Wypowiedzi Rafała Ziemkiewicza i Pawła Lisickiego w reakcji na orędzie nowego prezydenta Karola Nawrockiego stanowią przykład charakterystycznego dla części publicystyki związanej z obozem PiS schematu – mieszania faktów z insynuacjami, przy jednoczesnym nadawaniu marginalnym zdarzeniom rangi politycznego przełomu.
Karol Nawrocki, obejmując urząd prezydenta 6 sierpnia, wygłosił przemówienie, w którym jednoznacznie skrytykował stan praworządności w kraju. Wskazał na przykład nielegalnego – jego zdaniem – funkcjonowania prokuratora krajowego i łamania art. 7 Konstytucji RP. Postawił wprost pytanie o fundamenty systemu demokratycznego, w którym władza sądownicza musi mieć gwarantowaną niezależność. Było to wystąpienie w tonie twardym, skoncentrowane na problemach strukturalnych.
Reakcja Lisickiego i Ziemkiewicza nie odnosiła się jednak do istoty zarzutów prezydenta. Zamiast dyskutować o stanie sądownictwa, relacjach władzy wykonawczej z sądowniczą czy faktycznym przestrzeganiu konstytucji, rozmowa została przesunięta na pole anegdoty i spekulacji. Kluczowym punktem komentarza stała się obecność delegacji wysłanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa na uroczystość zaprzysiężenia.
Ziemkiewicz stwierdził, iż „nigdy nie było takiego przypadku” przyjazdu specjalnych wysłanników USA na tego typu wydarzenie, sugerując, iż jest to gest o szczególnej, wręcz historycznej wymowie. Wypowiedź ta jest problematyczna z kilku powodów. Po pierwsze, stwierdzenie o „nigdy” niepoparte jest żadnym sprawdzeniem faktów – a dyplomacja wielokrotnie wysyłała przedstawicieli na różne szczeble uroczystości państwowych w innych krajach, w tym w Polsce. Po drugie, próba nadania tej obecności rangi przełomu wydaje się oderwana od kontekstu – skład i poziom delegacji dyplomatycznych jest z reguły wynikiem protokołu i bieżącej polityki, a nie osobistego uznania dla prezydenta gospodarza.
W dalszej części swojej wypowiedzi Ziemkiewicz wplótł spekulację, iż Donald Tusk rzekomo zrezygnował z ewentualnych protestów, bo obecność amerykańskich wysłanników miała go rzekomo „sparaliżować” politycznie. To typowy przykład publicystycznego manewru, w którym zdarzenie o niejasnym znaczeniu jest przekształcane w domniemany fakt polityczny – bez dowodów, wyłącznie w oparciu o domysły narratora. Tak formułowane komentarze mają charakter sugestii podszytej ironią, której celem jest nie analiza, ale wytworzenie u odbiorcy poczucia, iż istnieje niewidoczna gra zakulisowa, znana tylko komentującemu.
Lisicki w swojej części wypowiedzi posłużył się innym mechanizmem – akcentowaniem potencjalnych konfliktów („do samego końca nie było wiadomo, czy nie dojdzie do próby blokady”), które ostatecznie nie miały miejsca. Jest to konstrukcja narracyjna, w której sama możliwość eskalacji konfliktu jest przedstawiana jako dowód na napiętą sytuację polityczną, mimo iż realny przebieg wydarzeń tego nie potwierdza.
Obaj publicyści posługują się więc techniką odciągania uwagi od meritum. Krytyka stanu praworządności – kwestia fundamentalna dla funkcjonowania państwa – zostaje przesłonięta przez komentarze dotyczące zagranicznych delegacji czy hipotetycznych scenariuszy protestów. W ten sposób odbiorca może odejść od lektury lub wysłuchania komentarza z poczuciem, iż istotą wydarzenia była amerykańska obecność dyplomatyczna, a nie treść prezydenckiego orędzia.
Tego rodzaju publicystyka pełni funkcję podwójną. Po pierwsze, wzmacnia przekonanie wiernego elektoratu, iż każdy gest ze strony USA jest wyrazem poparcia dla „ich” obozu politycznego. Po drugie, marginalizuje krytyczne wobec PiS treści, przenosząc ciężar debaty z konkretu na insynuację. W efekcie realne problemy instytucjonalne – jak brak poszanowania konstytucyjnych ograniczeń władzy – zostają w przestrzeni medialnej zrelatywizowane lub zepchnięte na drugi plan.
Analitycznie rzecz ujmując, mamy tu do czynienia z klasycznym przykładem tzw. „zmiany ram interpretacyjnych” (framing). Zamiast dyskutować o treści orędzia, zmienia się ramy rozmowy na „historyczny” gest dyplomatyczny i rzekome reakcje politycznych przeciwników. Tego typu zabieg jest skuteczny w krótkim okresie, bo przenosi uwagę odbiorców na prostsze, emocjonalne bodźce. Jednak w dłuższej perspektywie utrwala on niską jakość debaty publicznej, w której fakty ustępują miejsca narracjom skonstruowanym pod konkretną tezę.
Warto zauważyć, iż podobne schematy występują regularnie w wypowiedziach publicystów związanych z PiS. Niezależnie od tematu, akcent przesuwany jest na wątki, które można interpretować jako sukces lub przewagę obozu politycznego, któremu sprzyjają. Zjawisko to nie jest nowe ani unikalne, ale w ostatnich latach przybrało formę niemal stałego mechanizmu obronnego wobec każdej krytyki.
Podsumowując, komentarze Ziemkiewicza i Lisickiego nie wnoszą do dyskusji o stanie państwa żadnej merytorycznej treści. Zamiast analizy problemów systemowych mamy do czynienia z dywagacjami o gestach dyplomatycznych i hipotetycznych reakcjach polityków opozycji. W ten sposób poważne pytania o praworządność zostają rozmyte, a debata publiczna sprowadzona do poziomu narracyjnych gierek.