Papirus
Wiatr potrząsa moimi włosami jak zaroślami papirusu.
Ciągle naginam się pod naporem szelestu, murszeję, przestaję być świątynią, choć mam na sobie wyryte słowa, od których zaczęły się wasze niesnaski, o tym, iż wolę oddawać cześć Bogom Wody i Nieba, zamiast ukorzyć twarz do podłogi i powtarzać komunały nauczane przez zachwianych koryfeuszy podszeptu.
W świątyni wyryto słowa zakazane w użyciu na wojnach prywatnych i podjazdowych.
Gruby, oleisty pot, na czole, odkrywa zamazane szkice transkryptu. Może i były zbyt naiwne ale to, od czego wszystko bierze początek, jest ważniejsze niż późniejsze, przekłamywane wersje.
Zapraszam was, by wznosić ręce, krzyczeć od serca, by podtrzymać te mury! Choć ciosane w grubym kamieniu, naprawdę są utkane z papirusu.
Pamiętaj o tym, wstępując w me progi. Skup się na świetle Bogów a nie słowach, usta nie zawsze są czyste, a zęby umyte. Zamknij oczy, boski papirus pogładzi twą duszę.
Takie jest spotykanie mnie.











