Wyglądają niepozornie - jak niewielkie niebiesko-fioletowe baloniki unoszące się na powierzchni wody. Pod nimi mogą jednak ciągnąć się choćby 30-metrowe, jadowite macki. Żeglarze portugalscy coraz częściej docierają do popularnych plaż Francji i Hiszpanii. Tylko na francuskim wybrzeżu Kraju Basków od drugiej połowy lipca odnotowano ponad tysiąc przypadków poparzeń.
Jadowite "żagle" na europejskich plażach. Władze wydały ostrzeżenia

Na europejskich plażach pojawił się physalia physalis, nazywany po polsku żeglarzem portugalskim lub bąbelnicą bąbelcową. Choć często określa się te stworzenia mianem meduz, biologicznie nimi nie są. To rurkopław - niezwykła kolonia złożona z wyspecjalizowanych, genetycznie identycznych osobników. Jedne odpowiadają za unoszenie się na wodzie, inne za zdobywanie pokarmu, trawienie czy rozmnażanie.
Według danych przytaczanych przez "Le Monde", w Kraju Basków od 21 lipca zanotowano ponad 1100 przypadków kontaktu z jadem żeglarzy portugalskich oraz 113 czasowych zamknięć plaż. W departamencie Landes 40 strzeżonych kąpielisk było do połowy sierpnia zamykanych łącznie około 70 razy. Wszystkie miały przynajmniej raz zetknąć się z tym problemem.
ZOBACZ: Tragiczny pożar w rajskim kurorcie. Ewakuowano około 1700 osób
Nieco spokojniej było w rejonie Żyrondy, choć 6 sierpnia z powodu pojawienia się żeglarzy portugalskich czasowo zamknięto główną plażę w Arcachon. Problem nie kończy się jednak na Francji.
Ponad tysiąc poparzeń. Plaże zamykane dziesiątki razy
Na początku sierpnia w położonym po hiszpańskiej stronie granicy San Sebastián w ciągu jednego dnia pomocy po poparzeniach potrzebowało około 120 osób. Na trzech głównych plażach miasta pojawiły się czerwone flagi. Większość przypadków była łagodna, a następnego dnia sytuacja wróciła do normy.
🏖️⚠️ La playa de la Zurriola, en Donostia, se ha convertido en uno de los puntos más afectados por la presencia de carabelas portuguesas.#Donostia #SanSebastián #Zurriola #Gipuzkoa #medusas #carabela #CarabelaPortuguesa
— GipuzkoaGaur (@gipuzkoagaur) August 5, 2026
📹 @_ivancl pic.twitter.com/dyJyBQkT7z
Sytuacja może zmieniać się niezwykle szybko. Władze San Sebastián podkreślają, iż liczba żeglarzy portugalskich w wodzie zależy m.in. od wiatru i stanu morza, dlatego decyzje o dopuszczeniu kąpieli podejmowane są na bieżąco. w tej chwili miejski protokół uwzględnia nie tylko liczbę znalezionych okazów, ale również ich wielkość.
Zjawisko przesuwa się dalej na zachód. W środę 19 sierpnia z powodu masowego pojawienia się żeglarzy portugalskich zakazano kąpieli także na plażach w Gijón w Asturii. Lokalne władze wraz z naukowcami i akwarium uruchomiły projekt PHYSALIA 2026, w ramach którego testowane mają być bariery utrudniające stworzeniom docieranie do kąpielisk.
Niepozorny "balonik", a pod nim choćby 30 metrów macek
Na pierwszy rzut oka trudno zrozumieć, skąd tak duże zamieszanie. Widoczna nad wodą część żeglarza portugalskiego może mieć kilkanaście lub kilkadziesiąt centymetrów. Jest przezroczysta, niebieska, fioletowa lub różowa i działa trochę jak żagiel. To właśnie od wyglądu przypominającego dawny portugalski okręt pochodzi popularna nazwa zwierzęcia.
Znacznie groźniejsze pozostaje jednak niewidoczne pod powierzchnią morza. Macki mają przeciętnie około 10 metrów długości, ale mogą rozciągać się nawet na 30 metrów. Znajdują się na nich tysiące komórek parzydełkowych wyposażonych w mikroskopijne struktury, które wbijają się w ofiarę i wprowadzają jad. W naturze służy on m.in. do obezwładniania niewielkich ryb i skorupiaków.
ZOBACZ: 10-metrowy rekin u wybrzeży Morza Śródziemnego. Nagranie mrozi krew
Co szczególnie ważne dla plażowiczów - niebezpieczny może być także osobnik wyrzucony na brzeg. Francuska Agencja Zdrowia Regionalnego ostrzega, iż oderwane macki oraz martwe okazy przez cały czas mogą parzyć. NOAA wskazuje, iż zdolność ta może utrzymywać się choćby po dłuższym czasie od wyrzucenia stworzenia na plażę.
Dlatego znalezionego na piasku niebieskiego "balonika" nie należy pod żadnym pozorem brać do ręki.
Ból jak po uderzeniu biczem. Najgroźniej jest w wodzie
Kontakt z mackami zwykle powoduje natychmiastowy i bardzo intensywny ból oraz zmiany skórne przypominające oparzenie. U części poszkodowanych mogą pojawić się również zawroty głowy, wymioty, zaburzenia krążenia, skurcze mięśni czy problemy z oddychaniem.
Badania prowadzone wcześniej na francuskim wybrzeżu Atlantyku wykazały, iż objawy ogólnoustrojowe występowały u części poszkodowanych, a niewielki odsetek przypadków mógł mieć ciężki przebieg. Francuskie służby podkreślają jednak, iż zdecydowana większość tegorocznych zdarzeń kończy się bez poważnych następstw.
ZOBACZ: Zielony wir na Bałtyku. Naukowcy ostrzegają przed groźnym zjawiskiem
Największym zagrożeniem nie zawsze jest zresztą sam jad. Bardzo silny ból może pojawić się nagle podczas pływania kilkadziesiąt metrów od brzegu. Poszkodowany może wtedy mieć problem z samodzielnym powrotem na plażę, co zwiększa ryzyko utonięcia.
Francuskie służby zalecają po poparzeniu przede wszystkim natychmiast wyjść z wody i przemyć miejsce wodą morską, a nie słodką. Nie należy pocierać skóry. W San Sebastián ratownicy zalecają ostrożne usunięcie pozostałości macek pęsetą lub podobnym przedmiotem i zastosowanie zimnego okładu. Przy silnym bólu, trudnościach z oddychaniem, nudnościach lub zawrotach głowy konieczna jest pomoc medyczna.

2 godzin temu













