Fermowa luka systemowa. Hodowle drobiu na Mazowszu bez wymaganych pozwoleń

1 tydzień temu

To prawdziwa luka systemowa – właściciel fermy drobiu, utrzymujący powyżej 40 tys. ptaków, powinien ubiegać się o tzw. pozwolenie zintegrowane i do inspekcji ochrony środowiska. Na Mazowszu nie robi tego jednak choćby ponad połowa z nich, jak wynika ze wstępnych wyników kontroli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Co więcej, choć fermy podlegają nadzorowi m.in. inspekcji weterynaryjnej, ta pozwoleń zintegrowanych nie kontroluje, bo… nie ma odpowiednich uprawnień.

To jest tak, iż są pewne nałożone obowiązki na podmioty prowadzące określone rodzaje działalności. I te podmioty powinny przestrzegać przede wszystkim przepisów prawa. o ile podlegają takim wymogom, powinny zgłaszać się do odpowiednich instytucji i o takie pozwolenia ubiegać się – mówi Mazowiecka Wojewódzka Lekarz Weterynarii Izabela Floryszczyk.

Inspekcja weterynaryjna kontroluje fermy m.in. w zakresie dobrostanu zwierząt, zwalczania chorób zakaźnych czy wymagań wynikających z rozporządzeń

Bezpośrednio nadzorem nad fermami zajmują się powiatowi lekarze weterynarii. Oni prowadzą rejestry, w których są zakłady rejestrowane lub zatwierdzone. I tych ferm, wszystkich, mówiąc o brojlerach, kaczkach, gęsiach, indykach, zakładach odchowu, jest około 1,7 tys. o ile chodzi o te fermy, które podlegają pod pozwolenie zintegrowane, to tych ferm mamy 499 – wyjaśnia Floryszczyk.

Kto wydaje pozwolenia zintegrowanie?

Pozwolenia zintegrowane wydaje marszałek województwa. Fermy, które je otrzymują, objęte są stałym nadzorem i mają obowiązek składania sprawozdań oraz badań emisji.

Problemem są te instalacje, które działają bez pozwolenia, bo system po prostu ich nie widzi. I tu kontrolę przeprowadza Wojewódzka Inspekcja Ochrony Środowiska – tłumaczy rzeczniczka urzędu marszałkowskiego Marta Milewska.

Nadzoru nad fermami nie sprawują bezpośrednio także ani Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, ani Ministerstwo Klimatu i Środowiska. To oznacza, iż problem ferm działających bez pozwoleń zintegrowanych nie leży w kompetencjach żadnej z instytucji, a więc nie widnieje on w statystykach czy raportach. Odmienne zdanie ma temat ferm poza kontrolą ma Krajowa Rada Drobiarstwa. W oświadczeniu przesłanym mediom jej przedstawiciele napisali, że fermy drobiu nie działają w próżni regulacyjnej, a na podstawie surowych wymagań oraz pod nadzorem i kontrolą adekwatnych organów.

Kontrole ferm drobiu na Mazowszu

W planach jest kontrola w sumie 250 hodowli drobiu na Mazowszu. Wszystko zaczęło się od aktywistów z gminy Mordy, którzy alarmowali o nielegalnym odprowadzaniu nieczystości. Ferma w Strusach mogła zanieczyścić wodociąg w Czepielinie zaopatrujący 6 tys. osób. Z danych Adama Rafajeńskiego ze Stowarzyszenia Ochrony Środowiska i Dobrostanu Przyrody w Doliwie wynika, iż w Polsce choćby połowa z 2200 ferm może nie mieć wymaganych zezwoleń.

Taka liczba ferm powinna odprowadzać do Skarbu Państwa samych opłat środowiskowych około 50 milionów złotych rocznie, a wygląda na to, iż państwo w ogóle to nie obchodzi. o ile weźmiemy pod uwagę chociażby te odszkodowania, które im są wypłacane, a które nie powinny być tego typu instytucją wypłacane, to mówimy o miliardzie złotych. Mówimy o przypadkach chorób ptasich. Ferma, która funkcjonuje bez pozwolenia, funkcjonuje poza reżimem prawnym – podkreśla Rafajeński.

A ferm drobiu na Mazowszu ciągle przybywa. Potwierdza to p.o. obowiązki drugiego zastępcy dyrektora WIOŚ Joanna Bachanek.

Mamy taką sytuację u nas na Mazowszu, iż jest tego wszystkiego najwięcej. Z wykazów, które przekazuje nam inspekcja weterynaryjna, wynika, iż z roku na rok wzrasta liczba instalacji hodowli drobiu. W naszym województwie w roku ubiegłym przybyło o 71 instalacji w stosunku do roku poprzedniego – podaje.

Śledztwo ws. polskich ferm drobiu

Pod koniec marca ukazał się artykuł dziennikarzy śledczych z The Bureau of Investigative Journalism Agaty Aransay Skrzypczyk i Andrew Wasleya poruszający problem braku transparentności polskich ferm drobiu, który ma wynikać z luk w polskim prawie.

Agata A. Skrzypczyk była naszym gościem w „Popołudniu RDC”, gdzie opowiadała o kulisach śledztwa. Jak zauważyła, luka prawna polega na tym, iż marszałkowie wydają pozwolenia, ale nie wiedzą o fermach, które o nie nie wystąpiły, a inspektoraty kontrolują tylko zgłoszone hodowle.

Marszałek wydaje pozwolenia. I w momencie jego wydania Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska mają listę tych ferm drobiu z pozwoleniami i to one na trzy lata minimum te fermy kontrolują. Natomiast jest bardzo interesująca luka prawna, iż o ile te tych ferm nie ma na liście, to po prostu wojewódzkie inspektoraty o nich nie wiedzą – powiedziała.

Skrzypczak wskazała również na poważne konsekwencje zdrowotne i środowiskowe wynikające z funkcjonowania ferm bez odpowiednich pozwoleń. Są to m.in.:

  • skażenie mięsa bakteriami,
  • zwiększona antybiotykooporność,
  • zanieczyszczenie środowiska,
  • zanieczyszczenie wody.

Mam wrażenie, iż nagłaśniając ten problem, stajemy po prostu w ochronie konsumentów i nie tylko konsumentów, ale też środowiska – dodała.

Skrzypczyk powiedziała również, iż do tej pory świadomość władz w Polsce tego problemu była niewystarczająca.

Nasze Ministerstwo Klimatu i Środowiska i marszałkowie chyba po prostu nie uświadamiali sobie skali tego problemu aż dotąd, bo wygląda na to, iż działania nasze i mieszkańców gminy Mordy przynoszą na tyle pozytywne skutki, iż inspektoraty zaczynają się tym interesować i sami próbują zrozumieć, ile tych ferm faktycznie bez pozwolenia funkcjonuje – zauważyła dziennikarka.

Kontrolę nad fermami drobiu sprawują w Polsce inspektoraty ochrony środowiska, inspekcje weterynaryjne, urzędy marszałkowskie i Ministerstwo Zdrowia.

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY

Idź do oryginalnego materiału