Czarnek o reformie ETS: „Tusk znów dał się wymanewrować w Brukseli”

dzienniknarodowy.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: Czarnek o reformie ETS: „Tusk znów dał się wymanewrować w Brukseli”


Od 2005 roku unijny system handlu emisjami ETS przyniósł budżetom państw Wspólnoty ponad 260 miliardów euro. Teraz Komisja Europejska chce go przebudować i utrzymać na lata 2030-2040. Bruksela mówi o łagodzeniu zasad, a kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek mówi o kolejnej porażce Donalda Tuska.

Reforma ETS na kolejną dekadę

Komisja Europejska przedstawiła propozycję gruntownej przebudowy systemu handlu uprawnieniami do emisji. Nowe zasady mają obowiązywać w latach 2030-2040. Bruksela zapowiada, iż co najmniej połowa wpływów z ETS trafi na inwestycje w dekarbonizację, między innymi na rozbudowę sieci elektroenergetycznych. Sam mechanizm od 2005 roku zasilił kasy państw Unii kwotą przekraczającą 260 miliardów euro.

Rząd przedstawia decyzję jako sukces. Donald Tusk oświadczył, iż Polska znów została wysłuchana. „Na razie dostałem dobry sygnał z Brukseli, iż po raz kolejny na polskie oczekiwania otrzymaliśmy pozytywną odpowiedź” – powiedział premier.

Czarnek: kosmetyka zamiast wyjścia

Zupełnie inaczej propozycję ocenia Przemysław Czarnek. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym uderzył w szefa rządu. „Donald Tusk po raz kolejny dał się wymanewrować w Brukseli. Obiecał realne zmiany w systemie ETS, które obniżą rachunki za prąd” – napisał polityk.

Jego zdaniem to, co proponuje Komisja, jest jedynie kosmetyczną poprawką. Czarnek przekonuje, iż system w obecnym kształcie przez cały czas będzie windował ceny energii, osłabiał polski przemysł i drenował portfele Polaków. Formuła „łagodniejszego ETS” jest dla niego pułapką, bo utrwala mechanizm, który jego obóz chce zlikwidować.

Polityk zapowiedział własne rozwiązanie. „Nie potrzebujemy łagodniejszego systemu ETS. Musimy z niego wyjść. Mój projekt ustawy jest gotowy” – zadeklarował. To postulat znany z prawicy od miesięcy, teraz podniesiony przy okazji unijnej reformy.

Dwie narracje o jednym systemie

Spór nie dotyczy liczb, bo te są wspólne. Dotyczy tego, co z nich wynika dla polskiego odbiorcy prądu. Rząd czyta propozycję Brukseli jako ustępstwo wywalczone w negocjacjach. Opozycja czyta ją jako dowód, iż ceny energii pozostaną zakładnikiem unijnej polityki klimatycznej.

Stawką jest realny koszt, który gospodarstwa domowe i zakłady zobaczą na fakturach po 2030 roku. ETS przenosi opłatę za emisję na wytwórców energii, a ci przerzucają ją na cenę prądu. Dopóki polski system energetyczny opiera się w dużej mierze na węglu, każda zmiana zasad handlu emisjami uderza w Polskę mocniej niż w państwa, które zdążyły przestawić się na inne źródła.

Pytanie, które zostaje po tej wymianie zdań, jest proste. Czy przebudowa systemu na lata 2030-2040 faktycznie zbije rachunki Polaków, czy tylko rozłoży w czasie ten sam ciężar?

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału