Losy biometanowni w gminie Leśniowice raczej przesądzone. Inwestor deklaruje wycofanie po sprzeciwie mieszkańców

58 minut temu
Podczas otwartego spotkania z przedstawicielami inwestora, które odbyło się 10 września w Rakołupach, mieszkańcy przedstawili swoje zastrzeżenia i pytania dotyczące planowanej instalacji. Władze gminy Leśniowice również nie przychyliły się do pomysłu lokalizacji biometanowni w tym miejscu. Gmina, jak przekazała nam wójt Joanna Jabłońska, nie uwzględniła wniosku inwestora w przygotowywanym właśnie planie ogólnym.Przedstawiciele spółki Galia Green Power zadeklarowali natomiast, iż w przypadku wyraźnego sprzeciwu mieszkańców nie będą forsować inwestycji w tej lokalizacji i będą poszukiwać innego miejsca.Gmina nie uwzględniła wniosku inwestoraPomysł budowy biometanowni pojawił się w związku z pracami nad planem ogólnym gminy Leśniowice. Spółka Galia Green Power złożyła uwagę, w której wnioskowała o uwzględnienie możliwości realizacji tego typu inwestycji na terenie tzw. „Gałanówki”.Jak wyjaśnia wójt gminy Leśniowice Joanna Jabłońska, samorząd nie uwzględnił tego wniosku.- Firma złożyła uwagę do planu ogólnego o uwzględnienie tej biogazowni, natomiast my tej uwagi nie uwzględniliśmy. Firma chciała się jednak spotkać z mieszkańcami i do takiego spotkania doszło – potwierdziła w rozmowie z nami włodarz.Spotkanie w Rakołupach miało charakter informacyjny i konsultacyjny. Wójt Joanna Jabłońska uczestniczyła w zebraniu i podkreśla, iż rozmowa przebiegła spokojnie, jednak stanowisko mieszkańców było jednoznaczne.Jednocześnie, jak zaznacza wójt, na tym etapie nie rozpoczęto jeszcze formalnej procedury środowiskowej związanej z inwestycją. Inwestor nie wszczął również formalnych prac projektowych. Spotkanie z mieszkańcami można więc traktować jako etap wstępnego rozpoznania możliwości realizacji przedsięwzięcia i sprawdzenia, jak lokalna społeczność odnosi się do takiej inwestycji. I najprawdopodobniej na tym właśnie rekonesansie cała sprawa się zakończy.Ważna sieć gazowa, ale i tereny turystyczneWedług Joanny Jabłońskiej wybór tego konkretnego obszaru przez inwestora nie był przypadkowy. Jednym z najważniejszych czynników miała być dostępność infrastruktury przesyłowej i możliwość podłączenia instalacji do sieci gazowej w rejonie Maciejowa, na terenie gminy Siennica Różana.To właśnie możliwość wykorzystania istniejącej infrastruktury gazowej miała przemawiać za rozważeniem tej lokalizacji. Z punktu widzenia rozwoju gminy Leśniowice pojawił się jednak istotny problem - teren znajduje się w pobliżu obszarów, które samorząd chce rozwijać pod kątem turystyki i rekreacji.Wójt Joanna Jabłońska zwraca uwagę przede wszystkim na sąsiedztwo Zalewu Maczuły.- To miejsce leży blisko zalewu. Tam rozwijamy turystykę. Myślę też, iż inwestorzy powinni się skupiać na lokalizacjach gdzieś dalej na polach, z dala od zabudowań, tak aby transport nie stanowił uciążliwości dla mieszkańców - uważa włodarz gminy.Stanowisko władz nie oznacza sprzeciwu wobec samej idei produkcji biometanu. Problemem jest przede wszystkim lokalizacja instalacji oraz związane z nią konsekwencje dla mieszkańców i kierunku rozwoju tego obszaru.„Inwestorzy powinni rozmawiać z mieszkańcami”Wójt pozytywnie ocenia jednocześnie fakt, iż przedstawiciele spółki zdecydowali się na wstępną rozmowę z mieszkańcami jeszcze przed rozpoczęciem formalnych procedur i poniesieniem dużych nakładów związanych z przygotowaniem inwestycji.Zdaniem Joanny Jabłońskiej takie podejście pozwala uniknąć wieloletnich konfliktów społecznych. Jak wskazuje, w innych gminach brak odpowiednio wczesnego dialogu z mieszkańcami prowadził do eskalacji sprzeciwu i długotrwałych procedur administracyjnych, których przeprowadzenie także generuje spore koszty.Wójt wskazuje w tym kontekście na doświadczenia wyniesione ze współpracy ze spółką Power Hub, która zamierzała wybudować podobne zakłady między innymi w Janówce (a więc także na terenie gminy Leśniowice) czy też na terenie gminy Dorohusk. Oba przedsięwzięcia ostatecznie upały, a pozostały tylko niepotrzebne napięcia społeczne.Z perspektywy samorządu wcześniejsza rozmowa z mieszkańcami pozwala więc nie tylko lepiej ocenić potencjalne skutki inwestycji, ale również ograniczyć ryzyko sytuacji, w której inwestor angażuje znaczne środki w projekt, który od początku nie ma społecznej akceptacji.Dalsza część tekstu na kolejnej stronie. Sołtys Nowego Folwarku: „Największym problemem byłby wzmożony ruch pojazdów”Szczegóły spotkania z inwestorem oraz obawy mieszkańców przedstawił nam również sołtys Nowego Folwarku Krzysztof Zalewa.Z przedstawionych mu założeń wynikało, iż planowana instalacja miałaby wykorzystywać różnego rodzaju surowce organiczne. Wśród nich wymieniano m.in.: odpady z przetwórstwa spożywczego, kiszonki, obornik oraz gnojowicę.Dla mieszkańców szczególnie istotna okazała się jednak nie sama technologia produkcji biometanu, ale skala transportu, który byłby niezbędny do dostarczania substratów do zakładu i wywożenia produktów powstających w procesie technologicznym.Jak relacjonuje sołtys Zalewa, właśnie zwiększony ruch samochodów ciężarowych był jednym z najważniejszych powodów sprzeciwu mieszkańców.- Mieszkańcy byli przeciwni najbardziej zwiększonemu ruchowi samochodów. Przedstawiciel inwestora z jednej strony mówił o 10–15 samochodach na dobę, a na spotkaniu padła liczba 30 ciężarówek na dobę, od poniedziałku do piątku. Przy założeniu, iż jeden załadowany TIR to masa rzędu 40 ton - podkreśla gospodarz miejscowości.Dla mieszkańców oznaczałoby to znaczący wzrost liczby ciężkich pojazdów poruszających się po lokalnych drogach. Wątpliwości potęguje fakt, iż część infrastruktury drogowej w tym rejonie nie jest przystosowana do regularnego ruchu pojazdów o takiej masie.Drogi nieprzystosowane do ciężkiego transportuKrzysztof Zalewa zwraca uwagę, iż problem nie ogranicza się wyłącznie do zwiększenia natężenia ruchu. Istotnym zagadnieniem jest również stan dróg oraz obowiązujące na nich ograniczenia tonażowe.Droga powiatowa przebiegająca w rejonie planowanej inwestycji ma ograniczenie do 8 ton. choćby pusty zestaw pojazdów potrafi ważyć ok. 16 ton.Zdaniem mieszkańców regularny przejazd tak ciężkich pojazdów mógłby gwałtownie doprowadzić do pogorszenia stanu nawierzchni.Sołtys wskazuje, iż część lokalnych dróg została niedawno wyrównana i pokryta cienką warstwą asfaltu. Przy intensywnym ruchu ciężarowym taka nawierzchnia, w ocenie mieszkańców, mogłaby zostać poważnie uszkodzona w stosunkowo krótkim czasie.Inwestor miał przedstawiać możliwość utwardzenia drogi gruntowej prowadzącej do planowanego zakładu albo współfinansowania remontu drogi wspólnie ze starostwem powiatowym. Dla mieszkańców nie byłoby to jednak rozwiązanie całego problemu.Jak wskazują, poprawa około dwukilometrowego odcinka nie zabezpieczałaby pozostałych dróg wykorzystywanych przez ciężarówki do transportu surowców i produktów. Obawy dotyczą więc nie tylko bezpośredniego sąsiedztwa planowanej inwestycji, ale całej trasy, którą ciężki transport musiałby pokonywać.Inwestor deklaruje: „Nie będziemy działać wbrew mieszkańcom”Podczas spotkania przedstawiciel spółki miał zapewnić mieszkańców, iż firma nie zamierza forsować inwestycji wbrew ich wyraźnemu sprzeciwowi.- Przedstawiciel mówił, iż o ile zobaczą opór mieszkańców, to na siłę nie będą tu nic inwestować. Według tego sprawę należy uznać za zamkniętą - przekazał nam sołtys.Deklaracja ta oznacza, iż przyszłość projektu w tej konkretnej lokalizacji stoi w tej chwili pod dużym znakiem zapytania. o ile inwestor podtrzyma swoje stanowisko, najprawdopodobniej będzie musiał znaleźć inną lokalizację, która z jednej strony zapewni odpowiednie warunki techniczne, w tym możliwość podłączenia do sieci gazowej, a z drugiej nie będzie kolidowała z zabudową mieszkaniową, lokalnymi drogami czy terenami przeznaczonymi na rozwój turystyki.W trakcie dyskusji mieszkańcy zwracali uwagę również na potencjalne oddziaływanie biometanowni na środowisko i jakość życia.Wśród najczęściej podnoszonych obaw znalazły się przede wszystkim kwestie związane z emisją nieprzyjemnych zapachów. Dotyczy to zarówno samego procesu technologicznego, jak i transportu oraz magazynowaniaPewnymi dodatkowymi informacjami na temat przedsięwzięcia podzieliła się z nami także Katarzyna Dobrut-Michalska, manager ds. komunikacji firmy.- Według wstępnych szacunków inwestycja mogłaby przynosić budżetowi gminy około 1 mln zł rocznie z podatków. Środki te mogłyby być przeznaczane na potrzeby mieszkańców i inwestycje w lokalną infrastrukturę. W naszej koncepcji uwzględniliśmy także propozycję inwestycji uzupełniającej - utwardzenia drogi gminnej. Dla rolników działalność zakładu oznaczałaby możliwość uzyskania dodatkowych przychodów ze sprzedaży substratów zasilających biometanownię oraz dostęp do pofermentu - naturalnego, pełnowartościowego nawozu, który pomaga ograniczyć koszty zakupu nawozów mineralnych. Wskazuje również, iż budowa biometanowni wiąże się ze współpracą z lokalnymi przedsiębiorcami w zakresie prac budowlanych, transportu i innych usług oraz z tworzeniem nowych miejsc pracy przy obsłudze instalacji. - Instalacja, jako odnawialne źródło energii, może być także bodźcem do rozwoju nowych lokalnych przedsięwzięć, takich jak suszarnie czy szklarnie. Uważamy, iż spotkanie było bardzo potrzebne. Zgromadziło wielu zainteresowanych i w naszej ocenie przebiegło w spokojnej atmosferze, a pytania były merytoryczne. Wysłuchaliśmy mieszkańców z uwagą. Teraz potrzebujemy czasu, aby sprawdzić możliwości dostosowania koncepcji inwestycji do ich oczekiwań. Dopiero po tej analizie będziemy mogli określić dalsze kroki - przeczytaliśmy w skierowanej do nas odpowiedzi.Czytaj także:Gm. Leśniowice. Rada gminy nie uwzględniła petycji mieszkańca w sprawie przebudowy drogi do szkołyGm. Leśniowice. Rakołupianki świętują 20-lecie i kolejny wielki sukcesNasze śpiewaczki na podium Trawnickiej ZacieryNowy asfalt w Roztoce. Gmina Żmudź zakończyła przebudowę drogi
Idź do oryginalnego materiału