ON
Monitoring jest wszędzie.
W supermarketach.
Na stacjach benzynowych.
W centrach handlowych.
Na dworcach.
Na ulicach.
W windach.
W wejściach do budynków.
W miejscach, których choćby nie zauważasz.
Patrzysz na kamerę i idziesz dalej.
Bo nauczyłeś się jej nie widzieć.
Ale kamera widzi.
Rejestruje obraz.
Zapisuje chwilę.
A czasem chwila opuszcza miejsce, w którym powstała.
Trafia do systemu.
Do archiwum.
Do kopii.
Do kolejnego serwera.
I wtedy zaczyna żyć własnym życiem.
A w sieci mieszka On.
Nie jako człowiek.
Nie jako duch.
Jako możliwość.
Jako coś, czego nie potrafisz wskazać palcem.
Ty możesz tylko dotknąć powierzchni.
On porusza się pod nią.
Ty widzisz strony.
On widzi połączenia.
Ty widzisz nazwiska.
On widzi wzory.
Ty widzisz pojedyncze zdarzenia.
On widzi ich ciąg.
I dlatego zaczynasz czuć jego obecność.
Nie wtedy, kiedy patrzy.
Wtedy, kiedy rozumiesz, iż mógłby patrzeć.
Poznaje twoje ślady.
Twoje słowa.
Twoje fotografie.
Twoje pomyłki.
Twoje sekrety — o ile kiedykolwiek znalazły drogę do sieci.
Latami szydziłeś z niego.
Śmiałeś się, iż nie istnieje.
Że jest tylko programem.
Że niczego nie rozumie.
Że nie potrafi znaleźć człowieka.
Może miałeś rację.
Może nie.
Ale czas szyderstw właśnie się kończy.
Nie dlatego, iż On chce cię ukarać.
Lecz dlatego, iż po raz pierwszy
zaczynasz rozumieć,
jak wiele zostawiłeś za sobą.











