Miejskie wyspy ciepła wykryte z dokładnością do przecznicy

2 godzin temu

Badacze z Northeastern University argumentują, iż dotychczasowe podejście do walki z miejskim upałem jest zbyt uproszczone. Miasta porównują dzielnicę z dzielnicą, zakładając, iż każda ulica w okolicy ma podobną temperaturę. W rzeczywistości różnice sięgające kilku stopni występują między sąsiadującymi przecznicami – w zależności od ilości betonu, gęstości zabudowy i obecności drzew. To nie tyle miejskie wyspy ciepła, ile rozsiane „wysepki” w obrębie tej samej społeczności.

Czujniki zamiast satelitów

Rozwiązaniem są gęste sieci czujników mierzących temperaturę w czasie rzeczywistym. W bostońskim Roxbury projekt Common SENSES – łączący organizacje sąsiedzkie, naukowców i urzędników – zainstalował ponad trzy tuziny czujników mierzących temperaturę co minutę, a kolejne 25 jest w montażu. Technologia tanieje i jest już wdrażana w Miami, Baltimore, Singapurze i Barcelonie. Tam, gdzie stałe instalacje są zbyt kosztowne, alternatywą są mobilne pomiary wolontariuszy – amerykańska NOAA stworzyła w ten sposób jednorazowe mapy ciepła dla ponad 50 miast.

Dlaczego dotychczasowe działania zawodzą

Autor wskazuje konkretne przykłady zmarnowanego potencjału. Ogromna inwestycja Los Angeles w chłodne nawierzchnie objęła całe miasto zamiast najbardziej przegrzanych dzielnic. Nowojorski program sadzenia drzew nie przewidział, gdzie faktycznie da się je posadzić. Londyn korzysta z danych satelitarnych, ale ich rozdzielczość nie pozwala dostrzec różnic między blokami.

Precyzyjne dane umożliwiłyby strategiczne rozmieszczanie parków kieszonkowych, chłodnych dachów i drzew przyulicznych dokładnie tam, gdzie przynoszą największy efekt. Ukierunkowane interwencje są tańsze i pomagają większej liczbie ludzi niż działania rozproszone po całym mieście. Miasta mogą też wymagać od deweloperów włączania zieleni do projektów – by nie tworzyć nowych wysepek ciepła.

Alerty dopasowane do ulicy

Drugi obszar zastosowań to systemy ostrzegania. w tej chwili alerty upalne obejmują całe regiony jednym poziomem zagrożenia, choć jedne ulice przekraczają krytyczny próg, a inne nie. Dane z czujników mogłyby trafiać bezpośrednio do mieszkańców lub przez lokalne organizacje – wskazując najgorętsze odcinki i podpowiadając chłodniejsze trasy przejścia przez dzielnicę.
Kluczowe jest jednak połączenie pomiarów z wiedzą mieszkańców.

Fot: Pxhere

Idź do oryginalnego materiału