Państwowy gigant wycofuje pozew po naszej publikacji. Chemia wciąż trafia do rzeki

3 godzin temu

W ubiegłym tygodniu informowaliśmy o tym, iż drugie największe lotnisko w kraju (Kraków-Balice) pozwało grupę mieszkańców, która od dziesięciu lat nagłaśnia nieprawidłowości związane z jego funkcjonowaniem. Chodziło o kwestię spuszczania lotniskowej chemii prosto do okolicznej rzeki, która ostatecznie trafia do Wisły pod samym Wawelem. Dziś władze państwowej firmy poinformowały, iż pozew został wycofany. Jak udało nam się ustalić – w sprawie interweniował prezydent Krakowa.

– Zarząd Międzynarodowego Portu Lotniczego im. Jana Pawła II Kraków – Balice zadecydował o wycofaniu pozwu przeciwko Stowarzyszeniu „Nasza Olszanica” – czytamy w oświadczeniu przesłanym do mediów, które podpisała rzeczniczka lotniska.

  • Czytaj także: Od dekady walczą z państwowym trucicielem. Właśnie dostali za to pozew

Sprawę szeroko opisywaliśmy na naszych łamach w ubiegłym tygodniu. Pisały o tym także lokalne portale LoveKrakow oraz krakowski oddział Gazety Wyborczej. Bijące rekordy popularności lotnisko (planowanych 15 mln pasażerów w 2026 roku) od lat nie potrafi rozwiązać problemu z zagospodarowaniem odpadów, które generuje. Chodzi w szczególności o chemię służącą do odladzania samolotów w zimnych miesiącach. Z płyty lotniska trafia ona regularnie do lokalnej rzeki.

– Problem narasta z każdym dodatkowym milionem pasażerów – mówił nam Tomasz Fiszer, jeden z liderów stowarzyszenia „Nasza Olszanica”, które znalazło się na celowniku lotniska. – Szczególnie kiedy temperatury spadają poniżej zera, czyli od października do kwietnia, występują negatywne zjawiska: smród, chemiczny fetor przypominający zapach zgniłej cebuli, piana i woda w kolorze atramentowym – wyliczał Fiszer dodając, iż mieszkańcy boją się o swoje zdrowie, a część z nich wyprowadza się w ciągu zimowych miesięcy.

Władze portu „mają nadzieję, iż apele przyniosły skutek”

Mimo iż lotnisko przyznaje, iż regularnie truje środowisko, to uznało, iż akurat nie truło w te dni, kiedy mieszkańcy opisali to w mediach społecznościowych. Stąd decyzja o pozwaniu ich do sądu. Państwowy gigant domagał się przeprosin i 15 tys. złotych zadośćuczynienia.

Teraz władze portu zmieniły swoją narrację, choć nie przyznają się wprost do błędu, wskazując, iż to mieszkańcy patrzący im na ręce zmienili ton swoich wypowiedzi. Nie wycofują się także z zarzutów przeciwko stowarzyszeniu wskazując, iż kłamie ono w swoich publikacjach.

– Decyzja zarządu spółki o wycofaniu pozwu podyktowana jest faktem, iż w ostatnich dniach, gdy stwierdzono – podobnie jak w kwietniu ubiegłego roku – pianę niewiadomego pochodzenia w wodzie potoku, Stowarzyszenie na łamach Gazety Krakowskiej w sposób wyważony komunikowało fakt zanieczyszczeń, podkreślając konieczność zapoznania się z wynikami badań, by wskazać ich źródło – czytamy w uzasadnieniu do rezygnacji z drogi sądowej.

W piśmie władze portu przekonują, iż mają nadzieję „apele kierowane przez Zarząd Międzynarodowego Portu Lotniczego do Stowarzyszenia Nasza Olszanica przyniosły skutek i od tej pory dyskusja prowadzona w przestrzeni publicznej, dotycząca wpływu portu lotniczego na środowisko i realizowanych przez Kraków Airport inwestycji, będzie się odnosiła do faktów i będzie rzetelnie relacjonować opinii publicznej kroki podejmowane przez wszystkie zaangażowane instytucje w celu rozwiązania problemu tak dotkliwie dotykającego mieszkańców Olszanicy”.

Nasza Olszanica: jesteśmy zdeterminowani i podtrzymujemy stanowisko

– Jest to bardzo dobra informacja, która pozwala nam niezakłócenie myśleć i działać na rzecz mieszkańców i naszego środowiska, a nie poświęcać siły i środki na postępowania w sądzie – mówi nam Tomasz Fiszer. Dodaje, iż „problem zanieczyszczania naszego potoku, przez zanieczyszczone wody opadowe substancjami z zimowego utrzymania lotniska w Balicach przez cały czas istnieje, czego doświadczamy w coraz większej sile od 10 lat”.

– przez cały czas podtrzymujemy, iż swoje działania zawsze opieramy na rzetelnych argumentach i podstawach merytorycznych konsultowanych ze specjalistami oraz adekwatnie uzasadnianym materiałem dowodowym – podkreśla Fiszer, wskazując, iż grupa mieszkańców „zawsze stosuje takie podejście”. – W tym także w sytuacji z kwietnia 2025 roku, kiedy dopiero po uzyskaniu i skonsultowaniu wyników badań próbek wody z potoku, opublikowaliśmy informacje w mediach społecznościowych – mówi nasz rozmówca. To właśnie te publikacje stały się przedmiotem sądowego sporu.

Stowarzyszenie podkreśla, iż jest „niezmiennie zdeterminowane, aby działać dla naszego środowiska, przyrody i mieszkańców i wskazywać wszelkiego rodzaju zagrożenia”.

– Wyrażamy nadzieję, iż poprzez aktywność mieszkańców, w tym naszego stowarzyszenia, działania, które podjął ostatnio przez Zarząd Lotniska w Balicach w zakresie realizacji oczyszczalni ścieków przemysłowych oraz przez instytucje powołane do ochrony środowiska, będą już skutecznie realizowały swoje zadania – przyniosą w końcu wymierny efekt.

Tomasz Fiszer dodaje: – Mamy nadzieję, iż tym efektem będzie czysta woda i powrót życia biologicznego do wód potoku Olszanickiego, a powietrze w całej dolinie potoku Olszanickiego, szczególnie w okresie utrzymania zimowego lotniska, nie będzie naznaczone, tak uciążliwym odorem „zgniłej cebuli”.

Interwencja prezydenta

Lotnisko w Balicach ma złożoną strukturę własnościową. Głównym udziałowcem są Polskie Porty Lotnicze S.A., państwowa spółka, która ma ponad 76 proc. udziałów. Drugim największym właścicielem jest Województwo Małopolskie (ponad 22 proc. udziałów), a następnie miasto Kraków (nieco ponad 1 proc.). Samym lotniskiem zarządza jeszcze inna spółka, dedykowana do tego zadania i wykonująca je na zlecenie właścicieli.

Pytania prasowe zadaliśmy we wszystkich tych podmiotach.

– Miasto ma niewielki procent udziałów w spółce, a prezydent miasta Krakowa nie był informowany o złożeniu pozwu – odpowiedział nam lakonicznie wydział prasowy Aleksandra Miszalskiego.

Co skłoniło lotnisko do zmiany nastawienia? Jak udało nam się ustalić nieoficjalnie oprócz publikacji w mediach i ogólnopolskiego rozgłosu sprawy, to właśnie prezydent osobiście miał interweniować w tej sprawie u władz lotniska.

Watchdog Polska o pozwach zastraszających

Pozwy zastraszające (z angielskiego SLAPP) mają na celu wywołać efekt mrożący u osób lub podmiotów pozywanych. Często sięgają po niego duże firmy.

– Polska w tej chwili wdraża unijną dyrektywę anty-SLAPP, mamy też rekomendację Rady Europy z kwietnia 2024 roku – mówiła nam Marzena Błaszczyk, członkini zarządu Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. – Tam jest dłuższy fragment dotyczący tego, jak identyfikować SLAPPy i są podane konkretne wskaźniki. Jest ich w sumie 10, a pozew tego typu może obejmować wszystkie, ale wystarczy też jeden.

Jakie to wskaźniki? – Pierwszym z takich elementów jest to, iż występuje nierównowaga sił między podmiotami. Może to być przewaga finansowa, wpływy polityczne lub społeczne. W tym przypadku mamy raczej małe stowarzyszenie i dużą firmę państwową – komentuje ekspertka.

Drugim elementem, który jest wymieniony wśród wspomnianych zaleceń jest to, iż argumenty przedstawiane w takich pozwach są częściowo lub całkowicie bezzasadne. – O tym oczywiście będzie rozstrzygał sąd, ale nietrudno przypuszczać, iż gdyby nie ten pozew, to z całym szacunkiem dla niewielkiego stowarzyszenia, ale mało kto dowiedziałby się o trzech postach z zeszłego roku – dodawała Błaszczyk.

– Wśród wskaźników mamy też sytuację, w której środki, których domaga się pozywający są nieproporcjonalne, nadmierne lub nieracjonalne. I tutaj mamy sytuację, w której sąd nie zgodził się z lotniskiem jeżeli chodzi o zabezpieczenie tej sprawy. Lotnisko chciało, aby sąd w ramach takiego zabezpieczenia nakazał np. ukrycie czy usunięcie danej publikacji, a mówiąc inaczej ocenzurował ją do momentu zakończenia postępowania – tłumaczyła przedstawicielka „Watchdoga”.

Cała rozmowa wideo z Tomaszem Fiszerem ze stowarzyszenia Nasza Olszanica dostępna jest na naszym kanale.

– Zdjęcie tytyłowe: shutterstock/Robson90

Idź do oryginalnego materiału