europę”, ale o skomplikowanym procesie, w którym Warszawa – po latach zaniedbań – ma dziś ograniczone pole manewru.

Sasin w Polsat News roztacza jednak wizję apokalipsy. „Oczywiście, iż polskie rolnictwo upadnie. Będziemy mieli zalew towarów z Ameryki Południowej” – przekonywał były minister aktywów państwowych. Straszył produktami „niepodlegającymi żadnym restrykcjom”, które rzekomo zmiażdżą unijnych producentów. To klasyczna narracja PiS: uprościć, przestraszyć, znaleźć winnego. Tym razem winny jest Donald Tusk.

Sasin z lubością przypomniał słowa premiera: „Nikt mnie nie ogra w Europie”, by chwilę później ogłosić, iż Tusk „został koncertowo ograny”. A zaraz potem zasugerować coś dokładnie przeciwnego: iż to „ograne pozorne”, bo premier rzekomo chciał wejścia umowy w życie. Ta logiczna wolta nie przeszkadza posłowi PiS – ważne, by oskarżenie padło, choćby jeżeli przeczy samo sobie.

W tym miejscu warto jednak przypomnieć, iż negocjacje umowy UE–Mercosur ciągną się od ponad dwóch dekad. Przez osiem lat rządów PiS temat był na stole w Brukseli, a kolejne etapy porozumienia były znane i omawiane. Gdzie wtedy był Jacek Sasin i jego partyjni koledzy? Gdzie były dyplomatyczne ofensywy, budowanie koalicji sprzeciwu, realna praca nad zablokowaniem lub modyfikacją umowy? Dziś PiS domaga się „konkretów”, ale sam przez lata operował wyłącznie sloganami.

Ironia losu polega na tym, iż obecny minister rolnictwa Stefan Krajewski jasno zapowiedział dalsze działania: wzmocnione klauzule ochronne, a w razie podpisania umowy – skargę do TSUE, która mogłaby ją zablokować. To są realne instrumenty prawne, a nie krzykliwe konferencje. PiS woli jednak udawać, iż sprawa jest przesądzona, bo tylko wtedy można mówić o „zdradzie”.

Sasin pyta teatralnie: „Jakie spotkania się odbyły, kto się z kim spotykał? Proszę pokazać korespondencję dyplomatyczną”. To pytania, które z równym zapałem można by skierować do rządów PiS. Gdy partia Jarosława Kaczyńskiego miała pełnię władzy, polska dyplomacja w Europie była osłabiana konfliktami ideologicznymi i retoryką suwerennościową. Dziś skutki tej polityki wracają jak bumerang – tylko iż PiS udaje, iż nie ma z nimi nic wspólnego.

Oburzenie Sasina to nie troska o rolników, ale próba politycznego resetu pamięci. PiS chce dziś uchodzić za obrońcę polskiej wsi, choć przez lata instrumentalnie wykorzystywał jej frustracje. Umowa z Mercosur jest realnym wyzwaniem, ale nie powstała wczoraj i nie jest wyłączną winą obecnego rządu. Krzyk o „zdradzie” to najłatwiejszy sposób, by ukryć własną bezczynność. A rolnikom od krzyku jeszcze nikt nie pomógł.

Idź do oryginalnego materiału