Donald Tusk powiązał decyzję Karola Nawrockiego wprost z cenami na stacjach, apelując do kierowców: „Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach”. Premier twierdzi, iż skierowanie podatku od nadzwyczajnych zysków do Trybunału zablokowało tańsze paliwo. Spór o daninę dla koncernów staje się grą o portfele Polaków przy każdym tankowaniu.
Apel wymierzony w kierowców
Premier nie ograniczył się do prawniczej oceny. W sobotę rano na platformie X napisał o „szokującej decyzji” prezydenta i dodał zdanie, które gwałtownie obiegło sieć: „Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach”. Sens komunikatu był czytelny. Rząd chce, by za każdym razem, gdy cena na stacji pójdzie w górę, Polacy kojarzyli ją z podpisem, którego Nawrocki nie złożył. To przeniesienie sporu z sali sejmowej wprost na stację benzynową.
Danina, która miała trzymać ceny w ryzach
Żeby zrozumieć apel Tuska, trzeba cofnąć się do wiosny. Rząd uruchomił program CPN, który obniżył VAT na paliwa z 23 do 8 proc. i ściął akcyzę do unijnego minimum, by powstrzymać wzrost cen. Ubytek w budżecie sięgnął blisko 4,8 mld zł, a podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych miał odzyskać większość tej kwoty od koncernów notujących wysokie marże. Minister finansów Andrzej Domański policzył, iż decyzja prezydenta blokuje około 4 mld zł przeznaczonych na osłonę kierowców przed drogim paliwem. Program miał amortyzować skutki wysokich cen ropy, a jego finansowym filarem miała być właśnie danina od koncernów, które w tym samym czasie notowały ponadprzeciętne marże.
Kto zapłaci przy dystrybutorze
Prezydencki obóz odbija argument o cenach jego własną bronią. Karol Nawrocki, cytowany przez serwis wGospodarce, przekonywał, iż „nowy podatek nie obniża cen paliwa”, ponieważ jego głównym celem jest zasilenie budżetu. Szef Gabinetu Prezydenta Paweł Szefernaker poszedł dalej i zaproponował: „Zamiast nakładać kolejne podatki, proszę obniżyć VAT i akcyzę”. W tle jest prosty mechanizm rynkowy: podatek nałożony na sprzedawców paliw można przerzucić na klienta, więc danina reklamowana jako obrona kierowcy może się skończyć wyższą, a nie niższą kwotą na dystrybutorze.
Liczby, o które toczy się gra
Sama ustawa jest twarda. Jak podaje serwis Prawo.pl, przewiduje 60-procentowy podatek od dochodów przekraczających marżę referencyjną, ma objąć od 20 do 30 firm i dotyczyć zysków od 1 marca do 31 grudnia 2026 roku, mimo iż wchodzi w życie dopiero w sierpniu. Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego oceniła, iż taka stawka „daleko odbiega od standardów państwa realizującego zasady społecznej gospodarki rynkowej”. To właśnie objęcie daniną zysków sprzed jej wejścia w życie stało się głównym argumentem prezydenta przed Trybunałem.
Cena paliwa jako oręż polityczny
Obie strony zrozumiały, iż najskuteczniejszym argumentem nie jest artykuł konstytucji, ale kwota na wyświetlaczu przy stacji. Rząd chce, by kierowcy obwiniali prezydenta za każdą podwyżkę, prezydent odpowiada, iż to rządowy podatek podbije ceny, które miał rzekomo obniżyć. Prawdziwy test jest jednak policzalny i nadejdzie sam: jeżeli po decyzji Nawrockiego paliwo wyraźnie zdrożeje, wygra narracja Tuska, jeżeli utrzyma poziom, mocniejszy będzie argument Pałacu. Dla przeciętnego kierowcy cały spór sprowadza się do jednej rubryki w domowym budżecie, a nie do artykułów konstytucji, które recytują obie strony. Właśnie dlatego obaj politycy tak chętnie mówią o dystrybutorach, a tak rzadko o marżach referencyjnych. Kierowca, który tankuje bez względu na to, kto ma rację, i tak zapłaci pierwszy.
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP















