Michał Klimek, przedsiębiorca i przedstawiciel Konfederacji Korony Polskiej, zapowiada udział w wyścigu o fotel prezydenta Krakowa po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego. Kandydat nie kryje krytycznego stosunku do wielu decyzji władz miasta – od Strefy Czystego Transportu, przez politykę parkingową i ceny biletów komunikacji miejskiej, po plany budowy metra. W rozmowie z KrkNews.pl przedstawia swoją wizję Krakowa opartą m.in. na ograniczeniu wydatków, wsparciu małych i średnich przedsiębiorców oraz zwiększeniu roli prywatnego sektora w rozwiązywaniu miejskich problemów.
Małgorzata Armada, KrkNews.pl: Jakie są Pana związki z Krakowem?
Michał Klimek, kandydat na prezydenta Krakowa z ramienia Konfederacji Korony Polskiej: Ja z urodzenia jestem Krakowianinem. Od lat dziewięćdziesiątych prowadzę w mieście działalność gospodarczą, w tej chwili w postaci rodzinnej firmy florystycznej, którą założyłem wraz z żoną. Mamy dwie kwiaciarnie. Politycznie udzielam się również od lat dziewięćdziesiątych, kiedy zostałem członkiem zarządu krakowskiego oddziału Unii Polityki Realnej. Aktualnie od kilku dobrych lat jestem związany z Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Zgodnie z sondażami głównym powodem odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego było wprowadzenie przez niego Strefy Czystego Transportu. Czy według Pana powinna zostać ona w obecnym kształcie? Jakie zmiany proponowałby Pan wprowadzić? A może jest Pan za jej zniesieniem?
Najlepiej byłoby znieść ją całkowicie, natomiast, żeby wilk był syty i owca cała, to należy ją ograniczyć jedynie do powierzchni Rynku Głównego. Obecny kształt SCT trzeba absolutnie dać do kosza, bo ona nie służy w żaden sposób ani mieszkańcom, ani miastu. To jest ideologiczny pomysł narzucony odgórnie po to, żeby mieszkańców Krakowa, ale też innych miast – bo proszę zwrócić uwagę, iż w innych miastach również te strefy są proponowane i wdrażane – tresować i dzielić. Tutaj na przykład Lewica nie mówi o wykluczeniu, a ono następuje – wykluczenie najbiedniejszych ludzi, ale też właścicieli samochodów, którzy nie chcą zmieniać auta z różnych powodów. Czasem finansowych, czasem nostalgicznych.
Tak czy inaczej, miasto nie ma prawa absolutnie zabraniać wjazdu nikomu do siebie. To jest podcinanie gałęzi, na której się siedzi, ponieważ Kraków żyje z tych ludzi, którzy tutaj przyjeżdżają, ale nie z haraczu rozbójniczego na rogatkach, tylko z biznesu, z pieniędzy, które ci ludzie zostawiają dobrowolnie w mieście, kupując towary, korzystając z usług i z rozrywki w naszym mieście. Natomiast raz, drugi, trzeci okradzeni z pieniędzy – bo tak trzeba nazwać opłatę za wjazd – po prostu się zniechęcą i będą szukać innych rozwiązań. Miasto na tym traci.
Jednym z najgłośniejszych i najważniejszych tematów w Krakowie pozostaje budowa metra. Czy gdyby objął Pan urząd, rozpoczęte już prace nad tą inwestycją byłyby kontynuowane?
Na tym etapie zadłużenia Krakowa metro jest absolutnie chorym pomysłem. Nie wiem, jaki poziom bankructwa by nastąpił, gdyby ten projekt był wdrażany. To można realizować, kiedy miasto będzie miało solidną nadwyżkę w kasie, kiedy będziemy mieć wyremontowane mosty. Wtedy można zastanawiać się nad lepszym udrożnieniem, rozwojem komunikacji w tę stronę. Proszę zwrócić uwagę, iż władze miasta obiecywały tunel i komunikację pod Wzgórzem Świętej Bronisławy, zanim pojawiła się koncepcja metra, i choćby takiej rzeczy nie były w stanie zrobić.
Metro to olbrzymie pieniądze, to jest nie na nasze obecne możliwości. Już sobie wyobrażam, jak zacierają ręce urzędnicy miejscy, mam nadzieję, iż tylko dotychczasowi, którzy przy rozdzielaniu funduszy niejedną sumę pewnie skierują w innym kierunku niż oficjalny. Wiele osób jest takim działaniem zainteresowanych, wykonawcy oczywiście najbardziej. To jest myślenie typu: zadłużajmy Kraków maksymalnie, bo przynajmniej my na tym jeszcze trochę uszczkniemy. To nie jest dobre rozwiązanie dla mieszkańców.
Zadłużenie Krakowa wynosi już ponad 8 mld złotych, a według prognoz pod koniec roku zbliży się do 9 mld. Jaki jest Pana pomysł na jego obniżenie, na naprawę tej sytuacji?
Miasto powinno być potraktowane jak każda firma. Nie firma non-profit, nie fundacja dobroczynna czy żebracza, tylko firma, która ma zarabiać. Żeby firma zarabiała, musi mieć większe zyski niż koszty. Na oba te filary miasto ma wpływ. Tymczasem w tej chwili koszty miasta są wyśrubowane w kosmos. Biurokracja rozpasana, rozdęta, największa w historii, a co za tym idzie źle działająca i kosztująca mieszkańców krocie. A to oni tak naprawdę zlecają zarządzanie miastem wybranym przez siebie politykom. Dobrze więc, iż nastąpiło referendum, choć nie do końca skuteczne, bo rada miasta nie została odwołana. Ale cieszmy się chociaż lekkim powiewem wolności i możliwości.
Uważam, iż koniecznością jest obniżenie liczby urzędników w Krakowie. Dzięki temu ci, którzy zostaną, ci najbardziej kompetentni i pracowici, będą zarabiać więcej. Będziemy mieć małą administrację, natomiast lepiej opłacaną. Koniecznością jest również cięcie kosztów. Niedawno w mediach pojawiła się informacja, iż przez ostatnie pół roku urząd miasta wydał więcej niż w poprzednich latach. Smacznego życzę, ale m.in. ja za to płacę i moi współmieszkańcy Krakowa.
Miałem okazję być na jednym z posiedzeń sejmiku wojewódzkiego dotyczącego zniknięcia 35 milionów euro przeznaczonych na giełdę płodów rolnych dla Krakowa. Dziewięć lat oszukiwano rolników, pieniądze zniknęły, ale nie zapomniano, żeby na tej sesji był suto zastawiony stół dla polityków. Kilka godzin sesji, ale jak na weselu. Muszę przyznać, iż byłem pod wrażeniem. Szkoda tylko, iż my za to wszystko płacimy. Tak iż tnijmy koszty, patrzmy na wydatki. A mieszkańcom, a przede wszystkim tym, którzy najbardziej generują zyskowność miasta – małym i średnim przedsiębiorcom – przychylmy nieba. Obniżmy wszystkim firmom podatki, jakiekolwiek miasto jest w stanie obniżyć. o ile – odnosząc się do Barei i filmu „Miś” – krakowskie misie, czyli mali i średni przedsiębiorcy, będą miały więcej pieniędzy w obrocie, większe bezpieczeństwo, większy spokój i pewność, iż jutro się to nie zmieni, będą rozwijały skrzydła, będą rozwijały swoje firmy, a w związku z tym będą też płaciły większe podatki.
Stara zasada – krzywa Laffera, która jest podstawą ekonomii i o której niestety nie uczą na lewicowych studiach – mówi, iż podatki mają być optymalnie niskie po to, żeby wpływy do budżetu były dużo wyższe niż przy wyższych podatkach. Gość za to nagrodę Nobla dostał, ale nie wszyscy w ekonomii to stosują.
Jednym z powodów odwołania Aleksandra Miszalskiego były podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, które należą do najwyższych w Polsce. Czy należy obniżyć je do poprzedniej taryfy czy wprowadzić zupełnie nową?
Temat komunikacji to temat szerszy. Oczywiście, iż urząd był łapczywy, pazerny i prowadzony przez hipokrytów, którzy będą podwyższać ceny po to, żeby mieć więcej pieniędzy i większą władzę nad nami. Natomiast pytanie jest inne: dlaczego te ceny są takie wysokie, najwyższe w Polsce? Ja zadam jeszcze inne pytanie: dlaczego komunikacja miejska w Krakowie jest stopniowo przejmowana przez izraelską, żydowską firmę spółdzielczą z Tel Awiwu? Dlaczego deficytowa komunikacja miejska podpisuje umowę na prowadzenie taboru przez żydowską firmę? Niezależnie od tego, ilu przewiezie pasażerów, zarobi, wyciągnie z budżetu miejskiego tyle pieniędzy, ile zakontraktowało miasto. Świetny biznes.
Natomiast jeżeli chodzi o koszty krakowskiej komunikacji: dlaczego są tak wysokie i dlaczego komunikacja jest niedochodowa? Nie jest rozwiązaniem podwyższanie cen biletów w nieskończoność, tylko skupienie się na ich obniżeniu. Wracam do tematu: dlaczego stosujemy outsourcing zamiast zapewnić tabor we własnym zakresie? Myślę, iż byłoby taniej i rozsądniej.
Kolejnym głośnym tematem w Krakowie jest Strefa Płatnego Parkowania. W 2025 r. podniesiono w mieście stawki za parkowanie, w 2026 r. wydłużono godziny obowiązywania SPP i wprowadzono płatne niedziele (po korekcie – dla przyjezdnych). Ponadto mieszkańcy nieustannie narzekają na brak miejsc parkingowych. Jakie Pan rozwiązania proponuje w tych kwestiach?
Prezydent Miszalski pewnie żałuje, iż tydzień nie ma ośmiu lub dziewięciu dni, bo chętnie nałożyłby opłatę za parkowanie na kolejne. Prawda jest taka, iż miasto od lat utrudnia życie właścicielom samochodów, ograniczając przepustowość dróg i liczbę miejsc parkingowych w Krakowie, dając wszędzie słupki. Ten, kto produkuje i stawia słupki, zarabia oczywiście, bo miasto nie zleca tego za darmo, więc wszyscy są zadowoleni oprócz właścicieli samochodów.
Absolutnie trzeba wrócić do tego, iż niedziele są bezpłatne, soboty również. Zapraszajmy wszystkich turystów, wszystkich z okolicznych gmin i miast. Pamiętajmy, iż duża część mieszkańców Krakowa wyprowadziła się kilka czy kilkanaście kilometrów poza granicę miasta, ale wciąż jest z nim związana – zawodowo, emocjonalnie czy rodzinnie – i nagle ma płacić za wjazd do własnego miasta. To jest kuriozum.
Ja mam jeszcze inne pytanie: dlaczego strefa płatnego parkowania jest zarządzana tylko przez jedną firmę? Może trzeba ją podzielić i zrobić przetarg, kto będzie nią lepiej zarządzał, kto wybuduje więcej miejsc parkingowych? Na przykład w Wiedniu są wielopoziomowe, jednostanowiskowe parkingi i nagle okazuje się, iż dzięki zainstalowanym platformom można zmieścić na jednym stanowisku trzy samochody. Są takie rozwiązania. Gdyby prywatne firmy dogadały się z właścicielami nieruchomości i wdrożyły je w Krakowie, okazałoby się, iż zaczynamy mieć wystarczającą liczbę miejsc parkingowych. Takie miejsca powinny być kontrolowane, powinny pojawić się aplikacje dla kierowców, gdzie mogą podjechać i zaparkować. To są wszystko rozwiązania, które zapewni prywatny sektor, a nie urząd, bo urząd nigdy nie będzie działał dynamicznie. Prywatna firma zrobiłaby to szybciej, sprawniej.
Natomiast trzeba zacząć najprościej, czyli zlikwidować wszędzie słupki. W zachodnich stolicach nikomu nie przeszkadza, iż jeden samochód stoi obok drugiego, to naturalny krajobraz miasta. Nie chcę widzieć samochodów, to jadę w góry, ale w mieście samochód jest koniecznym środkiem lokomocji.
Według sondaży mieszkańcy Krakowa, którzy poszli do urn odwołać Aleksandra Miszalskiego, mieli zastrzeżenia do sposobu obsadzania stanowisk w urzędzie i spółkach miejskich i zarzucali byłemu już prezydentowi nepotyzm. Czy może Pan zagwarantować, iż za Pana władzy tzw. kolesiostwo odeszłoby w zapomnienie?
Trudno sobie to wyobrazić, bo granica została przekroczona ad absurdum. o ile jest ogłaszany konkurs na szefa sanepidu i człowiek go przegrywa, a później zostaje szefem sanepidu, to nie mam słów, to jest po prostu obrzydliwe. Na każde stanowisko ma być konkurs merytoryczny, wymierzalny i wygrywa wtedy najlepszy. o ile to się złamie i robi się konkurs pod kogoś, a i tak, jeżeli przegra, to i tak wygrywa ten konkurs, no to o czym my mówimy? To już jest upadek całkowity, ale też właśnie buta i bezczelność władzy.
Myślę, iż dlatego też m.in. Krakowianie powiedzieli dość i to niezależnie od tego, czy głosowali wcześniej na Aleksandra Miszalskiego, czy nie. Osobiście poznałem osoby, które otwarcie przyznawały, iż go popierały, ale to, co wyczyniał podczas prezydentury, rozdrażniło ich i non possumus – nie chcieli go więcej widzieć.
Od jakiegoś czasu Kraków boryka się z masowymi zwolnieniami pracowników. Mieliśmy być drugą Doliną Krzemową, a tymczasem korporacje przenoszą się do tańszych krajów. Jaki jest Pana pomysł na rozwiązanie tego problemu?
Miejsca pracy tworzą misie – mali i średni przedsiębiorcy. Przychylmy im nieba, będą tworzyć miejsca pracy, natomiast wystrzegajmy się tworzenia miejsc pracy przez urzędy. Kraków to testował przez kilkadziesiąt lat i to kosztuje, a na końcu donikąd nie prowadzi.
Takie rozwiązanie nas nie interesuje, interesują nas całkowicie prywatne miejsca pracy, elastyczne, gdzie właściciel decyduje o działaniu, podejmuje szybką decyzję i zatrudnia. Natomiast musi mieć pewność ponoszonych kosztów zatrudnienia, które niestety są wysokie i tu miasto nie na wszystko oczywiście ma wpływ. Dlatego ze strony miasta stwórzmy warunki dla małych i średnich przedsiębiorców. Dla usług, produkcji, rzemiosła. Co jest potrzebne dla Krakowa, najlepiej będzie wiedział przedsiębiorca, który chce sam zarobić, utrzymać swoją rodzinę, dać zatrudnienie innym ludziom. My mu nie przeszkadzajmy.
My róbmy swoje, zarządzajmy miastem, a firmy będą same działały, a nie molochy, które najpierw za zniżki podatkowe od miasta funkcjonują, nie płacą żadnych podatków w Krakowie, w Polsce, po czym uciekają i zostawiają nas z problemem, gdzie młodzi ludzie borykają się z zatrudnieniem. Na to nakłada się jeszcze niesłychana liczba nachodźców z Ukrainy, korzystających z naszych benefitów, socjalu, którzy bezprawnie zabierają nam nasze możliwości. Zero socjalu dla imigrantów. To będzie ich zniechęcać do mieszkania tutaj. Wspierajmy natomiast naszych przedsiębiorców.
Jakie są trzy podstawowe, priorytetowe tematy, którymi chciałby Pan zająć się podczas prezydentury?
Najważniejsza sprawa to właśnie przychylenie nieba misiom, czyli maksymalne obniżenie wszelkich miejskich podatków po to, żeby krakowskie firmy odczuły jakiś powiew siły i wsparcie ze strony miasta. Druga rzecz to konieczność potraktowania Krakowa jako firmy, czyli radykalne zmniejszenie liczby urzędników. Nie ma od tego ucieczki. I trzecia kwestia to poprawa komunikacji, czyli wytnijmy słupki, musimy zwiększyć liczbę miejsc parkingowych, przelotowość ulic, zlikwidujmy idiotyczne krawężniki na środku Alei Trzech Wieszczów, utrudniające zmianę pasa, powodujące niebezpieczeństwa, zwiększające korki. To spowoduje, iż ludziom będzie się przynajmniej przez te dwa lata łatwiej żyć.
Małgorzata Armada

3 godzin temu








![Spływ na byle czym. Borowiki z Borawego nie mieli sobie równych! [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/spyw.png)