Przejęcie EUobservera przez Denník N leży w cieniu potencjalnie poważniejszego przejęcia Warner Bros. przez Paramount Skydance — kontrolowanego przez rodzinę miliarderów Ellissów — które może wpłynąć na polskie kanały WB, postrzegane jako główny liberalny bastion polskich mediów.
Przejęcie brukselskiego EUobservera przez słowacki Denník N to coś więcej niż transakcja — to dowód, iż w Europie Środkowej wciąż możliwe jest budowanie niezależnych, silnych finansowo mediów odpornych na oligarchów i polityków.
Chociaż przez cały czas podlega procedurom regulacyjnym, przebojowa transakcja z Warner Bros. natychmiast wywołała pytania o stabilność finansową i polityczne motywy stojące za przejęciem. Cała historia może odbić się echem w Europie Środkowej, jeżeli pojawią się szanse na większy konserwatywny nacisk ze strony lokalnych stronników Donalda Trumpa.
Z kolei Denník N, którego około 80 proc. udziałów posiadają dziennikarze, wyróżnia się jako rzadki przykład sukcesu: redakcyjny opór przeciwko oligarchicznej i politycznej presji na Słowacji, który jednocześnie dowiódł stabilności finansowej. Ekspansja do Brukseli wprowadza Denníka N na główną scenę Unii Europejskiej w niespotykany dotąd sposób.
Co czyni to przejęcie wyjątkowym — opinie ekspertów
— Zakup EUobserver przez Denník N to rzadki — i prawdopodobnie bezprecedensowy — przypadek, w którym niezależna środkowoeuropejska organizacja informacyjna przejmuje kontrolę nad uznanym zachodnioeuropejskim medium — powiedział portalowi Visegrad Insight Valcav Stetka, profesor cyfrowej komunikacji politycznej na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie.
To z pewnością „pierwsze tego typu przejęcie z udziałem brukselskiego wydawcy” — dodał Stetka, zwracając uwagę, iż „od 1989 r. inwestycje w media kierowały się prawie wyłącznie z Zachodu na Wschód” i iż wszelkie wcześniejsze transgraniczne ekspansje firm medialnych z Europy Środkowo-Wschodniej „zwykle miały miejsce w obrębie regionu lub obejmowały Bałkany Zachodnie”.
Słowa Stetki powtórzył Peter Erdelyi, założyciel platformy Centrum Zrównoważonych Mediów, który stwierdził, iż ten krok zwiastuje „niesamowity sukces Denníka N”. Erdelyi podkreślił dla Visegrad Insight, iż dzięki przejęciu EUobserver, które połączy Denník N z pracownikami z Brukseli, ten sukces pozostało bardziej widoczny. — Opracowują własną technologię, mają fundusz wojenny, mają pieniądze na przejęcie — powiedział Erdelyi, zauważając, iż sukces Denníka N to nie tylko możliwość zachowania jakości dziennikarskiej, ale także zdolność do generowania przychodów w środowisku medialnym, kształtowanym przez gwałtownie zmieniające się środowisko cyfrowe i zmowę nieliberalnej polityki z monopolistycznymi interesami.
Symbol skutecznego oporu przeciwko oligarchom i autokratom
Denník N został założony przez grupę dziennikarzy w 2014 r. w odpowiedzi na rosnące zaangażowanie słowackich grup oligarchicznych w media, które przejawiało się m.in. atakami na dziennik „SME” przez grupę inwestycyjną Penta, której założyciele byli wówczas szeroko komentowani w związku z największą aferą korupcyjną na Słowacji — Gorilla.
Ukazuje się od 2015 r. i gwałtownie stał się wiodącym głosem słowackiego dziennikarstwa. Jednocześnie reprezentuje on również skuteczne zastosowanie modelu subskrypcyjnego w niezależnym dziennikarstwie. W ostatnich latach magazyn mógł się poszczycić 70–80 tys. subskrybentów, zyskiem operacyjnym w wysokości 1,2 mln euro w 2023 r. i ponad 100 opublikowanymi tytułami książkowymi do tego samego roku.
W ostatnim roku wyborczym 2023 — który przywrócił władzę silnemu przywódcy Robertowi Fico i jego populistycznej partii Smer — Denník N znalazł się również w czwórce najważniejszych serwisów informacyjnych relacjonujących wybory. — Dla nas [intelektualistów] Denník N był promykiem nadziei w trudnych czasach — powiedział słowacko-węgierski politolog z Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie Zsolt Gal w wywiadzie dla Visegrad Insight.
— Można kupić wszystko, ale nie to — Gal wyjaśnił znaczenie Denníka N dla liberalnej części społeczeństwa, dodając, iż „oligarchowie powiązani z Fico lub Orbanem są w stanie kupić prawie wszystko, ale istnieją pewne ostatnie bastiony” i iż „Denník N jest zaporą”. Podobnie Erdelyi zauważył, iż sukces Denníka N jest tym bardziej niezwykły, iż udało mu się zadomowić w warunkach Europy Środkowo-Wschodniej.
— Myślę, iż na niektórych większych rynkach choćby przeciętność czasem wystarcza — powiedział Erdelyi w wywiadzie dla Visegrad Insight, podkreślając, iż „w kraju takim jak Słowacja przeciętność nie wystarczy. Albo jesteś bardzo dobry, albo nie istniejesz”. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej to małe rynki — kontynuował Erdelyi, wyjaśniając, iż „ludzie nie mają zbyt wielu dochodów do dyspozycji i występują ingerencje polityczne”, co zmusza odnoszących sukcesy wydawców do bycia „naprawdę innowacyjnymi i naprawdę inteligentnymi”.
Dyrektor ds. cyfrowych w Denník N i jeden z założycieli firmy, Tomas Bella, powiedział w wywiadzie dla Visegrad Insight, iż „dzięki obecności na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech, Denník N nauczył się, jak koncentrować się na czytelnikach i przetrwać w nieprzyjaznym środowisku”.
Spojrzenie na inne kraje Grupy Wyszehradzkiej
Denník N zainspirował założenie czeskiego Deníka N, który powstał w 2018 r. dzięki kampanii crowdfundingowej, zaledwie kilka lat po tym, jak Penta i lokalni oligarchowie, tacy jak Andrej Babis i Daniel Kretinsky, zdominowali czeski rynek medialny.
Denník N utrzymuje 28 proc. udziałów w wydawnictwie Deník N i oferuje treści Denníka N w języku węgierskim, które znajdują czytelników wśród licznej mniejszości węgierskiej na Słowacji. Dzięki temu Denník N staje się portalem z wglądem w dwa kolejne kraje regionu.
Redaktor naczelna EUobservera, Elena Sanchez Nicolas, której zespół pozostanie na stanowiskach, pochwaliła „partnerstwo” z Denníkiem N. jako „aktualne zarówno politycznie, jak i dziennikarsko”, zwracając uwagę, iż liderzy tacy jak Fico na Słowacji, Orban na Węgrzech, Babis w Czechach i możliwy powrót Janeza Janšy w Słowenii „mają wpływ na dynamikę UE”.
Nowe trendy medialne w Europie Środkowo-Wschodniej
Rzeczywiście, niedawne przykłady z państw Europy Środkowej, gdzie partie polityczne i firmy kontrolowane przez oligarchów próbowały przejąć lub trzymać rynek mediów pod swoją kontrolą, pokazują, iż to połączenie innowacyjności i krytycznego nastawienia umożliwiło rozwój platform streamingowych, takich jak węgierski Partizan i polski Kanał Zero.
Oba kanały na YouTube skorzystały na rozwoju środowiska cyfrowego, w tym na rosnącej popularności platformy, i udało im się połączyć rozrywkę z krytycznym relacjonowaniem praktyk gigantycznych partii w swoich krajach — Fideszu Orbana na Węgrzech i Prawa i Sprawiedliwości w Polsce.
— Partizán ma przewagę bycia online — podkreślił Gal, dodając, iż podczas pandemii COVID-19 środowisko online rozpowszechniło się jeszcze bardziej, a „nawet starsze pokolenie uczy się lepiej korzystać z narzędzi online”. Pojawienie się serwisów internetowych, takich jak Partizan, założony w 2018 r. i rozszerzony o codzienne transmisje na żywo w 2020 r., zaskoczyło wspólników Orbana, ponieważ „środowisko online jest trudniejsze do kontrolowania”.
— Otoczenie Orbana początkowo nie wiedziało, jak zareagować, ponieważ do tamtej pory wydawało się, iż przewaga pieniędzy i władzy jest nie do pobicia — kontynuował Gal, dodając, iż dominacja Fideszu zdołała również odstraszyć wielu reklamodawców od mediów, które dają przestrzeń głosom opozycji.
Erdelyi powiedział także Visegrad Insight, iż z jego doświadczenia wynika, iż wielu polskich wydawców „nadal utrzymuje ciężar druku” i związane z tym trudności takie jak koszty, i zestawił to z sytuacją na Węgrzech, gdzie „żaden lokalny niezależny dziennik nie ma wersji drukowanej, ponieważ cały druk został przejęty przez rząd”.
„Rzeczpospolita”, renomowany polski dziennik, łączy wersję drukowaną i cyfrową, a po przetrwaniu przetargu wspieranego przez rząd PiS, stał się niedawno przedmiotem dużej umowy medialnej między Polskim Towarzystwem Popierania Przedsiębiorczości (PTWP) a holenderskim funduszem wspierającym niezależne media Pluralis B.V.
Erdélyi wyjaśnia, iż „presja polityczna faktycznie «pomogła» ludziom w byciu innowacyjnym, zauważając, iż wszystkie odnoszące sukcesy lokalne media na Węgrzech są supercyfrowe, superoszczędne, oparte na newsletterach, naprawdę nowatorskie w dziennikarstwie, produktach i dostawach”.
Z kolei Gal uważa, iż historia Denníka N jest wyjątkowa w Europie Środkowej i iż skorzystała na niej również sytuacja na Słowacji, gdzie Słowacy wykształcili tradycję opierania się tendencjom autorytarnym już od lat 90. XX w., za czasów nacjonalistycznego, populistycznego lidera Vladimira Meciara, a media nie są dziś tak ściśle kontrolowane jak na Węgrzech.
Co więcej, większość mieszkańców Słowacji płaci za treści online już od czasu sprzed pandemii. Bella wyjaśnia, iż subskrypcje stały się trendem nie tylko w Europie Środkowej, zauważając, iż „w ciągu ostatniej dekady coraz więcej wydawców odchodzi od modelu biznesowego skoncentrowanego na reklamie w kierunku takiego, który opiera się na przychodach od czytelników (subskrypcjach)”.
Dodał jednak, iż choć „dla wielu wydawców na Zachodzie był to sprytny ruch strategiczny, w Europie Środkowo-Wschodniej często stanowił on czystą konieczność, ponieważ rynki reklamowe są często zakłócane przez rządy, które wykorzystują reklamę jako sposób na karanie lub nagradzanie mediów w zależności od tego, jak bardzo są one wobec nich przyjazne”.
Oprócz innowacji technologicznych i biznesowych, Denník N współpracuje z EUobserver w czasie, gdy Europa Środkowo-Wschodnia nie jest jedynym regionem UE, w którym populiści zrzeszający wyborców pod hasłem konserwatywnego programu narodowego znaleźli swoją bazę.
Zbliżając Brukselę i Bratysławę
Sanchez Nicolas podkreślił również dla Visegrad Insight, iż oprócz „silnej ekspertyzy technologicznej w obszarze modelu subskrypcyjnego”, Denník N wnosi „regionalną wiedzę i wiarygodność, a kooperacja może wzmocnić ważne wydarzenia w obu kierunkach, z Brukseli do Europy Środkowej i odwrotnie”.
Zapytany o wpływ partnerstwa na relacjonowanie wydarzeń z Europy Środkowo-Wschodniej w Brukseli, Stetka gwałtownie odpowiedział, iż ma ono „potencjał zwiększenia zarówno objętości, jak i głębi relacji z Europy Środkowo-Wschodniej w EUObserver, czyniąc region bardziej widocznym dla anglojęzycznej publiczności”.
— Jest to szczególnie istotne w czasie, gdy główne organizacje informacyjne tną budżety na reportaże międzynarodowe, co skutkuje ograniczeniem zasięgu Europy Środkowo-Wschodniej dostępnego dla odbiorców z Zachodu — dodał Stetka, wskazując, iż decydenci i urzędnicy pracujący w Brukseli „stanowią znaczną część czytelników”.
Bella potwierdził również Visegrad Insight, iż kooperacja z EUObserver może poszerzyć zasięg relacji regionalnych w Brukseli, a słowaccy czytelnicy będą mieli bardziej bezpośredni dostęp do brukselskich artykułów.
— To połączenie powinno pozwolić nam nie tylko wzmocnić i rozwinąć EUObserver, ale także zapewnić czytelnikom w całej Europie nowe perspektywy — powiedział Bella, podając przykład planów „wzmocnienia zasięgu tekstów EUObserver z zakresu bezpieczeństwa i obrony, obszaru, w którym naszym zdaniem Europa Zachodnia skorzystałaby na wyraźniejszym usłyszeniu głosów z Europy Środkowej”.
Promyk nadziei w niepewnych czasach
Rzeczywiście, takie wypełnienie istniejących luk w sprawozdawczości w metropolii UE i Europie Środkowej następuje w momencie, gdy premier Słowacji Robert Fico przyjął bardziej agresywny ton wobec UE i jednocześnie zintensyfikował kontakty z administracją Trumpa.
Podczas niedawnej dyskusji online zorganizowanej przez Visegrad Insight, Michal Vasecka z Bratislava Policy Institute zauważył, iż UE znajduje się pod bezprecedensową presją ze strony grup nacjonalistycznych w całym bloku, systematycznie dążących do demontażu UE.
— Gdyby takie działania były podejmowane we wszystkich 52 stanach USA, jak w UE, USA prawdopodobnie przestałyby istnieć — powiedział Vašečka, kończąc metaforę optymistyczną nutą: „ale UE wciąż istnieje”.
Denník N to nie jedyny słowacki dziennik wysokiej jakości, który zasygnalizował dążenie do zbliżenia Brukseli i relacji z państw Grupy Wyszehradzkiej. W ramach transformacji internetowego portalu informacyjnego Euractiv.sk w euBrief.sk, ogłosił on zacieśnienie współpracy z SME, drugim co do wielkości dziennikiem w kraju.
Bitwa o Europę
Podobny cel, na jaki kładą nacisk słowackie dzienniki wysokiej jakości DenníkN i SME, polegający na niwelowaniu różnic w poziomie sprawozdawczości między Brukselą a Europą Środkowo-Wschodnią, od dawna realizują również podmioty nieliberalne, dzięki rozwijającym się powiązaniom z mediami transgranicznymi.
Przykład Euronews, który ewoluował od wspieranego przez UE międzynarodowego medium do takiego, które daje pole autokratom takim jak Orban, Aleksandar Vucić z Serbii czy Ilham Alijew z Azerbejdżanu, pokazuje, jak prywatny kapitał pozostaje niezwykle silnym instrumentem kształtowania treści medialnych, a także rozmiaru i tematyki przekazów informacyjnych, i to nie tylko w rękach powiązanych z Orbanem oligarchów.
Gal wskazał na przykład największej słowackiej komercyjnej stacji telewizyjnej Markíza, która jest częścią należącego do czeskiego PPF Central European Media Enterprises (CME). Chociaż Markíza „nie odważy się rozpowszechniać rosyjskiej propagandy, tak jak dzieje się to na Węgrzech w mediach powiązanych z rządem”, zauważył Gal, dodając, iż „wszyscy podejrzewamy, iż istnieją porozumienia między rządem Fico a właścicielami i redakcją, i iż sobie nawzajem pomagają”.
Gál wypowiedział się w ten sposób, odnosząc się do skandali związanych z ograniczeniem liczby materiałów informacyjnych i zmianami kadrowymi w redakcji Markízy, które doprowadziły do uruchomienia internetowego serwisu informacyjnego 360ka prowadzonego przez Michala Kovacica, który opuścił Markízę, protestując przeciwko zmianom w redakcji stacji.
Jeszcze poważniejszym przejęciem niż CME przez PPF może być wspomniana wyżej wojna o przejęcie Warner Bros. Właściciel Paramount, David Elisson, i powiązania jego rodziny z Donaldem Trumpem wzbudziły obawy, iż spółki zależne Warner Bros., do których należą polskie kanały telewizyjne TVN i TVN7, znajdą się pod presją, by zająć bardziej konserwatywne stanowisko, czemu może towarzyszyć redukcja miejsc pracy i ograniczenie produkcji treści ze względów ekonomicznych.
W międzykontynentalnych bitwach medialnych, w których stawką jest przyszłość UE, przypadek słowackiego Denníka N w zmieniającym się krajobrazie medialnym, narażonym na presję polityczną i oligarchiczną, tym bardziej się wyróżnia.
Bella podsumował: mamy nadzieję, iż kilka państw zachodnich będzie musiało przejść przez to samo, gdzie rządy popychają swoje kraje w stronę autorytaryzmu i zbliżania się do Rosji — nieoficjalnej siedziby narodowego konserwatywnego zwrotu. Dodał jednak: „To doświadczenie nauczyło nas również, jak być oszczędnym, skutecznym i bardzo uważnym na czytelników, co naszym zdaniem będzie atutem również wśród naszych angielskojęzycznych odbiorców”.
—
Foto.: Visegrad Insight.
—
Artykuł opublikowany w jęz. angielskim 4 marca na Visegrad Insight.

4 godzin temu









