Nowa część nie zawsze znaczy bezpieczna. Matysiak wraca do sprawy części zamiennych

1 godzina temu
Zdjęcie: Nowa część nie zawsze znaczy bezpieczna. Matysiak wraca do sprawy części zamiennych


Fabrycznie nowa część samochodowa może trafić do auta, choć nikt obowiązkowo nie sprawdził, czy jej adekwatności odpowiadają elementowi, który zastępuje. Po wcześniejszej interpelacji Ministerstwo Infrastruktury przyznało, iż w systemie kontroli istnieje luka. Paulina Matysiak nie odpuszcza i ponownie pyta resort: kto adekwatnie odpowiada za bezpieczeństwo części montowanych w samochodach jeżdżących po polskich drogach?

Problem nie zaczął się dziś

To kolejny etap działań Pauliny Matysiak dotyczących jakości napraw samochodów, rynku ubezpieczeniowego i bezpieczeństwa części zamiennych.

Już wcześniej posłanka zwracała uwagę na wątpliwości związane z częściami zamiennymi typu „P”. Na jej stronie opisywana była m.in. sprawa certyfikatów jakościowych, na które powołuje się Polska Izba Ubezpieczeń. Według przytaczanych wówczas stanowisk Automobilklubu Polskiego i Instytutu Transportu Samochodowego zagraniczne instytucje wydające takie certyfikaty nie badają zgodności części z technologiami napraw przewidzianymi przez producentów samochodów.

Temat jest szczególnie istotny przy likwidacji szkód z OC. Wątpliwości budzi sytuacja, w której presja na obniżanie kosztów napraw może prowadzić do sięgania po tańsze zamienniki, podczas gdy kierowca odbierający samochód z warsztatu ma prawo zakładać, iż pojazd odzyskał nie tylko dobry wygląd, ale przede wszystkim wcześniejszy poziom bezpieczeństwa.

Właśnie dlatego w kwietniu 2026 roku Paulina Matysiak skierowała do ministra infrastruktury interpelację w sprawie bezpieczeństwa pojazdów po naprawach powypadkowych. Pytała m.in. o jakość stosowanych części, możliwość ich weryfikacji oraz skuteczność obecnego systemu kontroli. Interpelacja nr 16861 wpłynęła 27 kwietnia 2026 roku.

Ministerstwo odpowiedziało. I odsłoniło problem

Odpowiedź Ministerstwa Infrastruktury z 17 czerwca zamiast zamknąć sprawę, dała podstawy do postawienia kolejnych pytań.

Z wyjaśnień resortu wynikało, iż obowiązek homologacji obejmuje jedynie część wyposażenia i części pojazdów. Pozostają więc elementy, dla których nie funkcjonuje analogiczny, obowiązkowy mechanizm potwierdzający ich jakość i parametry.

Równie istotna okazała się kwestia badań technicznych. Kontrola części zastosowanych podczas naprawy ma w dużej mierze charakter organoleptyczny. Mówiąc prościej: diagnosta może stwierdzić, jak część wygląda, czy została zamontowana i czy widoczne są nieprawidłowości. Nie oznacza to jednak laboratoryjnego sprawdzenia jej wytrzymałości, jakości materiału czy zachowania podczas kolejnego zderzenia.

Certyfikacja części wykraczających poza obowiązkową homologację pozostaje natomiast w określonych przypadkach dobrowolna.

I właśnie w tym miejscu pojawia się zasadnicze pytanie: czy bezpieczeństwo samochodu może zależeć od tego, czy producent części dobrowolnie zdecyduje się ją dokładniej przebadać?

Fabrycznie nowa, ale czy równie bezpieczna?

Obecnie realizowane są prace nad zmianami przepisów dotyczących części, których ponowne użycie może zagrażać bezpieczeństwu ruchu drogowego lub środowisku. Kierunek zmian obejmuje przede wszystkim części używane oraz regenerowane.

Paulina Matysiak zwraca jednak uwagę na to, co pozostaje poza głównym obszarem projektowanych regulacji: fabrycznie nowe części nieoryginalne, które nie są objęte obowiązkową homologacją typu.

„Nowe” nie musi przecież automatycznie oznaczać „równoważne”.

Przedstawiciele branży motoryzacyjnej i warsztatów wskazują na przypadki różnic dotyczących jakości użytych materiałów, kształtu elementów, położenia otworów montażowych czy zabezpieczenia przed korozją. W przypadku zwykłego elementu wyposażenia może oznaczać to krótszą trwałość. W przypadku części współtworzącej konstrukcję odpowiedzialną za bezpieczeństwo bierne pojazdu konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze.

Samochód może wyglądać na prawidłowo naprawiony. Może przejść oględziny. Pytanie brzmi, jak zachowa się przy następnym poważnym zderzeniu.

Państwo musi wiedzieć, co trafia do samochodów

Dlatego nowa interpelacja Matysiak nie dotyczy już wyłącznie tego, jakie części można stosować przy naprawach. Posłanka przesuwa ciężar dyskusji na system nadzoru nad rynkiem.

Pyta Ministerstwo Infrastruktury, dlaczego projektowane regulacje pomijają nowe części nieoryginalne, które nie podlegają obowiązkowej homologacji ani równoważnemu systemowi sprawdzania jakości.

Chce również wiedzieć, czy resort zamierza wprowadzić obowiązkowe badania lub certyfikację tych nowych części, które mogą wpływać na bezpieczeństwo pojazdu.

To zasadnicza różnica. Nie chodzi o zakaz stosowania zamienników. Chodzi o stworzenie jasnych zasad pozwalających udowodnić, iż część, która ma zastępować element zaprojektowany przez producenta samochodu, rzeczywiście spełnia odpowiednie wymagania.

Kto adekwatnie kontroluje rynek?

Kolejne pytania dotyczą odpowiedzialności.

Matysiak domaga się wskazania instytucji, które dziś odpowiadają za kontrolę takich części i nadzorują ich wprowadzanie do obrotu. Pyta również, czy badania elementów istotnych dla bezpieczeństwa mogłyby zostać powierzone akredytowanym instytutom, w których udział ma Skarb Państwa.

Posłanka chce również konkretów dotyczących tego, co dzieje się już na stacjach kontroli pojazdów.

Ministerstwo ma odpowiedzieć, ile badań technicznych w latach 2023–2025 ujawniło nieprawidłowości związane z częściami zastosowanymi podczas napraw powypadkowych. Resort ma także wskazać, jakie narzędzia otrzymają diagności, żeby mogli skuteczniej oceniać elementy zamontowane w naprawionych samochodach.

Bo o ile kontrola ma sprowadzać się głównie do oględzin, trudno mówić o pełnej weryfikacji parametrów części ukrytych pod lakierem, poszyciem czy elementami wyposażenia.

Od pytań o ubezpieczycieli do systemowej kontroli bezpieczeństwa

Nowa interpelacja wpisuje się w szersze działania Pauliny Matysiak dotyczące rynku napraw powypadkowych.

Wcześniej posłanka zajmowała się rolą instytucji nadzorujących rynek ubezpieczeniowy i zwracała uwagę na kontrowersje dotyczące części typu „P”. Następnie skierowała do Ministerstwa Infrastruktury pytania o bezpieczeństwo samochodów po naprawach powypadkowych. Teraz, po odpowiedzi resortu, koncentruje się na luce, która ujawniła się w obowiązującym systemie.

To również naturalna kontynuacja jej działalności w obszarze bezpieczeństwa ruchu drogowego, ponieważ Matysiak przewodniczy Parlamentarnemu Zespołowi ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Bezpieczeństwo nie może kończyć się na oględzinach

Ostatecznie sprawa sprowadza się do bardzo prostego pytania. o ile część samochodu ma wpływ na ochronę kierowcy i pasażerów podczas wypadku, czy wystarczy, iż pasuje do auta i dobrze wygląda?

Zdaniem Pauliny Matysiak państwo powinno być w stanie odpowiedzieć znacznie więcej: kto zbadał taki element, według jakiej procedury, jakie parametry potwierdzono i kto bierze odpowiedzialność za dopuszczenie go do stosowania.

Dlatego posłanka oczekuje od Ministerstwa Infrastruktury nie tylko kolejnego opisu obecnych przepisów. Pyta wprost o sposób usunięcia wcześniej wskazanej luki oraz o konkretny harmonogram zmian prawnych i organizacyjnych.

Idź do oryginalnego materiału