Morza wokół Europy stają się coraz cieplejsze, a w tym roku woda jest rekordowo ciepła. Szczególnie widać to w przypadku Morza Śródziemnego. Badanie przeprowadzone przez World Weather Attribution (WWA) wykazało, iż rekordowe temperatury europejskich mórz są spowodowane głównie przez globalne ocieplenie. To już teraz niesie za sobą poważne konsekwencje, które mogą sprzyjać występowaniu ekstremalnych ulew w Polsce. Podobna sytuacja miała bowiem miejsce podczas katastrofalnych powodzi z września 2024 roku.
Ulewom, które ostatnio przetoczyły się przez Polskę, do potężnego niżu genueńskiego Borisa z 2024 roku sporo jednak brakuje. Ten niż był dużo słabszy, niemniej paliwem dla niego stało się to, co dzieje się od wielu tygodni z Morzem Śródziemnym, którego wody są w tym roku rekordowo ciepłe.
Zresztą już sam fakt, iż Morze Śródziemne nagrzewa się dwa razy szybciej niż średnia dla pozostałych oceanów, daje dużo do myślenia.
W pobliżu Majorki na początku sierpnia temperatura wody osiągnęła 33 st. C. To wartości typowe dla wód tropikalnych, a mówimy tu o obszarze leżącym w pobliżu 40. stopnia szerokości geograficznej północnej, czyli w strefie podzwrotnikowej.
To może być dopiero początek pogodowych niespodzianek, których doświadczymy w ciągu najbliższych tygodni.
Ekstrema stają się nową normą
World Weather Attribution zajmuje się badaniem wpływu globalnego ocieplenia na poszczególne zjawiska, takie jak fale upałów. WWA ocenia, jak bardzo dane zjawisko stało się możliwe z racji ocieplającego się klimatu. Ostatnio opublikowała raport na temat ekstremalnie wysokich temperatur wód morskich wokół Europy.
Autorzy raportu przeanalizowali temperatury powierzchni morza wokół dużej części Europy. Skupili się przede wszystkim na maksymalnej średniej temperaturze powierzchni morza w okresie 14 kolejnych dni. Następnie porównali współczesny klimat z hipotetycznym światem, w którym temperatura globalna była o 1,4 st. C niższa, czyli z warunkami zbliżonymi do epoki przedindustrialnej.
Odchylenia temperaturowe wód europejskich mórz w stosunku do średniej z lat 1991-2020. Źródło: WWA. Wyniki są szczególnie wyraźne w basenie Morza Śródziemnego. W zachodniej części regionu podobne temperatury występują w tej chwili średnio raz na pięć lat. We wschodniej części są jeszcze częstsze – pojawiają się średnio dwa razy na trzy lata. Tymczasem w klimacie sprzed epoki przemysłowej porównywalne ekstremum na wschodzie Morza Śródziemnego występowałoby zaledwie raz na około 350 lat.
W Zatoce Biskajskiej i w rejonie Półwyspu Iberyjskiego sytuacja również zmieniła się radykalnie. Współcześnie podobne temperatury pojawiają się średnio raz na pięć lat. W chłodniejszym klimacie byłyby natomiast wydarzeniem występującym mniej więcej raz na 1000–2000 lat.
Badacze podkreślają, iż nie chodzi wyłącznie o częstotliwość ekstremalnych temperatur. Morza są również coraz cieplejsze.
– To było niezwykłe lato pod względem upałów w całej Europie, ale wpływ na nasze wody przybrzeżne nie jest tak dobrze udokumentowany. Nasza analiza atrybucji pokazuje, iż wywołana przez człowieka zmiana klimatu bezpośrednio podniosła do tej pory temperaturę Morza Śródziemnego o około 2 st. C, a do mórz zachodnioeuropejskich o ponad 1,3-1,4 st. C – powiedziała dr Claire Bergin, badaczka z Centrum Badań Klimatu ICARUS na Uniwersytecie Maynooth w Irlandii.
- Czytaj także: „Kopuła cieplna” nad Morzem Śródziemnym. Rekordowe fale upałów
Globalne ocieplenie zmieniło morze
Szczególnie niepokojące jest to, iż ekstremalne temperatury pojawiły się już w lipcu, przed tradycyjnym szczytem sezonowego nagrzewania się mórz. Analiza WWA pokazuje, iż właśnie w miesiącach letnich tempo wzrostu temperatur powierzchni morza jest największe. Dotyczy to zwłaszcza Morza Śródziemnego.
W lipcu tego roku powierzchnia Morza Śródziemnego była więc nie tylko niezwykle ciepła, ale także pozostawała pod wpływem długotrwałych morskich fal upałów. Więcej można o nich przeczytać tutaj. Według raportu w zachodniej części Morza Śródziemnego warunki fali upałów obejmowały około 79 proc. analizowanego obszaru. Bez wpływu antropogenicznego ocieplenia byłoby to około 41 proc.
– Ocean ma długą pamięć i właśnie zaczynamy sobie to uświadamiać, bo w tym roku mieliśmy rekordowe czerwiec i lipiec z najwyższą temperaturą powierzchni wszechoceanu. Morze Bałtyckie także było dotknięte dodatnimi anomaliami temperatury. Ocean bardzo efektywnie pochłania to nadmiarowe ciepło, które mamy w atmosferze, przez zmianę klimatu spowodowaną spalaniem paliw kopalnych – mówi Michał Brennek, badacz w Zakładzie Fizyki Atmosfery w Instytutcie Geofizyki Polskiej Akademii Nauk (IGF PAN).
Nie tylko temat wakacyjny
Dla wielu z nas może się to wydawać dobrą wiadomością, bo czego chcieć więcej od wakacji niż dobrej pogody i przyjemnie ciepłego morza.
– Rekordowo wysokie temperatury Morza Śródziemnego na początku jesieni to nie jest wyłącznie temat wakacyjny. W lipcu średnia temperatura wód sięgnęła 27 st. C – cieplej w historii pomiarów nie było. To bezpośredni skutek zmiany klimatu, która destabilizuje nasz system pogodowy – mówi dla SmogLabu Michał Brennek. – Naukowcy ostrzegają, iż rozgrzane wody działają jak gigantyczny magazyn ciepła i wilgoci, który może przynieść ekstremalne ulewy i powodzie w Europie Środkowej, także w Polsce.
I w zasadzie to już się dzieje, bo przez Polskę przetaczają się ostatnio potężne ulewy, a do mieszkańców wielu regionów trafiają kolejne alerty RCB. Powodzi jak w 2024 roku nie było, ale to nie znaczy, iż problem zniknął.
Morze Śródziemne wciąż jest bardzo ciepłe i sytuacja ta prędko się nie zmieni.
– Dlaczego jednak wysoka temperatura wody tysiąc kilometrów na południe od naszych granic powinna nas niepokoić? W tym wypadku, fizyka jest prosta: im cieplejsza woda, tym mocniej paruje. Powstałe w ten sposób ogromne ilości pary wodnej są zabierane przez wędrujące na północ niże. Do tego woda ochładza się wielokrotnie wolniej niż ląd, więc zgromadzone latem ciepło, morze będzie oddawać przez całą jesień – wyjaśnia Brennek.
Będzie powtórka z niżu „Boris”?
Powodzie wcale nie muszą zdarzać się tylko w środku lata. 2024 rok pokazał, iż mogą zdarzyć się także w ostatnich dniach astronomicznego lata. Brennek zwraca uwagę na trend ocieplenia wód Morza Śródziemnego, o którym powiedziała dr Bergin.
Polska doświadczała w przeszłości dużych powodzi, które występowały latem, ale jesień przestaje być już bezpieczną porą.
– Wspomniany magazyn ciepła ma znaczenie także dla nas. Potężny zapas wilgoci trafi bezpośrednio nad Polskę za sprawą tzw. niżów genueńskich. Jesień to czas, kiedy są one najgroźniejsze – chłodne powietrze z północy zderza się z gorącym południem, wędrując przez prosto nad dorzecza Odry i Wisły – zauważa nasz rozmówca, przypominając niszczycielskie niże genueńskie z 1997, 2010 czy ostatnio z 2024 roku.
– Im cieplejsze morze, tym więcej pary wodnej dostarcza do takiego niżu i tym intensywniejsze opady. Gdy w eksperymencie zastąpiono rekordowo ciepłe wody wartościami typowymi, opad nad Czechami, Austrią i południową Polską spadł o ok. 10 proc. – zwraca uwagę naukowiec.
Oczywiście to, czy taki niż genueński jak Boris nawiedzi nasz kraj, będzie zależało od cyrkulacji atmosferycznej.
- Czytaj także: W 4 dni spadło tyle deszczu co normalnie w pół roku. Europa walczy z powodziami
Nie tylko powódź. Upały i słabe ochłodzenie to kolejny skutek coraz cieplejszych mórz
Niże genueńskie i powodzie to tylko jedna strona medalu. Jest też druga.
– Warto wyraźnie zaznaczyć: to opis potencjału, który już widać w przyrodzie, ale nie jest to prognoza pogody. Morze dostarcza zapasu energii i pary wodnej, niże w Zatoce Genueńskiej nie są niczym nowym, ale o tym jak rozwinie się sytuacja decyduje cyrkulacja atmosferyczna, której nie znamy z wyprzedzeniem dłuższym niż kilka – kilkanaście dni – tłumaczy Brennek. – To samo morze może dać nam zamiast ulewy upały – dodaje.
Warto też na koniec zwrócić uwagę na kwestię Arktyki, gdzie rozmiary i granica lodu morskiego także mają ogromny wpływ na pogodę w Polsce.
– Rosnące temperatury spowodowane zmianą klimatu, to nie tylko wyjątkowo gorące lato i pożary na południu. Znikający lód w Arktyce, którego zasięg na Atlantyku osiągnął tego lata rekordowo niski poziom, oznacza dla Polski głównie łagodniejsze ochłodzenia – zwraca uwagę ekspert.
Z kolei faktem nadejścia El Niño w kontekście naszej pogody nie powinniśmy się na razie przejmować.
– Potężne El Niño, choć ma szansę stać się jednym z najsilniejszych w historii i podbić statystyki temperatur, na Europę wpływa jedynie pośrednio i z dużym opóźnieniem. Może przynieść silniejsze mrozy, ale dopiero pod koniec zimy, a nie ciepłą jesień – zwraca uwagę Brennek.
- Czytaj także: W 1997 r. wielka woda zalała Dolny Śląsk. Czy „powódź tysiąclecia” to prawidłowe określenie?
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Nenad Nedomacki

16 godzin temu














