Co jeżeli nie centralnie sterowane ceny paliw? Oto kilka propozycji

6 godzin temu

Co powinien zrobić rząd, by pomóc Polakom w kryzysie paliwowym? Pierwszym krokiem powinno być przyznanie, iż kryzys w ogóle jest. Państwo, które w trudnych czasach udaje, iż problemu nie ma, kupuje spokój na kredyt. Polska odpowiedziała na paliwowy wstrząs tańszym paliwem dla wszystkich. Zdaniem ekspertów to kosztowne i mało precyzyjne rozwiązanie, które w dużej mierze trafia do tych, którzy go nie potrzebują. – Obecna sytuacja pokazuje, iż w Polsce nie potrafimy zarządzać kryzysami – mówi jeden z naszych rozmówców. Eksperci przekonują, iż zamiast politycznego uspokajania nastrojów potrzebny jest plan: celowana pomoc, ograniczenie zużycia paliw i przyspieszenie odchodzenia od ropy.

Rządy na całym świecie próbują uporać się z kryzysem paliwowym, jaki wywołał atak Izraela i USA na Iran.

Do tej pory decydenci w Polsce zdecydowali się tylko na jedno rozwiązanie, czyli centralnie sterowane obniżenie cen paliw na stacjach. Jak już wspominaliśmy, jest to rozwiązanie bardzo kosztowne (w skali roku może pochłonąć choćby 19-24 mld zł), a do tego jedno z najgorszych możliwych.

  • Czytaj także: „CPN” czyli jak wszyscy zrzucamy się na paliwo dla najbogatszych

Z jednej strony powszechne obniżanie ceny paliwa, gdy podaż jest ograniczona, wysyła zły sygnał rynkowy. Pisząc inaczej: o ile ludzie nie widzą kryzysu, to próbują żyć tak, jakby go nie było. Podaż jest zagrożona, popyt to ignoruje. Z drugiej strony większość wsparcia finansowego nie dociera do najbardziej potrzebujących, czyli gospodarstw domowych o niskich dochodach, które wzrosty cen odczuwają znacznie bardziej niż zamożniejsi. Zamiast tego trafia do osób jeżdżących najwięcej i często większymi autami, a więc wyraźnie bogatszych.

Ale o ile dopłaty do paliw „wszystkim po równo” nie są dobrym sposobem na kryzys, to co jest?

  • Czytaj także: Eurostat alarmująco o cenach prądu. Eksperci o tym, jak obniżyć rachunki

Jak pomóc w kryzysie paliwowym?

Pakiet rekomendowanych działań przedstawiła niedawno Międzynarodowa Agencja Energetyczna. Najważniejsza instytucja w branży wskazuje w swej publikacji, co można zrobić i na poziomie systemowym, i konsumenckim.

I tak według MAE najskuteczniejszą formą pomocy jest kierowanie wsparcia bezpośrednio do osób najbardziej narażonych na wstrząsy cenowe. „Zapewnia to, iż środki publiczne są wykorzystywane efektywniej i docierają do gospodarstw domowych najbardziej dotkniętych kryzysem” – tłumaczy MAE.

Organizacja przyznaje co prawda, iż szybkie i skuteczne zidentyfikowanie takich osób jest trudne. Wiele krajów, w tym Polska, posiadają jednak już inne narzędzia wsparcia w postaci licznych programów socjalnych. Wiedzę na ten temat posiadają też samorządy i organizacje społeczne.

„Kraje już wcześniej robiły to skutecznie” – podkreśla Agencja.

Na przykład od 2018 r. Francja zapewnia bezpośrednie bony gotówkowe rodzinom o niskich dochodach, aby pomóc pokryć ich rachunki za energię. W tym celu wykorzystuje krajowy rejestr podatkowy.

Podobnie zrobiono w Brazylii, gdzie narodowa baza danych pozwoliła automatycznie określić mniej zamożne gospodarstwa i zapewnić im subsydia pokrywające roczne zużycie prądu do 80 kilowatogodzin (kWh).

Z kolei podczas obecnego kryzysu Pakistan wykorzystał jeden z istniejących programów socjalnych do wprowadzenia pakietu pomocowego dla pracowników z branży transportowej, których dochody są uzależnione od jazdy na motocyklu lub rikszą.

„Nie ma dokładnego sposobu, by dokładnie określić, kto potrzebuje wsparcia, a kto nie. Chociaż część wsparcia może przez cały czas trafiać do gospodarstw domowych, które potrzebują go mniej, wycieki gotówki są znacznie niższe niż w ramach nieukierunkowanych programów” – komentuje MAE.

  • Czytaj także: Burza po pomyśle Nawrockiego. Ekspert odchodzi z prezydenckiej rady

Anulować loty krajowe, wprowadzić pracę zdalną?

Jakie inne działania warto rozważyć?

– Powinniśmy zastanowić się, które grupy są kluczowe, zachęcać firmy do wprowadzenia pracy zdalnej, wprowadzać ograniczenia prędkości na autostradach, anulować loty krajowe na trasach łatwo dostępnych koleją – wylicza w rozmowie ze SmogLabem Jakub Gogolewski, ekspert ds. energetyki z fundacji Mission Possible.

Jego zdaniem powinniśmy także wprowadzać dopłaty do zakupów elektrycznych gimbusów, rozważać leasing społeczny pojazdów elektrycznych, zachęcać firmy i gospodarstwa do kupowania pomp ciepła i samochodów elektrycznych w regionach, gdzie mamy nadmiar produkcji z OZE. – Właśnie o tym powinni mówić politycy i właśnie to powinni proponować, by zwiększyć nasz wpływ na ograniczenie skutków kryzys” – mówi nam Gogolewski.

– Dziś elektryk ładowany w domu może przejechać 100 km za mniej niż 10 zł. To ponad trzy razy taniej niż diesel i to bez własnych paneli fotowoltaicznych – dodaje Szymon Żuławiński z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki, ekspert ds. transportu. – Dlatego potrzebujemy nie tylko osłon, ale przyspieszenia transformacji: inwestycji w tanią energię, ładowanie aut przy domach i blokach oraz polityki, która pozwoli rodzinom uniezależniać się od paliw kopalnych – zauważa ekspert pytany przez SmogLab.

Z kolei „Financial Times” na swej liście działań wymienia m.in. podwojenie planów zwiększenia energii z fotowoltaiki, wiatru i atomu, modernizacje sieci energetycznych, rozbudowę wielkoskalowych magazynów energii i transgranicznych połączeń oraz przyspieszenie procesu uzyskiwania pozwoleń na infrastrukturę energetyczną. „Chociaż te inicjatywy wiążą się z kosztami początkowymi i pewnymi zakłóceniami, zmniejszyłyby potrzebę reaktywnych krótkoterminowych „napraw” oraz chroniły państwa przed powtarzającymi się wstrząsami i ciągłymi stratami konkurencyjności” – tłumaczy „FT”.

Czy ktoś zarządza kryzysem?

Gogolewski uważa, iż obecne podejście rządu do kryzysu paliwowego to wręcz abdykacja. „Mamy uśmiechniętą politykę, bo jesteśmy w G20 i mamy krajowy Orlen, więc żadnego problemu nie ma” – irytuje się.

I dodaje: „Obecna sytuacja pokazuje, iż w Polsce nie potrafimy zarządzać kryzysami. Jedyne, co potrafią politycy, to uspokajać ludzi.”

Ekspert fundacji Mission Possible zwraca przy tym uwagę, iż nie wiemy, ile będzie trwał kryzys i czy będzie paliwo za pół roku w ogóle będzie. Choć „potężne tąpnięcie” nie jest pewne, to jednak jest możliwe. I właśnie dlatego trzeba przygotować się na oba warianty.

„Przy czym w obu wariantach i tak powinny nastąpić pewne ograniczenia gospodarki, a przygotowanie się na trudniejsze momenty jest wskazane. o ile kryzys będzie potężny, to dobrze – byliśmy przygotowani na gorszy wariant. o ile nie – to dobrze, bo ograniczenia i tak były rozsądne. Na razie jesteśmy jednak przygotowani jedynie na wariant optymistyczny. Tak się niczym nie zarządza. Dlatego choć potężnego kryzysu być nie musi, to jednak przez brak uczciwego podejścia do problemu ryzyko to z każdym dniem rośnie” – podsumowuje Gogolewski.

  • Czytaj także: Wielka elektryfikacja. Unia chce przyspieszenia wobec nowego kryzysu energetycznego

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Agnes Kantaruk

Idź do oryginalnego materiału