Pałac na wiecu wyborczym. Dlaczego Nawrocki nadużywa prawa weta

1 dzień temu
Zdjęcie: Nawrocki


Prezydentura w trybie wiecu wyborczego – tak coraz częściej wygląda sposób sprawowania urzędu przez Karol Nawrocki. Trzy kolejne weta, ogłoszone z emfazą i opatrzone patetycznym komentarzem o „granicach, których przekroczyć nie wolno”, mają w zamyśle budować wizerunek twardego strażnika interesu narodowego. W praktyce jednak coraz wyraźniej przypominają narzędzie politycznej presji, używane nie w imię jakości prawa, ale własnej pozycji w sondażach.

„Presja wet działa. Rząd pod jej wpływem poprawia złe prawo” – oświadczył Nawrocki, dodając, iż będzie podpisywał ustawy tylko wtedy, „gdy służą Polakom”. Brzmi to jak deklaracja zdroworozsądkowa, ale w ustach prezydenta nabiera niepokojącego sensu. Bo kto decyduje, co „służy Polakom”? Czy naprawdę każde weto jest efektem pogłębionej analizy, czy raczej elementem politycznej strategii, w której konflikt z rządem ma zastąpić realny dialog?

Lista zawetowanych ustaw jest znamienna. Nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, wdrażająca europejski Digital Services Act, miała uporządkować zasady funkcjonowania platform internetowych i zwiększyć ochronę użytkowników. Weto wobec ustawy o Narodowe Centrum Badań i Rozwoju uderza w instytucję, która po latach zawirowań potrzebuje stabilizacji, a nie kolejnej politycznej blokady. Trzecie – dotyczące rynku ubezpieczeń – znów zatrzymuje proces legislacyjny bez jasnej alternatywy. W każdym z tych przypadków prezydent mówi „nie”, ale rzadko precyzyjnie wyjaśnia „jak inaczej”.

Właśnie na ten problem zwraca uwagę Jan Grabiec, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. „Pan prezydent jest i jego współpracownicy, trochę w takim rygorze kampanijnym” – ocenił, dodając, iż taki styl „na pewno mu nie służy sondażowo”. To diagnoza trafna i zarazem łagodna. Grabiec nie kwestionuje prawa prezydenta do weta, ale punktuje sposób, w jaki to prawo jest używane: demonstracyjnie, konfrontacyjnie i – co gorsza – w oderwaniu od realiów pracy rządu.

Jeszcze ostrzej brzmi jego uwaga o możliwym braku orientacji w działaniach władzy wykonawczej. „Czasem te weta wskazują, iż prezydent nie bardzo wie, czym się zajmuje rząd i Sejm” – stwierdził Grabiec. To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno, bo dotyka sedna problemu. Prezydent, zamiast być arbitrem i moderatorem sporu politycznego, zachowuje się jak uczestnik kampanii, który reaguje odruchem sprzeciwu, zanim zapozna się z pełnym kontekstem.

Nawrocki broni się, mówiąc o „presji”, która ma rzekomo poprawiać prawo. Ale presja bez współpracy prowadzi do paraliżu. Weto jest narzędziem wyjątkowym, a nie metodą bieżącego zarządzania konfliktem. Nadużywane – traci swój ciężar i zamienia się w polityczny gest, czytelny głównie dla najtwardszego elektoratu. I tu znów rację ma Grabiec, gdy zauważa, iż ambicją każdego prezydenta powinno być „poszerzanie grupy sympatyków”, a nie zamykanie się w wąskim kręgu własnych zwolenników.

Prezydentura Nawrockiego coraz częściej sprawia wrażenie defensywnej. Każde weto to sygnał: „jestem twardy”, „nie ulegnę”. Ale państwo nie potrzebuje dziś twardych gestów dla samych gestów. Potrzebuje stabilności prawa, przewidywalności i dialogu między instytucjami. Grabiec słusznie podkreśla, iż rząd jest gotów do „rzetelnej rozmowy” i informowania prezydenta o swoich działaniach. Piłka jest po stronie Pałacu.

Jeśli Karol Nawrocki nie wyjdzie z „rygoru kampanijnego”, o którym mówi Grabiec, jego prezydentura może zostać zapamiętana nie jako czas korekty złego prawa, ale jako epizod permanentnego sporu. A to nie jest miara sukcesu głowy państwa, która – przynajmniej w teorii – powinna łączyć, a nie mnożyć weta.

Idź do oryginalnego materiału