Niektórzy Polacy podpisali na siebie wyrok. Masz to urządzenie? Wpadłeś w nowy podatek, a wymiana kosztować Cię będzie krocie

4 godzin temu

Wyobraźmy sobie mieszkankę Radomia, która rok temu skorzystała z programu Czyste Powietrze i wymieniła stary piec na nowoczesny kocioł gazowy, dostając na to 16 000 złotych dotacji – dokładnie tak, jak zachęcał ją do tego rząd. Mimo to od 2028 roku za tę samą inwestycję zapłaci dodatkowo około 1500 złotych rocznie, a kwota ta będzie rosła z roku na rok – po siedmiu latach skumulowany koszt przekroczy 24 000 złotych. I wcale nie jest w najgorszej sytuacji – gorzej mają miliony lokatorów bloków, którzy nie mają żadnego wpływu na to, czym ogrzewa się ich budynek.

Pieniądze w nieładzie. | Fot. Warszawa w Pigułce.

Czym jest ETS2 i dlaczego nie zobaczysz tej opłaty osobno na rachunku

ETS2 to rozszerzenie unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2, który od 2005 roku obejmuje elektrownie i przemysł, a którego skutki od lat są wliczone w ceny prądu i ciepła systemowego – tyle iż mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Od 1 stycznia 2028 roku system obejmie dodatkowo ogrzewanie budynków oraz transport drogowy. Podstawą prawną jest rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/957 z 10 maja 2023 roku.

Mechanizm działa prosto: dystrybutorzy gazu i węgla będą musieli kupować uprawnienia do emisji za każdą tonę CO2 powstałą przy spalaniu sprzedawanego przez nich paliwa, a koszt ten natychmiast trafi do ceny gazu, węgla i benzyny. Na żadnej fakturze nie pojawi się osobna pozycja „ETS2” – podwyżka zostanie po prostu wliczona w cenę surowca, tak samo jak przez ostatnie dwie dekady dzialo się to z ETS1 w rachunkach za prąd.

Polska chciała trzech lat zwłoki, dostała jeden rok

W listopadzie 2025 roku polski rząd negocjował w Brukseli odroczenie systemu o 3 lata. Wynegocjowano rok. Wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta ogłosił to jako sukces, ale komentujący tę decyzję eksperci są zgodni – to tylko chwila oddechu, system i tak wejdzie w życie w pełnym wymiarze, tyle iż rok później niż pierwotnie planowano.

Ile realnie zapłacą polskie rodziny?

Najbardziej szczegółowe krajowe wyliczenia pochodzą z analizy przygotowanej przez Wandę Buk, adwokat z doświadczeniem w sektorze energetycznym i byłą wiceprezes PGE, oraz Marcina Izdebskiego z Fundacji Republikańskiej. Autorzy podkreślają, iż Polska należy do państw Unii, które odczują system najdotkliwiej – mamy zapotrzebowanie na ciepło przekraczające średnią unijną oraz najwyższy w Europie udział węgla w ogrzewaniu domów.

Dla rodziny ogrzewającej dom gazem skumulowany dodatkowy koszt ETS2 w latach 2028-2031 wyniesie około 6338 złotych, a do 2035 roku – 24 018 złotych. Dla rodziny palącej węglem będzie to odpowiednio 10 311 złotych i 39 074 złotych. W starych, nieocieplonych domach kwoty robią się dramatyczne – do 2035 roku choćby 45 851 złotych przy gazie i ponad 77 000 złotych przy węglu. Do tego dojdą podwyżki na stacjach paliw – około 29-30 groszy na litrze benzyny, 35 groszy na litrze diesla i 21 groszy na litrze LPG, co dla przeciętnej rodziny z dwoma samochodami oznacza ponad 1000 złotych rocznie więcej. Po połączeniu systemów ETS1 i ETS2 w 2031 roku podwyżka na litrze paliwa przekroczy 50 groszy.

Niemiecki raport potwierdza: Polska zapłaci najwięcej w całej Unii

Do podobnych wniosków, choć z europejskiej perspektywy, doszła niemiecka Bertelsmann Stiftung. Z jej analizy wynika, iż przy cenie uprawnień na poziomie 60 euro za tonę CO2 – czyli poziomie spodziewanym na start systemu w 2028 roku – roczne wydatki na ogrzewanie w przeciętnym polskim gospodarstwie domowym wzrosną średnio o około 372 euro, czyli mniej więcej 1500-1600 złotych. Przy cenie 180 euro za tonę, do jakiej może dojść po połączeniu obu systemów, wzrost sięgnąłby ponad 1000 euro rocznie, czyli około 4000 złotych. To najwyższy wzrost kosztów ogrzewania spośród wszystkich państw Unii Europejskiej.

Autorzy raportu wskazują, iż kraje Europy Środkowo-Wschodniej – gdzie dominuje ogrzewanie węglem, gazem i olejem opałowym, a dochody są niższe niż na zachodzie kontynentu – zapłacą za reformę najwięcej. Najmocniej odczują ją mieszkańcy mniejszych miejscowości oraz emeryci, dla których wydatki na energię już dziś są dużym obciążeniem budżetu domowego.

Nie wszyscy eksperci widzą to tak czarno

Warto jednak zaznaczyć, iż nie wszystkie analizy rysują aż tak dramatyczny obraz. Raport WiseEuropa „Wędka czy ryba? Wsparcie dla polskich MŚP w związku z wprowadzeniem ETS2” szacuje wzrost kosztów ogrzewania węglem i gazem do 2030 roku na około 83 procent, a cen benzyny i diesla na około 85 procent – to podwyżki wyraźnie mniejsze niż te, które Polska przeżyła już wcześniej przy okazji kryzysu energetycznego. Zdaniem autorów najważniejsze będzie przygotowanie odpowiednich instrumentów wsparcia, zwłaszcza dla małych i średnich firm, które poniosą część kosztów jako dostawcy paliw.

Podobny ton przyjmuje prezeska Forum Energii, dr Joanna Maćkowiak-Pandera, która przekonuje, iż rząd powinien przestać straszyć ETS2, a zamiast tego zająć się opracowaniem spójnej strategii dla sektora ogrzewania budynków – przyspieszeniem elektryfikacji, eliminowaniem węgla z gospodarstw domowych i ograniczaniem zależności od importowanego gazu. Samo odroczenie systemu o rok, jej zdaniem, niczego nie rozwiąże, jeżeli nie pójdą za nim konkretne działania.

Najgorzej mają lokatorzy bloków – i nie mają na to żadnego wpływu

Właściciel domu może wymienić kocioł, ocieplić ściany czy zainstalować pompę ciepła. Lokator mieszkania podłączonego do miejskiej sieci ciepłowniczej nie ma takiej możliwości – o źródle ciepła decyduje za niego elektrociepłownia, która od 2028 roku zacznie płacić za emisje i przerzuci ten koszt wprost na rachunki za ogrzewanie. Dla przeciętnego mieszkania o powierzchni 50-60 metrów kwadratowych podłączonego do sieci opartej na węglu dodatkowe koszty mogą sięgnąć 1000-1500 złotych rocznie w pierwszych latach, a po połączeniu systemów w 2031 roku – 2000-2500 złotych rocznie. Łącznie w latach 2028-2035 daje to od 15 000 do 20 000 złotych z budżetu lokatora, który nie wymienił ani jednej rury i nie podjął żadnej decyzji o paliwie. Najgorzej wypadają miasta z ciepłowniami opalanymi głównie węglem, głównie na Śląsku, w Małopolsce i Łódzkiem – najlepiej te podłączone do ciepłowni na biomasę, odpady komunalne lub wyposażonych w instalacje kogeneracyjne.

Trzy mity na temat ETS2, które warto sprostować

Wokół systemu narosło sporo nieścisłości. Po pierwsze, nie ma żadnego zakazu posiadania kotła gazowego po 2040 roku – dyrektywa EPBD zakłada modernizację budynków do standardu bezemisyjnego dopiero do 2050 roku, a do tego czasu istniejące kotły mogą normalnie działać, być serwisowane i naprawiane. Po drugie, nie ma też zakazu kupna nowego kotła gazowego – to, co skończyło się w 2025 roku, to jedynie dotacje z Czystego Powietrza na samodzielne kotły gazowe, sam zakup i montaż pozostają legalne, a zakaz montażu w nowo budowanych domach wejdzie dopiero od 2030 roku. Po trzecie, kotły zasilane biometanem lub wodorem nie podlegają żadnym ograniczeniom, bo dyrektywa zakazuje paliw kopalnych, a nie gazowego spalania jako takiego – branża spodziewa się, iż dzięki temu wyjątkowi kotły gazowe pozostaną na rynku co najmniej do 2040 roku.

Pompa ciepła jako ratunek – niestety w cenie nowego samochodu

Gdy za kilka czy kilkanaście lat obecny kocioł się zepsuje, wielu właścicieli domów stanie przed decyzją o wymianie. Kompleksowe przejście na pompę ciepła wraz z modernizacją to koszt rzędu 80 000-150 000 złotych: sama pompa powietrzna z montażem to 30 000-65 000 złotych, gruntowa – 60 000-100 000 złotych, do tego dochodzi wymiana grzejników (15 000-25 000 zł), ocieplenie budynku (20 000-40 000 zł), przebudowa instalacji centralnego ogrzewania (10 000-20 000 zł) oraz fotowoltaika (25 000-35 000 zł). Bez ocieplenia domu pompa ciepła generuje rachunki za prąd porównywalne z kosztami gazu – potwierdziła to zima 2025/2026, gdy przy mrozach poniżej -15 stopni koszty eksploatacji powietrznej pompy dla domu 150 metrów kwadratowych sięgały 1400 złotych miesięcznie.

Polska ma otrzymać ze Społecznego Funduszu Klimatycznego około 11,4 miliarda euro, czyli w przybliżeniu 50 miliardów złotych – pieniądze mają zacząć płynąć już od 2026 roku, dwa lata przed pierwszymi podwyżkami ETS2. To realne okno na modernizację z dofinansowaniem, zanim koszty emisji zaczną rosnąć. Problem w tym, iż przy około 6 milionach rodzin ogrzewających się paliwami kopalnymi pieniędzy nie starczy dla wszystkich – system działa na zasadzie kolejki, a gdy pula się wyczerpie, kolejni wnioskodawcy dostaną odmowę.

Sprawdź, do którego scenariusza pasujesz

Właściciele kotła młodszego niż 10 lat mogą liczyć na to, iż przetrwa on do około 2035-2040 roku, więc nie muszą działać natychmiast – warto jednak już teraz zacząć systematycznie odkładać 400-600 złotych miesięcznie z myślą o przyszłej wymianie. Brak takiej rezerwy może za kilkanaście lat oznaczać konieczność kredytu na 100 000 złotych, co przy dzisiejszych stopach procentowych daje ratę rzędu 1500-2000 złotych miesięcznie przez 7-10 lat. Właściciele starszego kotła, powyżej 10 lat, zyskają najwięcej, rozważając już teraz system hybrydowy łączący pompę ciepła z istniejącym kotłem jako zapasowym źródłem ciepła – to koszt około 60 000 złotych, przy możliwej dotacji do 30 000 złotych, a oszczędność na kosztach eksploatacji sięga 30-50 procent.

Osoby mieszkające w blokach nie mają wpływu na wybór źródła ciepła, ale wciąż mogą realnie ograniczyć rachunki – ocieplenie mieszkania od środka, wymiana okien i montaż termostatycznych głowic na kaloryferach dają oszczędność rzędu 10-15 procent, a do tego warto lobbować w spółdzielni czy wspólnocie za termomodernizacją całego budynku. Wszystkim, niezależnie od typu ogrzewania, opłaca się też śledzić nabory wniosków w programach dotacyjnych – gdy nowa pula otworzy się w latach 2026-2027, wnioski będą rozpatrywane w kolejności zgłoszeń, więc wcześniejsze złożenie dokumentów realnie zwiększa szansę na wsparcie, zanim budżet programu się wyczerpie.

Idź do oryginalnego materiału