Kijów chce podwoić tranzyt zboża. Polska musi chronić własny rynek

dzienniknarodowy.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Kijów chce podwoić tranzyt zboża. Polska musi chronić własny rynek


Kijów chce zwiększyć kolejowy tranzyt zboża przez Polskę z około 300 tys. do 600 tys. ton miesięcznie. Rozmowy realizowane są pod presją rosyjskich ataków na porty czarnomorskie, ale Warszawa nie zgadza się na zniesienie embarga. Dla polskich rolników stawką są ceny, przepustowość kolei i szczelność kontroli.

Kijów naciska na większy tranzyt

Ukraina szuka lądowych dróg eksportu po kolejnych rosyjskich uderzeniach w porty nad Morzem Czarnym. Taras Wysocki, minister polityki rolnej i żywności Ukrainy, wskazał, iż przewozy przez Polskę można zwiększyć z około 300 tys. do 600 tys. ton miesięcznie. Osiągnięcie takiego wolumenu wymagałoby większej liczby transportów kolejowych oraz całodobowej pracy służb kontrolnych na granicy.

Warszawa ma prawo rozmawiać o tranzycie, bo Ukraina potrzebuje dostępu do światowych rynków, a rosyjska agresja pozostaje źródłem kryzysu. Nie może jednak podpisywać rozwiązań, które przerzucą koszty na polskich producentów. Wcześniejsza zapowiedź podwojenia przewozów już wywołała uzasadnione pytania o szczelność systemu.

Embargo nie podlega negocjacyjnemu rozmyciu

Radio Maryja podaje, iż polski rząd nie deklaruje ustępstw w sprawie embarga, choć Bruksela naciska na jego zniesienie. To rozróżnienie jest podstawowe. Tranzyt oznacza przejazd towaru do portu albo poza granice Polski. Import oznacza wejście produktu na nasz rynek i bezpośrednią konkurencję z plonami polskich gospodarstw.

Polska już zapłaciła za chaos z poprzednich lat spadkiem zaufania rolników do państwa i obawą, iż ładunki deklarowane jako tranzytowe zostaną w kraju. Dlatego utrzymanie twardej kontroli nad importem żywności jest warunkiem każdej nowej umowy. Potrzebne są plomby, śledzenie transportu od granicy do miejsca wyjazdu, kontrole dokumentów i realne sankcje za zmianę przeznaczenia ładunku.

Kolej i magazyny mają służyć także polskiej wsi

Podwojenie miesięcznego wolumenu nie jest prostą operacją administracyjną. Pociągi, terminale przeładunkowe, tory i magazyny mają ograniczoną przepustowość. o ile państwo uprzywilejuje tranzyt w czasie skupu polskich zbóż, krajowi producenci mogą zapłacić wyższymi kosztami przewozu i trudniejszym dostępem do infrastruktury.

Komisja Europejska informowała 29 lipca, iż od uruchomienia korytarzy solidarnościowych pomogły one wywieźć z Ukrainy około 226 mln ton różnych towarów. Skala tego mechanizmu dowodzi, iż pomoc w eksporcie jest możliwa. Nie daje jednak Brukseli prawa do podporządkowania polskiej polityki rolnej interesom zewnętrznym.

Rosyjskie ataki na porty czarnomorskie są faktem i wymagają odpowiedzi państw regionu. Presja na szlaki przez Morze Czarne nie może jednak służyć jako argument za otwarciem polskiego rynku bez zabezpieczeń. Pomoc sąsiadowi i obrona własnego rolnictwa dają się pogodzić pod jednym warunkiem: reguły ustala Warszawa, a każdy wagon jest kontrolowany.

Polski interes musi być zapisany w warunkach

Rząd powinien przedstawić rolnikom pełny plan, zanim zgodzi się na zwiększenie przewozów. Musi określić maksymalny wolumen, szlaki, zasady kontroli, odpowiedzialność przewoźników oraz pierwszeństwo polskich płodów rolnych w krajowych terminalach i magazynach. Bez tych gwarancji zapewnienia o bezpiecznym tranzycie pozostaną słowami.

Polska może pomagać Ukrainie w odpieraniu rosyjskiej agresji, ale nie kosztem własnego bezpieczeństwa żywnościowego. Stawką są dochody polskich rodzin rolniczych, ceny skupu i zdolność państwa do samodzielnego prowadzenia polityki gospodarczej. W tej sprawie życzliwość wobec Kijowa musi iść w parze z twardym realizmem.

Źródło: Radio Maryja, Czas Wschodni

Źródło: Radio Maryja

Idź do oryginalnego materiału