Kryzys migracyjny w Ceucie. Maroko twierdzi, iż ostrzegało Hiszpanię

dzienniknarodowy.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Kryzys migracyjny w Ceucie. Maroko twierdzi, że ostrzegało Hiszpanię


Dziesiątki tysięcy ludzi przedostały się z Maroka do hiszpańskiej Ceuty, a gwałtowny napływ przeciążył służby i wystawił mieszkańców na ciężką próbę. Rabat utrzymuje, iż wcześniej ostrzegał Madryt, czemu zaprzecza hiszpańskie MSW. Ten spór pokazuje, jak groźne dla bezpieczeństwa państwa jest uzależnienie ochrony granic od woli sąsiada.

Dziesiątki tysięcy ludzi na granicy

Kryzys rozpoczął się 30 lipca. Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych szacowało, iż do Ceuty przedostało się około 50 tys. osób. Władze autonomicznego miasta mówiły o około 60 tys. Część ludzi dotarła drogą lądową, inni próbowali opłynąć falochrony oddzielające hiszpańską eksklawę od Maroka.

Skala wydarzenia była nadzwyczajna. Ceuta liczy około 85 tys. mieszkańców, więc w ciągu krótkiego czasu znalazła się pod presją porównywalną z dużą częścią własnej populacji. Służby graniczne, policja, ratownicy i lokalna administracja musiały działać w warunkach nagłego przeciążenia. Większość przybyłych wróciła następnie do Maroka, dobrowolnie albo w ramach współpracy obu państw.

Kryzys miał również tragiczny wymiar. Hiszpańskie media, powołując się na źródła związane z bezpieczeństwem państwa, informowały o co najmniej 94 ofiarach śmiertelnych. Każda taka śmierć wymaga powagi. Chaotyczne przekraczanie granicy drogą morską naraża ludzi na utonięcie i pokazuje, iż brak kontroli uderza zarówno w bezpieczeństwo mieszkańców, jak i w samych migrantów.

Rabat i Madryt przedstawiają sprzeczne wersje

Marokańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało 3 sierpnia, iż jeszcze w lipcu ostrzegało rząd Pedra Sáncheza przed ryzykiem masowego napływu. Według Rabatu sygnały miały dotyczyć skutków orzeczenia hiszpańskiego Sądu Najwyższego, które ograniczyło możliwość natychmiastowego zawracania osób przechwyconych na morzu.

Hiszpańskie MSW odpowiedziało, iż nie otrzymało raportu ani ostrzeżenia o masowym przybyciu ludzi do Ceuty. Jednocześnie chwaliło współpracę z władzami Maroka przy powrotach. Te dwie wersje trudno pogodzić. Obywatele mają prawo wiedzieć, czy ostrzeżenie zignorowano, czy też Rabat próbuje po fakcie przerzucić odpowiedzialność na Madryt.

Hiszpański wywiad, według relacji agencji EFE, uznał, iż Maroko dopuściło do masowego przejścia, choć go nie zaplanowało. Takie ustalenie nie zamyka sprawy. Państwo kontrolujące terytorium po swojej stronie granicy posiada narzędzia, by ograniczać wielotysięczne zgromadzenia i niebezpieczne próby przedostania się do sąsiada.

Ceuta przypomina lekcję z 2021 roku

To nie pierwszy podobny kryzys. W maju 2021 roku do Ceuty w ciągu dwóch dni przedostało się ponad 8 tys. osób. Ówczesne wydarzenia wybuchły podczas napięcia między Madrytem a Rabatem. Najnowszy napływ ponownie dowodzi, iż migracja może stać się instrumentem presji między państwami, choćby jeżeli nie ma dowodu na centralne zaplanowanie całej operacji.

Europa popełnia błąd, gdy redukuje ochronę granic do zarządzania skutkami. Potrzebne są fizyczna kontrola, sprawne procedury azylowe, szybkie decyzje w sprawach osób bez prawa pobytu oraz umowy o powrotach, których wykonanie nie zależy od chwilowej koniunktury politycznej. Pomoc humanitarna musi iść w parze z egzekwowaniem prawa.

Stawka dla Polski: własna zdolność ochrony granicy

Ceuta leży daleko od Polski, ale mechanizm presji jest nam dobrze znany z granicy polsko-białoruskiej. Gdy państwo trzecie toleruje albo ułatwia nagły ruch tysięcy ludzi, granica przestaje być wyłącznie linią administracyjną. Staje się narzędziem nacisku na bezpieczeństwo, finanse publiczne i spójność społeczną sąsiada.

Polska nie może oddawać Brukseli prawa do decydowania, jak ma chronić własne terytorium. kooperacja europejska jest potrzebna w wymianie informacji, ochronie granic zewnętrznych i organizowaniu powrotów. Ostateczna odpowiedzialność pozostaje jednak po stronie państwa narodowego, bo to jego obywatele płacą za błędy i ponoszą ryzyko.

Kryzys w Ceucie powinien otrzeźwić europejskie stolice. Granica działa wtedy, gdy państwo potrafi ją realnie kontrolować, a kooperacja z sąsiadami ma twarde warunki i konsekwencje. Bez tego deklarowana suwerenność pozostaje pustym słowem.

Źródło: Polskie Radio Zachód

Idź do oryginalnego materiału